W 1964 roku przebywający w Stanach Zjednoczonych Czesław Miłosz ofiarował młodemu poecie z Polski Markowi Skwarnickiemu „dość gruby – jak pisał przyszły noblista – zeszyt w czarnej oprawie wypełniony moimi wierszami”. Wysłany pocztą brulion zaginął, by odnaleźć się dopiero po 38 latach. Wtedy przekazany został adresatowi. Wśród kilkudziesięciu wierszy z lat 1938 – 1964 zapisanych ręką Miłosza znalazł się jeden całkowicie nieznany. Oto on, bez tytułu, opatrzony jedynie datą – 1948:
Czy to słuszne, że nie można
zapalić ziarenek kadzidła
przed obrazem Matki Boskiej
z Częstochowy czy Toledo
i prosić żeby wrócono
jeden uśmiech na tę ziemię
i jedno oczu spojrzenie
pełne spokojnej dobroci?
Czy to słuszne, że koniecznie
Trzeba w tę przepaść spadać
gdzie złote lampy cezarów
są najmniejszym incydentem?
W groby sprzed lat miliona,
w braterstwo z Neanderthalem
czy to słuszne żeby człowiek
na zawsze został strącony?
Z kolei inny utwór „Do Alberta Einsteina (fragmenty)” różni się od wersji znanej z „Dzieł zebranych” aż 19 dodatkowymi wersami. Spore różnice istnieją też w pozostałych tekstach poetyckich, wśród których są również tłumaczenia, a także francuski wiersz Oskara Miłosza „Le pont”. Dlaczego wybitny poeta postanowił obdarować młodszego od siebie o 19 lat adepta słowa tak osobistym darem, samodzielnie sporządzonym wyborem swoich wierszy? Poza innymi względami, o których Skwarnicki pisze we wstępie do obecnej edycji „dość grubego zeszytu”, wydanego jako „Wiersze i ćwiczenia” przez Świat Książki, zadecydował o tym opublikowany w 1957 r. w „Tygodniku Powszechnym” „List z Warszawy” kończący się zwrotką:
Za światło dzienne lat młodych,
za ocalenie w Warszawie,
za poezji swobodny oddech
dziękuję Panie Czesławie.
Skwarnicki, popularny Spodek z „TP”, akcentuje zmaganie się Miłosza z problemem religijnego sensu życia, co znalazło odbicie w tych wierszach, jak i dojmującą tęsknotą za Polską i samotnością „poety piszącego po polsku, a przez Polaków w Stanach bojkotowanego”. „W korespondencji – pisze Skwarnicki – i spotykając się z nim w Stanach, musiałem wciąż mu tłumaczyć, jak wielu ma czytelników w kraju”.
W 2002 roku, po powrocie z USA z pogrzebu żony Carol, z miejsca, gdzie jest też grób jego pierwszej żony – Janki, powiedzieć miał Miłosz Skwarnickiemu: „Nie wiem, jak mogłem wytrzymać 40 lat w tamtym kraju”.
[i]Czesław Miłosz, Wiersze i ćwiczenia, Do druku podał i wstępem opatrzył Marek Skwarnicki, Świat Książki, Warszawa 2008[/i]