Znakomity niemiecki prozaik Uwe Timm, zapytany, jak znaleźć temat, odparł: "Trzeba tylko poszukać miejsca, w którym przecinają się ludzkie losy". Małgorzata Szejnert postępuje wedle tej zasady od lat.

Zobacz na Empik.rp.pl

Efektem są jej znakomite reportaże o Śląsku ("Czarny ogród") czy Ellis Island, niewielkiej nowojorskiej wyspie, na której działała stacja przyjmująca emigrantów z Europy ("Wyspa klucz").

Szejnert wybiera te zakątki świata, w których spotyka się wiele narodowości, kultur i religii. Uważa, że pogranicze jest ciekawsze niż uporządkowane centrum. Jako reporterka wychodzi od tego, co tu i teraz, a później zagłębia się w przeszłość, szukając bohaterów i zdarzeń z ich życia.

Nie inaczej stało się w przypadku "Domu żółwia" (książka ukaże się w połowie października). Historię Zanzibaru Małgorzata Szejnert odtwarza przy pomocy kilkudziesięciu świadków, wśród których znalazł się David Livingstone, szkocki lekarz, misjonarz i odkrywca.

Jeden z towarzyszy jego wypraw powiedział z wyrzutem, że całkowity brak poczucia strachu równał się u Livingstone'a prawie słabości. Gdy zaginął w buszu, wysłano ekspedycję ratunkową pod przewodnictwem Henry'ego Mortona Stanleya. Po wielomiesięcznej wyczerpującej wędrówce odszukał podróżnika samego pośród tubylców. Wypowiedział wtedy zdanie, które stało się jednym z najbardziej znanych grepsów nowożytności: "Doktor Livingstone, jak sądzę?".

Inny z bohaterów tego historycznego reportażu to nasz rodak Henryk Jabłoński, poeta urodzony na Podolu. Podczas wojny krymskiej uciekł z carskiej armii i poddał się francuskim żuawom. Biedował w Paryżu i pisał wiersze pełne tęsknoty za rodzinnymi stronami.

Nie wrócił tam, rząd francuski posłał go na Zanzibar w charakterze tłumacza w konsulacie. Na wyspie zobaczył targ niewolników, który nazwał w poemacie "łotrów jaskinią". Opisał trupy kołyszące się na falach i bielejące na brzegach czaszki, na które "nikt, oprócz fali, nie rzuci garstką piasku".

Podobne obrazy ujrzą po ponad 100 latach świadkowie rewolucji, na której czele stanął John Okello, Afrykanin z Ugandy. Nienawidził imperialistów, a za najgorszych spośród nich uważał Arabów. Wierzył, że we śnie przemówił do niego Bóg. Trzeciego dnia masakry rozpętanej przez uzbrojonych w maczety "wojowników wolności" plaże Zanzibaru zaścielały trupy Arabów. Ludzie uciekali w stronę morza, ale łodzi było za mało...

Małgorzata Szejnert przedstawia dzieje wyspy w ciągu 170 lat, bo to wiek sędziwego żółwia, który – wielki jak balia – pod powierzchnią wody za#chowuje lekkość bańki mydlanej. Jak zauważa reporterka, według niektórych ludów Dalekiego Wschodu żółw symbolizuje kosmos, dom nas wszystkich. Wspaniała proza, napisana pięknym językiem, zmierzająca do wielkiej metafory.