Fakty są bezwzględne: Jan Frycz w kreacji Darka Kinskiego – Daria w serialu „Ślepnąc od świateł” (2018) przyciągał do ekranów widzów zaintrygowanych diabolicznością tego psychopatycznego bohatera, ciekawych, skąd bierze się jego okrucieństwo. Frycz osiągnął poziom zła wcielonego.
Pokusa, by skorzystać z takiego kapitału i poświęcić Dario osobną książkę, a potem być może również serial, musiała być ogromna. Jan Frycz nie żyje, Kinskiego w żadnej formie już nie zagra, zaś Żulczyk pisząc o złu – pisał źle. Powstała najsłabsza w ostatnich latach książka pisarza – po świetnych „Dawno temu w Warszawie” (2023) i „Kandydacie” (2025).
Jakub Żulczyk i „Pan Darek” na zakręcie
Żulczyk, który dysponuje rewelacyjnym wyczuciem słowa i nie ma zwyczaju pisać banalnego zdania, w „Panu Darku” popłynął na fali pornografii zła, eskalując okrucieństwo, wulgaryzmy, skatologię, fekalia aż do kiczowatej przesady. Gówna, spermy, krwi jest tyle, że autor najpierw zaczyna buksować, a w końcu się na tym wszystkim poślizgnął, tymczasem to przecież thriller, a nie komedia slapstickowa z Peterem Sellersem. Parafrazując ulubione powiedzenie Janusza Głowackiego, można powiedzieć: tak strasznie, że aż śmiesznie. Powstała niezamierzona parodia gatunku. Męcząca. Nudna.
Teoretycznie wszystko powinno się zgadzać. Akcesoria okrucieństwa ze świata gangusów oraz jego realia zostały dobrane ze znawstwem git ludzi. W sekwencjach więzienia w Sztumie mamy tak zwane połyki kotwiczek (jak ktoś nie łykał – sporo się dowie). Jest robienie cezara, czyli obrysu ciała własną krwią po ciachaniu się żyletką, a także wybijanie zębów niewinnemu studentowi opozycjoniście, „pedrylski” seks, obciągi. I inne sadystyczno-erotyczne zabawy, których nazwy i opisy żywią się niewyczerpaną inwencją pisarza. Z kolei sporty walki bliskie zezwierzęcenia zostały rozciągnięte na psy i koty, zgodnie z piosenką Siekiery „Tam na polu leży głowa/Gnije szczurza pierś/Robol gwałci krokodyla/Małpę gryzie pies”. Rzekomy zwycięzca pada po wyżarciu wnętrzności.
Czytaj więcej
Po sukcesie serialu „Warszawianka” Jakuba Żulczyka z Borysem Szycem, do księgarni trafiła nowa książka pisarza „Dawno temu w Warszawie”. Niedługo p...
To taka aluzja do Dario, gdy wydaje się, że słabnie. Ale on nawet jak jest słaby i prawie umarł – prawie wszystkich brutalnie pozabija. A wielu jest bardzo złych facetów, o jakże bardzo złych, twardzieli nad twardzielami z trójmiejskich gangów, opisywanych z wielkim nakładem sił – o barwnych ksywkach Fryc, Bentlej, Cukier, Balon. Są pedofile i prostytutki, a także kryminalni pod przykrywką kilerów. Rozpoczyna się handel kokainą, trwają porachunki i akty zemsty na tych, co nie płacą za towar oraz seks.
Pan Darek, Wałęsa i Pershing w Cristalu
Gdyby nie nadmiar wszystkiego, który zwykło się określać „za dużo szczęścia”, mogła powstać dobra książka. Bo tematy ciekawe są. Gangusy z Trójmiasta, czyli tak zwanej kolebki Solidarności, z przytupem wchodzą w erę transformacji, zaś upokorzenie peerelowską biedą wywołuje obsesję bogactwa, z którego w miejsce esbeckiej komuny rodzi się przestępczy Dziki Wschód.
Żulczyk kokietuje też przecięciem fikcji z historią – Wałęsa spotyka się w Cristalu, gdzie Dario jest kelnerem, z Pershingiem i innymi mafiozami z Warszawy. Z wszystkimi, którzy traktują go jak Boga. Jest poseł KLD (była taka partia, z której wywodzi się premier Tusk). Mamy też pławiącego się w luksusach proboszcza-kapelana Solidarności pedofila, który szuka bursztynu na ołtarz. Ale gdyby jakiś sąd pod wpływem parafian zapragnął udowodnić, że ów „dzieciojebca” nazywa się... to on w książce nosi nazwisko Kowalski i ma haki na wielu solidaruchów o podobnych upodobaniach jak on.
Czytaj więcej
„Wzgórze psów” według książki i scenariusza Jakuba Żulczyka łączy rodzinne i pokoleniowe dramaty z czasem transformacji. Być może odpowiada na pyta...
Autor nie żałuje nam też oprawy artystyczno-muzycznej w modnym dziś stylu retro z wieloma hitami przełomu lat 80. i 90., pakując w nią Piotra Kaczyńskiego, który grał w radio nie tylko „filc”. Jest Marek Kondrat, teraz rozpoznawalny znowu po roli Rzeckiego w „Lalce”, a także Janusz Rewiński jako zabawny poseł. Ostatecznie jednak to tylko ornamenty potiomkinowskiej wioski, za której fasadą nie ma nic poza fetyszyzacją zła. Nawet jeśli sugestia opowieści „o zemście skrzywdzonych dzieci” pojawia się często. Dzieci skrzywdzonych przez rodziców, rodzonych i przyszywanych czy brutalnych rówieśników w dzieciństwie. Ten motyw wychodzi poza życiorys Daria. Jak u Dostojewskiego dzieci są święte, a ich krzywda unieważnia Boga, za którego przebrał się najpewniej diabeł i to on de facto rządzi światem.
Powódź kiczu nie oznacza, że w „Panu Darku” nie ma fragmentów znakomitych. Do moich ulubionych należy wyimaginowany koncert w rozwalającej się Operze Leśnej. „Rozpadało się to dziadostwo na pojedyncze deski, gniło zaśmiecone i popękane, i nie wiem, kto mógłby tam występować – chyba tylko chór śmieciarzy albo kwartet smyczkowy cweli”. W Operze Leśnej pozbawiony sił witalnych Dario, wyobraża sobie koncert Haliny Frąckowiak. Ona jest muzą brutala, zaś „Tin Pan Alley” jego hymnem.
Jest też coś wzruszającego (tak miało być!) w relacji Daria z Ewunią. To żona Mareczka, z którym Dario kopie bursztyn na nielegalu i miesza w przestępczym światku. Dario zamieszkuje z Mareczkiem, Ewunią i jej matką Wandą. Ewunia zawiedziona rutyną małżeńskiego życia, bo związek z Mareczkiem sięga szkolnych lat, zaczyna się fascynować Dariem. Również dlatego, że pan Darek żyje w kamuflażu, stanowi zagadkę i jest mężczyzną-tajemnicą.
Czytaj więcej
W nowym odcinku podcastu „Rzeczy o książkach” jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy i scenarzystów opowiada o swoim najnowszym thrillerze po...
„Pan Darek” i zabita staruszka
Zagadką jest perspektywa narracji. Z czasem odkrywamy związki pomiędzy głównymi wątkami podawanymi naprzemiennie. To wspomnienia znęcającego się nad małym Darkiem ojczyma oraz katowania w piwnicy Daria w ramach porachunków przestępczych, a także pobyt w więzieniu, poczynając od królowania w celi, przez załamanie pozycji i wydarzenia, które tworzą legendę Daria w półświatku.
W napięciu pomiędzy tymi wątkami, pośród licznych retrospekcji, toczy się ta krwawa historia. A jest też lewitujące nad wszystkim widmo diablicy, zmory, z którą Dario zawarł pakt. Ona zaś może mieszać się w chorej wyobraźni głównego bohatera z żoną gangstera Fryca. Dario chce z nią wejść w bliższą relację, gdy mąż ogląda „pornuchy” i korzysta z usług prostytutek. Całą tę sferę nazwijmy „zmora Daria”. W tej kwestii Jakub Żulczyk wiele się napracował, by podnieść krwawy thriller na wyższy poziom halucynacji i opętania złem.
Jakub Żulczyk, „Pan Darek", Świat Książki, 2026
Ciekawiej robi się też w relacji Dario–matka Ewuni – Wanda Kunicka. To od jej i Ewuni listu do Daria i o Dariu książka się zaczyna. Starsza kobieta matkuje gangsterowi i jak na samarytankę przystało, chce widzieć w nim dobro. Czytelnik powinien zadać sobie pytanie: jak to, jeśli taki dobry, to dlaczego taki zły?
Mieliśmy być może otrzymać refleksję na temat paradoksalności natury człowieka, w której łączą się pierwiastki dobra i zła. A przecież „Pan Darek” nie ma jakości „Zbrodni i kary”, nawet jeśli pewna staruszka została zamordowana.
Można odnieść wrażenie, że to nie Daria opętała zmora, lecz autora i nie dała mu zredagować książki, tak by kolejne sceny nie były niemiłosiernie rozdęte, mieszcząc tyle, co niejedna książka, i zawalając się pod ciężarem zbyt licznych pomysłów i zwykłego gadulstwa. Szkoda.