Dużą publikację na ten temat zatytułowaną „Muzycy, którzy rozsunęli żelazną kurtynę” zamieścił „New York Times”.
[srodtytul] Buntownicy na zawsze[/srodtytul]
Czołowy amerykański dziennik stwierdza, że gitary, syntezatory i perkusje nie posłużyły bezpośrednio do rozbicia berlińskiego muru. Podkreśla jednak, że dla młodego pokolenia, które przyczyniło się do upadku komunistycznego systemu w Europie środkowej — buntownicza muzyka stanowiła inspirację zdecydowanie ważniejszą od wielu innych.
W minionym tygodniu, czołowe zespoły z Czech, Węgier, Polski, Rumunii i Słowacji, które przynosiły kiedyś nadzieję młodzieży, spotkały się najpierw w nowojorskim West Village w klubie „La Poisson Rouge”, a potem wystąpiły w Chicago, Cleveland, Toronto i Waszyngtonie.
„New York Times”, pisze o legendzie polskiego punk rocka, Dezerterze. Polscy muzycy wspominają zaproszenia do sekretnych spotkań z liderami Solidarności oraz Kościoła Katolickiego, którzy kierowali antykomunistyczną opozycją w naszym kraju.
— Robiliśmy dla nich dobrą robotę, bo byliśmy przeciwko systemowi — mówi na łamach „NYC” Krzysiek Grabowski z Dezertera. — Jednak nie potrafili zrozumieć, co się dzieje w środowiskach młodzieżowych. Ich sposób myślenia był zupełnie inny od naszego. Zrozumieliśmy, że chodzi nam o różne rzeczy.
Nowojorski dziennik zwraca uwagę na piosenkę Dezertera „Szwindel” z 1987 r. ze znamiennymi słowami: „Nowy szwindel jest przygotowany/ Znowu chcą zmanipulować twoją głowę”.
Warto sobie przypomnieć całą piosenkę, brzmi bowiem profetycznie:
„Postawią sobie pomnik bohatera
Wybiorą sobie nowego premiera
Stworzą nowy system polityczny
I będą dumni, że jest demokratyczny
Znowu szwindel szykują nowy
Znów chcą się dobrać do twojej głowy
Nie możesz ciągle dostawać w ryj
Nie daj się zabić, - żyj!
Oni się czepiają, sztucznie uśmiechają
Oni mają władzę, oni zabijają
Oni są silni, bo mają karabiny
Oni chcą zabijać, bo to są sukinsyny
My o wojnach wszystko już wiemy
Fałszywy porządek trzeba zmienić
My nie chcemy waszej mądrości
My nie chcemy sztucznej wolności"
[srodtytul]A jednak cud[/srodtytul]
Ciekawe są opinie muzyków z krajów, gdzie cenzura była ostrzejsza niż w Polsce.
— Punk stał się elementem kulturowej opozycji, ruchu, który był silny w całej Europie Wschodniej — powiedział Peter Sziami Müller, wokalista węgierskiej grupy Kontroll Csoport powstałej w 1980 r. — Chcieliśmy zjednoczyć wszystkich młodych ludzi marzących o wolności.
Skutek był taki, że zespół został przez władzę zakwalifikowany jako „ ultraprawicowy”. Wszędzie, gdzie się pojawił, śledzili go wywiadowcy milicji politycznej w charakterystycznej białej Ladzie.
Poza Polską, undergroundowi artyści mieli ograniczą wiedzę o źródłach muzyki, którą grali. Michal Kascak ze słowackiego zespołu Bez Ladu a Skladu nie słyszał o Sex Pistols do 1990 roku! Inspirował się nagraniami z kaset — słabej jakości, bo były już wcześniej przegrywane cztery czy pięć razy. Największe znaczenie miały dla niego kompozycje Talking Heads i B-52’s.
— Dopiero kiedy pojechałem z rodziną na wakacje do Jugosławii, kupiłem sobie płyty obu grup. Przemyciłem je do kraju pod chodnikami na podłodze samochodu — wspomina Kascak.
— Kiedy upadł komunizm, w jeden dzień z formacji alternatywnej staliśmy się czołową gwiazdą — wspomina Adrian Plesca z rumuńskiego nowofalowego zespołu Timpuri Noi.
Ironia losu polegała na tym, że błyskawiczną karierę zawdzięczał tym samym dygnitarzom życia kulturalnego, którzy wcześniej dławili wolność. Timpuri Noi zaśpiewali o tym w swoim największym hicie stworzonym po 1989 r.: zatytułowanym „Zwycięstwo”:
„Pytam siebie czy doszło do zmiany/ Pytam Ciebie czy ty widzisz zmiany/ Pytam się czy doszło do zmian”. Dla wielu undergroundowych zespołów z Europy Wschodniej, historia zatoczyła koło. Przed 1989 r. do mediów nie chciała ich dopuścić cenzura polityczna — nową, artystyczną, wykreował światowy showbiznes. Duże koncerny i MTV preferują nagrania w stylu Britney Spears i Beyoncé.
W czasie spotkania w New School, najważniejsze pytania zadali młodzi ludzie z takich krajów, jak Iran czy Kuba, gdzie wciąż nie ma wolności. Chcieli wiedzieć, jaka jest różnica między czasami z przed i po upadku muru berlińskiego.
— Rok 1989 r. był cudem — powiedział Michal Kascak. — Spodziewałem się, że przez całe życie będę żył w systemie komunistycznym. Nie będę mógł grać i podróżować po świecie. Gdyby dwadzieścia lat temu, ktoś powiedział mi, że w 2009 r. wystąpię w Nowym Jorku — wezwałbym do niego psychiatrę.