Artykuł z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
W eseju poświęconym twórczości plastycznej Donalda McGilla, opublikowanym po raz pierwszy w piśmie „Horizon" w 1941 r., George Orwell pokusił się o sformułowanie minikoncepcji filozoficznej o dwóch zasadniczych pierwiastkach natury ludzkiej, które przyrównał do postaci Don Kichota i Sancho Pansy. Pierwszy jest wcieleniem szlachetnej głupoty w pogoni za piękną iluzją, drugi reprezentuje zaś swojską, chłopską mądrość, dzięki której widzi świat taki, jaki jest, nie ma co do tego wątpliwości i nazywa rzeczy po imieniu, precyzyjnie i z subtelnością cepa. Obie te postawy współtworzą naszą osobowość, pozostają równocześnie w symbiozie i konflikcie, obie także charakteryzuje pewne nieokrzesanie. Błędny rycerz uparcie broni swojej wizji, nawet jeśli ta zatwardziałość budzi zażenowanie ogółu, a jego giermek gada, co myśli i co uważa za prawdę, bez oglądania się na wrażliwość towarzystwa i okoliczności. Krótko mówiąc, jak walnie, to walnie, byleby szczerze.