Były wyjątki, pewnie. Fantasmagoryczne krajobrazy Neila Gaimana czy żonglujące mitologicznymi wątkami powieści Johna Crowleya to już klasyka, w dodatku zawsze z jakimś erudycyjnym podbiciem – ale tyleż dobra, co... stara. Kiedy więc wpadła mi w ręce nowa antologia opowiadań młodej miejskiej fantastyki, specjalnie podniecony nie byłem. Zaraz jednak przypomniałem sobie wydaną u nas kilka miesięcy temu „Zoo City" – książkę młodej pisarki Lauren Beukes, w której wprowadziła świat animistycznych wierzeń do slumsów Johannesburga, a dramat nielegalnych emigrantów czy lokalnych konfliktów w Afryce splotła z kryminalną intrygą – i zerknąłem na „Chodząc nędznymi ulicami" z większym zaciekawieniem.