Zablokowanie serwisów Google’a to kolejna odsłona konfliktu koncernu z chińskimi władzami. Spór się zaostrzył, gdy tydzień temu Google zamknęło chińską, ocenzurowaną wersję wyszukiwarki i rozpoczęło przekierowywanie chińskich użytkowników do niepoddanej ograniczeniom wyszukiwarki z Hongkongu.

Radość chińskich internautów (jest ich ok. 400 mln, 30 proc. z nich używa Google’a), nie trwała długo – chiński rząd już po kilku godzinach zaczął filtrować ruch internetowy z Hongkongiem.

[wyimek][srodtytul]30 proc.[/srodtytul] udziałów w chińskim rynku wyszukiwania miał w 2009 r. Google[/wyimek]

Konflikt przybrał we wtorek na sile – wyszukiwarka Google’a na terytorium Chin zupełnie przestała działać. Informacje o tym podały m.in. „The Wall Street Journal” i „Los Angeles Times”. Od usług mobilnych Google’a, takich jak mapy i nawigacja, zostali odcięci także klienci China Mobile. To największy na świecie operator komórkowy, mający ponad 500 mln abonentów.

Sergey Brin, współzałożyciel Google’a, przyznał niedawno w wywiadzie dla „WSJ”, że „nie czuje się komfortowo” z „oznakami totalitaryzmu i cenzurą”, jakie obserwuje w Chinach.

Walka toczy się o rynek wart 1 mld dol. Na tyle wyceniono wartość reklam zamieszczanych w 2009 r. w chińskich wyszukiwarkach.

Według analityków cytowanych przez Agencję Reutera wycofanie się Google’a z tego kraju może sprawić, że Baidu, chiński konkurent Google’a, mający ok. 60 proc. lokalnego rynku, przejmie nawet połowę reklam zamieszczanych do tej pory w Google’u. Dzięki temu przychody Baidu, które w 2009 r. wyniosły 645 mln dol., w tym roku mogą się zwiększyć o ok. 50 proc.

Wzrost wartości rynku wyszukiwania w Chinach ma wynieść, według firmy badawczej Analysys, ok. 40 proc.