Urodził się w Paryżu, ale jego ojciec jest chłopakiem stąd. Konkretnie z jednej z podwarszawskich miejscowości. Stephane, choć większą część życia spędził nad Sekwaną, zna doskonale język polski. Warszawę też. Coraz lepiej.

Stolica jakaś mniejsza

– Miasto poznałem jeszcze w latach 90. Przyjeżdżałem z rodzicami odwiedzić wolną Polskę. Ojciec miał tu swoich dawnych znajomych i to dzięki nim mogłem poznać ciekawe zakątki stolicy – mówi Włodarczyk.

Dla niego stolica to jedno z tych miast, które to, co mają najlepszego, skrywają za kulisami, czyli poza głównym traktem. Stephane w pierwszej kolejności wymienia Żoliborz Oficerski i Stary Mokotów. Oraz wszystkie tereny zielone w sercu miasta.

– Bardzo lubię trasę spacerową, która ciągnie się od Starego Miasta aż po Łazienki – zdradza. – Tutaj Warszawa wygląda wreszcie tak jak powinna jako stolica państwa europejskiego.

Zamiast iść Traktem Królewskim, wybiera boczne ścieżki.

– Idę na przykład za budynkiem Sejmu – opowiada. – Tam jest bardzo spokojnie, zielono, gdzieniegdzie widać drugi brzeg Wisły. To fantastyczny teren, taki Central Park, tylko mniejszy.

Zresztą Warszawa dla mieszkańca Paryża cała jest jakby mniejsza. – W początkach działalności takich klubów jak Piekarnia, Między Nami czy Szpilka było tak: szedłem na imprezę i okazywało się, że znam wszystkich. W Paryżu to niemożliwe – mówi Stephane. Ale nie w formie zarzutu – wręcz przeciwnie, urzekło go to.

Brud i rdza do usunięcia

Żyjąc między Warszawą a Paryżem, Włodarczyk ma szansę na gorąco porównywać oba miasta. Wyjaśnia na początek, że dorastał w miejscu, w którym burzyło się brzydkie rzeczy, by zbudować nowe, ładniejsze. I ten proces trwa do dziś.

– Nie jestem więc zwolennikiem zachowywania dzieł polskiego brutalizmu, absolutnie obleśnych obiektów sprzed pół wieku tworzonych pod wpływem opacznie zrozumianej idei Le Corbusiera, brudnych i zardzewiałych – mówi, wskazując między innymi budzący nieustające kontrowersje Dworzec Centralny.

Nie rozumie zresztą, jak można nazywać zabytkiem coś, co powstało po 1945 r.

– Dla mnie zabytek ma co najmniej 100 lat, inaczej podejrzewam, że nie chodzi o estetykę, a o ideologię. Ale lubię Warszawę-Powiśle, tam jest klimat. I ten neon! – zachwyca się.

Według niego, w Paryżu czuć, że to jedno z największych centrów świata, że tam krzyżują się strefy wpływów. W Warszawie jeszcze nie. Nasze miasto ma szansę stać się atrakcyjne za kilka lat. Ale może też zatracić swoją tożsamość.

– Warszawa tak bardzo chce się stać zachodnia, że się upodabnia do Paryża, Berlina, Londynu i siłą rzeczy traci swój wyjątkowy charakter – zauważa Stephane. – Choć oczywiście są tu i miejsca niezwykłe.

Czytaj więcej w Życiu Warszawy