„Porządnym robotnikom powinno się wydać pałki, żeby na koniec dnia mogli sobie użyć do woli na Żydach” – tak Nikita Chruszczow relacjonuje reakcję Stalina na wieść o robotniczym strajku w jednej z fabryk.

Dyktator nie cierpiał Żydów, nie ufał im, a najbardziej uczulony był na syjonistów. W swoim otoczeniu nieustannie poszukiwał ukrytych Żydów lub ich agentów. Oskarżał własną córkę Swietłanę o podstępne „wprowadzanie Żydów do rodziny”.

Był jednak lepszym taktykiem od Hitlera. Nie chwalił się głośno fobiami. Umiejętnie wyzyskiwał nastroje antysemickie do własnych celów. Ale równie sprawnie wykorzystywał samych Żydów: w Armii Czerwonej walczyło ich niemal pół miliona, ponad trzystu dosłużyło się stopnia generała, wielu nadano tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

Kiedy jedni Żydzi z entuzjazmem witali rewolucję, bo niosła kres caratowi, który z antysemityzmu uczynił stałą metodę rozładowywania społecznych napięć, inni Żydzi ginęliw czystkach. Działo się tak i podczas rewolucji październikowej, i w latach 30., i po wkroczeniu Sowietów na tereny krajów przyznanych im paktem Ribbentrop-Mołotow.

„Nasz wyrok śmierci został zamieniony na dożywotnie więzienie”, zauważyła jesienią 1939 r. Miriam Rejzen, Żydówka z Wilna, po wkroczeniu do miasta wojsk sowieckich zamiast niemieckich.

Była zbyt wielką optymistką. Wkrótce Żydzi tysiącami zaczęli trafiać do łagrowych transportów. Mieli umierać w sowieckich gułagach tak samo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie. Jeśli przeżyli, nie oznaczało to końca ich męki. Nieważne, że komuniści traktowali ich jako wrogów klasowych. Po powrocie do domów stawali się w oczach sąsiadów żydokomuną.

Armia Czerwona była siedliskiem antysemityzmu, przypomina Catherine Merridale, autorka nierównej, ale zgrabnie napisanej „Wojny Iwana”. Jednym z zadań sowieckiej cenzury było eliminowanie informacji o antysemityzmie i prześladowaniu innych mniejszości w oddziałach frontowych.

Nie wolno było też informować o skali masowych mordów dokonywanych przez Niemców na Żydach. Na ten zakaz skarżyła się nawet tak wielka gwiazda sowieckiej propagandy jak Ilija Erenburg. Stalin nie chciał współczucia dla ofiar Holokaustu. Główną ofiarą wojny miał być naród radziecki.Tymczasem do antysemickich ekscesów dochodziło w samym Związku Radzieckim, z dala od linii frontów. Fala uchodźców żydowskich przyczyniła się tam do powstania mitu, że Żydzi to tchórze i dekownicy, którzy nie chcą walczyć z Hitlerem. To wystarczyło jako pretekst do rozpoczęcia prześladowań.

Najpełniejszą kroniką stalinowskiego antysemityzmu jest dzieło Arno Lustigera „Czerwona księga”. Opisuje kolejne fale nienawiści do Żydów: od masowych aresztowań z początku lat 20., przez antysemickie oblicze wielkiego terroru (1937 – 1938), aż po zwrot antysyjonistyczny związany z powstaniem Państwa Izrael i planowaną w komunistycznych krajach Europy Wschodniej przez Stalina serią procesów antysemickich (miało to być oczyszczanie lokalnych partii komunistycznych z „elementów żydowskich”). Wiele miejsca Lustiger poświęca Żydowskiemu Komitetowi Antyfaszystowskiemu. Jego historia doskonale oddaje stalinowską hipokryzję. Komitet założono w 1943 r. przez NKWD. Stojący na jego czele figuranci (m. in. Sołomon Michoels, znany aktor) ruszyli na Zachód walczyć o pomoc i sympatię dla Związku Sowieckiego. Za zebrane wśród zachodnich Żydów środki finansowe kupiono pokaźne zasoby broni i żywności.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Koniec historii komitetu był jednak tragiczny. Jego członków aresztowano jako wrogów ludu i wydano wyroki śmierci. Sam Michoels zginął w 1948 r.z rąk agentów bezpieki w sfingowanym wypadku samochodowym. Zgubiła go m.in. propozycja osiedlenia radzieckich Żydów na Krymie. Dla Stalina był to dowód spisku amerykańsko-syjonistycznego.

Po 1945 r., gdy na terenach okupowanych przez Sowietów dochodziło do aktów antysemityzmu, NKWD patrzyło na nie przez palce. Stalinowi na rękę było udowadnianie, że tereny Ukrainy czy Polski zamieszkują faszystowscy nacjonaliści.

Tę tezę lansowali na Zachodzie przez całą wojnę (szczególnie w otoczeniu prezydenta Roosevelta) także sowieccy agenci. Sugerowali, że przedwojenna Polska była krajem faszystowskim i że Polacy tak bardzo nienawidzą Rosjan, że w imię bezpieczeństwa ZSRR trzeba ich okupować. Jan Śledzianowski w książce „Pytania nad pogromem kieleckim” wspomina, że wieść o tragicznych wydarzeniach w Kielcach ucieszyła oficerów NKWD.Powojenne antyżydowskie działania machiny państwowej były jednoznacznie oceniane przez część rosyjskiej inteligencji. „Przez nasz kraj przeszła fala antysemityzmu, który był wyrazem ideologii faszystowskiej”– pisała w 1952 działaczka Komsomołu Lina Kaminska.

Jak zauważa Yuri Slezkine w „Wieku Żydów”, wydarzenia z ostatnich lat życia Stalina były bezprecedensowe, opadła maska obłudy. Wcześniej sowieccy Żydzi ginęli, bo zarzucano im religijność (tak jak Polakom czy Rosjanom), nacjonalizm (jak Czeczenom czy Tatarom krymskim) albo odchylenia ideologiczne (jak bucharinowcom czy trockistom). Teraz mieli ginąć tylko dlatego, że byli Żydami. „Czego nie osiągnął Hitler, tego dokonał Stalin, a za nim jego naśladowcy w innych krajach”– pisze Slezkine.

Tezy komunistycznych historyków o dobrym Stalinie, który ratował Żydów przed złym Hitlerem, są dziś nie do obrony.

Ponurym żartem historii wydają się dziś uroczyste akademie organizowane przez żydowskich weteranów wojskowych po II wojnie światowej (także w Polsce) ku czci rocznic rewolucji październikowej.

To rząd tymczasowy powołany w Rosji po rewolucji lutowej zniósł w 1917 r. antysemickie ustawy. Bolszewicy przeciwnie, w kolejnych latach odebrali Żydom wszelkie swobody.