Dzieło malarza to około tysiąc obrazów. Z częścią z nich nigdy się nie rozstał budując własną kolekcję. Choć obrazów sztalugowych już nie maluje, to wciąż rysuje. Prezentowane płótna olejne namalowane zostały w latach 2012-2013. W tekście do katalogu wystawy artysta wyjaśnia: „Płótna z tego czasu mają dla mnie duże znaczenie, bo nie tylko są prawie ostatnie, które malowałem z pełną świadomością widzenia, ale jeszcze dlatego, że wnosiły coś zupełnie innego, atrakcyjnego i niespodziewanego. W 2012 roku wydarzyło się coś niezwykłego dla mnie. Myślałem o namalowaniu obrazu z czerni i bieli, i postawiłem formę bardzo prostą z prawej strony obrazu, czarną, dość szeroką linią. I wtedy, ni stąd ni zowąd, zauważyłem, że biały kolor, który był w zakresie tej linii, wyglądał na zupełnie inny niż biały obok. Chociaż był ten sam”.

Stefan Gierowski, świętujący przed kilkoma dniami swoje 97. Urodziny, jest jednym z ostatnich wielkich żyjących polskich malarzy, wybitnym klasykiem polskiej nowoczesności.

Zasłynął pod koniec lat 50. ubiegłego wieku jako twórca obrazów abstrakcyjnych inspirowanych poszukiwaniami kolorystycznymi. „Na przełomie 1968 i 1969 roku zaczęła mnie interesować sprawa koloru, zarówno pod względem fizycznym, jak i malarskim. W końcu lat 70. moje zainteresowania związały się w dużej mierze z czernią i bielą. Skala barw ustaliła się na ośmiu kolorach” – mówił artysta w rozmowie z „Rz” w 2017 roku. Zamiast tytułów Gierowski nadawał swoim płótnom kolejne numery. Początkowo malował obrazy przedstawiające, od przełomu lat 50. i 60. ubiegłego wieku, każdy kolejny, który powstał — został nazwany numerem. Wyjątkiem jest cykl Dekalog, w którym kolejne obrazy artysta szczegółowo objaśniał za pomocą słów.

To druga prezentacja Stefana Gierowskiego w galerii aTAK, poprzednia odbyła się w 2010 roku, w innej lokalizacji – na Krakowskim Przedmieściu. Aktualna wystawa ma też wiele sentymentalnych kontekstów. Obecna siedziba galerii znajduje się w dawnym mieszkaniu Jerzego Grzegorzewskiego, człowieka teatru, ale i absolwenta ASP, przez pewien czas malarza. Choć był od Gierowskiego 14 lat młodszy, to ich prace spotykały się przed laty w Galerii Krzywe Koło (lata 50. i 60. XX wieku). I ponoć młodszy podziwiał dzieło starszego artysty.

Osobiste wątki łączą też Stefana Gierowskiego z właścicielem Galerii – Krzysztofem Musiałem. Obaj pochodzą z Kielc. „Najpierw więc Gierowski, a później ja maszerowaliśmy tymi samymi szlakami, podziwialiśmy te same krajobrazy. I tak jak ja do dzisiaj mam w pamięci cotygodniowe wypady z rodzicami w podkielecki plener, tak samo pewnie i Gierowskiego naznaczyły na lata tamte widoki, ich zmieniająca się zależnie od pory roku kolorystyka czy niewiarygodnie barwne zapaski spotykanych po drodze chłopek” – wspomina Krzysztof Musiał w katalogowym tekście.

„Pochodzę z Kielecczyzny, Góry Świętokrzyskie są jednym z najwspanialszych miejsc na świecie. I koniec. Są tam czarne zapaski z białym paskiem, albo czerwone z czarnym paskiem. Coś wspaniałego. Jak się wyjdzie na pagórki – niewielkie pola różnych kolorów – to też wspaniałe. Wszystko się łączy” – potwierdzał artysta źródła inspiracji w dokumencie „Portret. Stefan Gierowski”.

Wystawę oglądać można do końca lipca.