Reklama

Dobry rok dla hip-hopu i offu

Sukcesem była seria wizyt raperów i inwazja sceny niezależnej, porażką – nuda w klubach i brak areny dla gwiazd rocka

Publikacja: 18.12.2007 03:17

Dobry rok dla hip-hopu i offu

Foto: Rzeczpospolita

Mieliśmy w tym roku dwie okazje, by – jak londyńczycy czy mieszkańcy Berlina – w środku tygodnia, prosto z biur, udać się na koncert światowych gwiazd – George’a Michaela i The Rolling Stones. Aż chciałoby się wierzyć, że Warszawa nareszcie znajdzie się na trasie muzycznych gigantów.

Ale takie jaskółki pojawiały się już w poprzednich latach – wizyta Tiny Turner, Aerosmith, Stinga i U2. Niestety, wciąż największe wydarzenia rockowe odbywają się tam, gdzie są do tego warunki, czyli w Chorzowie. Na Śląsk pojechało aż 60 tysięcy fanów Red Hot Chili Peppers, Pearl Jam i reaktywowanego Genesis. I już wiadomo, że stolicę ominą dwa niezwykłe wieczory 2008 roku – występ Metalliki 28 maja i The Police 26 czerwca.

Nic się nie zmieni, dopóki nie będziemy mieć w Warszawie stadionu i autostrad, którymi na koncerty mogą dojechać tysiące fanów muzyki. Brak infrastruktury sprawia, że coraz bardziej odstajemy od europejskich stolic. Bo teraz gwiazdy chętnie występują wielokrotnie w jednym mieście. Prince, gdy znalazł dogodną salę w londyńskiej O2 Arena, grał tam przez 21 wieczorów.

O ile rockowym sercem Polski pozostaje Chorzów, o tyle w tym roku Warszawa stanowiła absolutne centrum świata dla hiphopowców. Gościliśmy duże gwiazdy, te niezależne i komercyjne. Przyjechał znakomity nowojorczyk Nas, kultowa grupa Wu-Tang Clan. Fantastyczny show dał Busta Rhymes, a także grupa Black Eyed Peas. Serię zamknął dobry występ 50 Centa dla kilkutysięcznej widowni.

Bilety na wszystkie koncerty były wyprzedane – to dowód, że choć płyty z amerykańskim hip-hopem rozchodzą się u nas słabo, zainteresowanie tą muzyką jest ogromne.

Reklama
Reklama

Warszawa to także pewny adres dla artystów soulowych – gościliśmy Macy Gray i Zap Mama, niebawem w Sali Kongresowej pojawią się Angie Stone i Gabrielle.

Ale mocni jesteśmy tylko w czarnych brzmieniach, bo już w muzyce klubowej ten rok można zamknąć jednym słowem – zastój. Kluby coraz wyraźniej dzielą się na te ekskluzywne – np. Platinium, Foksal 19 czy od niedawna Opera – w których ważniejsze jest bywanie niż odkrywcza oferta muzyczna, oraz na dyskoteki, w których słychać głównie remiksy przebojów. Brakuje oryginalnych, niedużych klubów z autorskim repertuarem, miejsc dla poszukujących i nowatorskich twórców elektroniki. Takich lokali jest w mieście ledwie kilka, tym bardziej cieszy, że przy Żurawiej ruszył Vinyl.

Oferta klubów rockowych nie zaskakuje, ale przybył nam prestiżowy i ważny punkt – pierwsza w Polsce Hard Rock Cafe. Sąsiaduje z nią reaktywowane Akwarium, którego znaczenie dla wielbicieli jazzu, ale i wizerunku miasta trudno przecenić. Martwi mnie, że w tym sezonie osłabła rola Fabryki Trzciny jako centrum wyszukanych wydarzeń artystycznych. Gwiazd i nowości było w ostatnich miesiącach mało, ale ważne, że swoją „siedzibę” przez kilka lat będzie tam miała gala Fryderyków.

Dynamiczna i fascynująca jest w stolicy scena offowa – rozrasta się zagłębie oryginalnych lokali przy ul. 11 Listopada na Pradze-Północ, Śródmieściu przybył Plan B, a Powiślu – Depozyt. To tam, przy piwie tańszym niż w klubach w centrum, młoda inteligencja ogląda nowych artystów. Tam widać, czym żyje miasto.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama