Podczas Salone Internazionale del Mobile – Targów Meblowych w Mediolanie obywa się równocześnie około 400 imprez. Trzeba wybierać to, co chce się zobaczyć. Oszczędzać czas i siły. Maraton wystaw trwa dzień i noc przez tydzień.

Ci projektanci, którzy zostaną zapamiętani, zaistnieją w mediach i na światowym rynku.

A, polacco! W mediolańskim Triennale Design Museum na wystawie Young Creative Poland (YCP) odkryciem byli nie tylko młodzi, ale i nasza tradycja projektowania

Na ekspozycję wielu zwiedzających trafiało przypadkiem. Przyciągała ich świetna wystawa „Quali cose siamo” – Jakimi rzeczami jesteśmy?, której kuratorem jest legendarny włoski designer Alessandro Mendini. Ale by tam dojść, wchodzący na pierwsze piętro trafiali najpierw na polskie obiekty.

Właśnie na renomę Triennale liczyły autorki YCP Miśka Miller-Lovegrove, Anna Pietrzyk-Simone i Monika Unger.

Zdobycie tu miejsca nie jest ani łatwe, ani tanie. Bez pomocy obeznanej w Mediolanie Moniki Unger, architekt zajmującej się wystawiennictwem, nie byłoby to możliwe. Wywalczyła dogodne terminy i warunki umowy.

Po chwili wahania przy wejściu zwiedzający poświęcali YCP więcej niż kilka minut, których potrzeba, by obiec ją dookoła. To już sukces.

[srodtytul]Zięta i Rygalik[/srodtytul]

320 tysięcy zainteresowanych ze świata: producentów, projektantów, dziennikarzy, przemierza miasto z przewodnikiem w ręce. Wydany przez magazyn „Interni” poleca prace Oskara Zięty na YCP. City+ doradza, by zobaczyć prace Tomasza Rygalika i Studio Kompott. Ci polscy projektanci już są znani.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Zięta zabłysnął w Mediolanie w 2007 r. na SaloneSatellite, wystawie młodych talentów. Rygalik projektem Raw dla włoskiej marki Moroso w 2006. Na YCP pokazuje najnowsze fotele Tennis, również dla Moroso.

Studio Kompott zaistniało półkami 6 Degrees na Berlińskim Festiwalu Designu w 2009 roku. Marię Jeglińską magazyn „Wallpaper” umieścił wśród talentów „Next generation” w 2008 r. Kilka lat temu nie było w Mediolanie ani jednego polskiego nazwiska.

Rygalik wystąpił w Mediolanie także z projektem Hard Times Open Source zamówionym przez Triennale. To odpowiedź na ciężkie czasy. Projektant daje punkt wyjścia: kawałki płyty OSB, zawisy i nity, i zaprasza każdego do budowy swojego mebla. Powstają a to ławki, a to plażowe kosze.

Można było tu też obejrzeć film z warsztatów przed pierwszym w Polsce międzynarodowym konkursem Future Classics ogłoszonym w 2009 roku przez Comforty Living, partnera i sponsora YCP. Do udziału zaproszono uznanych młodych projektantów z Europy. W tym Polaków: Tomka Rygalika i Pawła Grobelnego. Wystawę prototypów zobaczymy w Mediolanie za rok. Paweł Kubara z Comforty Living, pomysłodawca konkursu, widzi we wsparciu YCP same korzyści. „Opłaca się inwestować w polskich projektantów, inżynierów. Dzięki ich kreatywności budujemy silną markę meblową. Niektórych zaprosimy do współpracy”. Na razie firma wdroży do produkcji lampę Genotype Rygalika.

[srodtytul]Korzenie modernizmu[/srodtytul]

Mediolańska wystawa YCP nie jest kopią londyńskiej z zeszłego roku. To druga edycja multimedialna. Przybyły plakaty teatralne studia Homework (Joanna Górska i Jerzy Skakun), ceramiczne Otoczaki Bogdana Kosaka, szklane wazony Magdaleny Trzcionki.

Kuratorka Miśka Miller-Lovegrove, Polka mieszkająca od 29 lat w Anglii, architekt, współwłaścicielka słynnej pracowni projektowania Lovegrove Studio, wybrała ich prace, bo dowodzą, że polski design to kreatywność, której korzenie sięgają modernizmu przedwojennego.

Wystawa YCP jest sukcesem. W przyszłym roku odbędzie się w Sztokholmie. To piękna pocztówka z Polski. Doskonały produkt reklamowy. Gra, by stworzyć i sprzedać markę polski design, musi się toczyć także w sferze marketingu. Codzienność naszego projektowania jest inna: wyższe szkolnictwo jest hermetyczne. Nie przystaje do życia, kształcąc artystów, którzy nie radzą sobie na rynku. Przemysł nie bardzo wie, jak współpracować z projektantem. W strategię rozwoju kraju wpisane są innowacja i design, ale rząd też jest zagubiony.

Nic dziwnego, że ci, którzy jako pierwsi wsunęli nogę w drzwi międzynarodowego salonu designu, studiowali i pracowali za granicą. Zięta w Zurychu. Rygalik w Nowym Jorku, a później, jak Maja Ganszyniec i Krystian Kowalski (Kompott), w Royal College of Art w Londynie. Paweł Jasiewicz (Kompott) też w Wielkiej Brytanii, Maria Jeglińska w Lozannie… Są świetnie wykształceni i mają już zawodowe doświadczenie. Nikt niczego nie podał im na tacy. Żeby zaistnieć w Polsce, muszą wbrew logice odnieść najpierw sukces za granicą.

W Mediolanie trafiłam jeszcze na dwójkę polskich projektantów. Elle Deco Italia na wystawie młodych talentów pokazało wiklinową huśtawkę Rusałka Oli Mireckiej.

A na wystawie Brazylian Modern (kuratorka Monika Unger), poświęconej modernistom z lat 1950 – 1970, można było podziwiać oryginalne meble Jorge (Jerzego) Zalszupina. Urodzony w Warszawie w 1922 roku, w czasie wojny studiował architekturę w Rumunii. W 1949 r. wyjechał do Brazylii, bo zafascynowała go nowoczesna architektura. Tam projektował domy i w latach 60. oraz 70. meble w duchu modernizmu skandynawskiego.

Dzisiaj poszukiwane na amerykańskim rynku antykwarycznym.

Wystawa jest współfinansowana przez MSZ, Ministerstwo Gospodarki, Instytut Adama Mickiewicza i miasto Warszawa.