Dużo się ostatnio dzieje wokół artysty o pseudonimie Skolim. Dla tych z państwa, którzy jeszcze o nim nie słyszeli (ja dowiedziałam się niedawno), to muzyk kojarzony z latynoskimi rytmami i disco polo. W jego twórczości nie brakuje wulgarnych i zawierających seksualne aluzje piosenek. A jednak „polski król latino” coraz częściej pojawia się tam, gdzie – przynajmniej teoretycznie – powinno być trochę bardziej rodzinnie i… reprezentacyjnie. Niedawno mieliśmy okazję „podziwiać” Skolima śpiewającego swój repertuar w otoczeniu… dzieci. Scena wywołała burzę w sieci. I dobrze. Mówi się o odpowiedzialności rodziców (słusznie), narzeka na nieodpowiedzialnego artystę (tu mam wątpliwości).

Czytaj więcej

Paulina Szewioła: Prawo łaski. Bezpiecznik czy relikt?

Czy wiemy za co płacimy? 

Mnie jednak oburza inna rzecz. O ile trudno mieć pretensje do prywatnego organizatora, który zaprasza Skolima na koncert i liczy, że publiczność będzie się dobrze bawić, o tyle zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy artysta z repertuarem opartym na dość niewybrednych, a momentami mocno seksualnych skojarzeniach staje się atrakcją wydarzeń organizowanych za publiczne pieniądze. Zwłaszcza gdy są to imprezy rodzinne, pikniki czy wydarzenia adresowane do szerokiego grona odbiorców, w tym dzieci. A tych piosenkarz obskakuje naprawdę sporo.

Nie chodzi przy tym o moralną krucjatę przeciwko Skolimowi. Niech śpiewa. Jeśli dorośli chcą słuchać takich piosenek, trudno znaleźć powód, żeby im tego zabraniać. Rynek rozrywki ma swoje prawa, a gustów publiczności nie zamierzam oceniać.

Problemem jest to, że rachunek za to płacimy my wszyscy – podatnicy. I proszę nie zrozumieć mnie źle – finansowanie imprez publicznych oczywiście może obejmować rozrywkę. Co więcej, sam fakt, że wydarzenie jest finansowane z publicznych pieniędzy, nie oznacza jeszcze, że musi to być tylko koncert chopinowski.

Jeżeli jednak organizujemy wydarzenie rodzinne, to warto zastanowić się, czy repertuar wykonawcy rzeczywiście pasuje do jego charakteru. Kto, jak nie samorządy czy administracja publiczna, ma zwracać na te kwestie uwagę?

Czytaj więcej:

Kadry i Płace Paulina Szewioła: Wiekowi stażyści

Pro

Wyższe standardy  

Bo jeśli państwo, samorząd czy instytucja publiczna organizuje wydarzenie dla rodzin, powinny obowiązywać jakieś standardy. Nie chodzi o cenzurę ani tworzenie urzędowego indeksu piosenek dozwolonych i zakazanych. Miejmy jednak wyczucie.

Można przecież znaleźć artystów popularnych, którzy potrafią rozruszać publiczność bez wywoływania kontrowersji. Popularność sama w sobie nie powinna być jedynym kryterium wydawania pieniędzy publicznych. To, że coś przyciąga tłumy, jeszcze nie oznacza, że automatycznie pasuje do każdego miejsca. I ta uwaga odnosi się do wszystkich artystów.