Dużo się ostatnio dzieje wokół artysty o pseudonimie Skolim. Dla tych z państwa, którzy jeszcze o nim nie słyszeli (ja dowiedziałam się niedawno), to muzyk kojarzony z latynoskimi rytmami i disco polo. W jego twórczości nie brakuje wulgarnych i zawierających seksualne aluzje piosenek. A jednak „polski król latino” coraz częściej pojawia się tam, gdzie – przynajmniej teoretycznie – powinno być trochę bardziej rodzinnie i… reprezentacyjnie. Niedawno mieliśmy okazję „podziwiać” Skolima śpiewającego swój repertuar w otoczeniu… dzieci. Scena wywołała burzę w sieci. I dobrze. Mówi się o odpowiedzialności rodziców (słusznie), narzeka na nieodpowiedzialnego artystę (tu mam wątpliwości).