Komentując wyjątkowe brzmienie albumu, Jimmy Page powiedział magazynowi „Rolling Stone", że zgrywając partie gitar, inspirował się muzyką Krzysztofa Pendereckiego.
– Gdyby posłuchał tej płyty, spodobałaby mu się! – powiedział Page, producent, kompozytor i lider zespołu. – Ten album to nasze monumentalne osiągnięcie. Dochodziliśmy do nagrań wydanych na płycie różnymi ścieżkami: to była muzyczna podróż z osobną topograficzną mapą odkryć.
Przełomowego albumu mogło nie być. Zespół mógł się rozwiązać. Basista i klawiszowiec John Paul Jones był tak bardzo zmęczony setkami koncertów, że postanowił się rozstać z kolegami i zostać opiekunem chóru w katedrze w Winchester. Na szczęście poskutkowała rada menedżera Petera Granta, by dać Jonesowi chwilę odpoczynku.
Legendami stały się już: orientalny „Kashmir", zjawiskowe „In the Light", przebojowe „Houses of the Holy" i rockandrollowe „Boogie with Stu".
W muzycznej anegdocie „Kashmir" przedstawiany jest jako owoc podróży Page'a i Planta do Indii, Egiptu i Maroka.
– Tak jednak nie było – zaprzecza Page. – Miałem już gotową kompozycję, kiedy Robert Plant, słysząc ją, powiedział: „Mam słowa napisane podczas naszego wyjazdu do Maroka, może spróbujemy?".
Album został zarejestrowany w XVIII-wiecznej posiadłości Headley Grange, gdzie Zeppelini nagrali wcześniej „Stairway to Heaven".
Jako pierwszy powstał właśnie „Kashmir" z monumentalnymi partiami perkusji Johna Bonhama. Już w finale sesji została dograna partia orkiestry symfonicznej. To był aranżacyjny przełom: wcześniej można było usłyszeć u Led Zeppelin tylko delikatne partie smyczkowe w kompozycji „Friends" na trzeciej płycie.
Page przyznał, że album stał się podwójny, ponieważ gitarzysta chciał wykorzystać nagrania, które się nie zmieściły na wcześniejszych płytach.
– Trzy piosenki pochodziły z sesji czwartego albumu – „Boogie with Stu", „Night Flight" i „Down by the Seaside" – powiedział. – Na czwartą płytę nie pasowały, ponieważ każda z nich miała inny charakter. Ale „Physical Graffiti", czyli druga płyta, nie miało jednolitego charakteru i mogliśmy jeszcze bardziej je urozmaicić.
W ten sposób znalazła się w repertuarze albumu kompozycja „Houses of the Holy", która nie zmieściła się... na płytę o tym tytule.
Przełomowy był tytuł.
– To był czas, kiedy na budynkach całego świata pojawiały się pierwsze graffiti – powiedział Page. – A nie były to malunki takie jak dziś, tylko inspirowane Williamem Blakiem. Dopiero po latach graffiti zaczęły się wiązać z kulturą hiphopową. 40 lat temu pomyślałem, że nasza muzyka jest rodzajem graffiti, które nanosimy na taśmę podczas nagrania. Stąd tytuł.
No okładce znalazło się zdjęcie jednej z czynszówek Manhattanu.
Podwójny album był pierwszym wydanym przez powołaną dla Led Zeppelin wytwórnię Swang Song.
Jimmy Page nie ukrywa, że pracuje nad nowym albumem, który będzie projektem gitarowym.