Nie zagra już osła w nowym „Shreku”. Jerzy Stuhr z nieba do piekła, czyli artysta gigant

Nie podłoży już głosu osłowi w nowym „Shreku”, zapowiedzianym na przyszły rok, ani też w spin-offie o ośle właśnie. Warto zapamiętać jego wielkie role nie tylko filmowe, ale i teatralne.

Publikacja: 09.07.2024 14:44

Jerzy Stuhr (1947-2024)

Jerzy Stuhr (1947-2024)

Foto: Fotorzepa/ Magda Starowieyska

Na przykładzie Jerzego Stuhra można prześledzić, co z nami się stało, gdy politycy zaczęli dzielić Polaków.

Uwielbiany aktor – głównie za telewizję i film, za kabaretowe „Spotkania z balladą”, opolski hit „Śpiewać każdy może”, bo kreacji teatralnych, choćby w Starym Teatrze, większość niestety nie znała – był przez niektórych znienawidzony i hejtowany z powodu krytycznych uwag na temat PiS i Jarosława Kaczyńskiego, którego selekcję współpracowników porównał do metod Hitlera.

Jerzy Stuhr przed i po wypadku

Można tylko domniemywać, że gdyby nie polityka, aktorowi wybaczono by jazdę po kilku kieliszkach wina, co było niemożliwe w aurze politycznej polaryzacji. Inna sprawa, że nazbyt lekceważąco podszedł do zdarzenia po alkoholu, gdy trzeba było po prostu przeprosić: Polska to jednak nie Włochy, gdzie tolerancja prawa dla spożycia wina do obiadu jest tradycyjnie większa.

Czytaj więcej

Nie żyje Jerzy Stuhr. Słynny aktor miał 77 lat

Przykro, że o takich rzeczach trzeba wspominać, ale przecież w odbiorze publicznym położyły się cieniem na dawnym uwielbieniu dla aktora, a stanowiły też problem dla artysty walczącego z chorobami, pomimo jego bezdyskusyjnie gigantycznego dorobku. Na pewno pogorszyły stan jego zdrowia. Widać to było, gdy heroicznie grał w lutym tego roku premierową rolę Stanisławskiego w „Geniuszu” Słobodzianka we własnej reżyserii. Nie bez powodu obsadził się w roli giganta teatru, którego prześladuje władza, w tym przypadku Stalin. Jerzy Stuhr reżyser posadził siebie jako aktora skromnie na krześle, na korytarzu wielkiej polityki, czekającego na łaskę suwerena.

Jerzy Stuhr jako Wałęsa

Polonia Krystyny Jandy była dla artysty ostatnim teatralnym domem. W znakomitych „32 omdleniach” wg Czechowa dał aktorski popis, o którym mówił: „Już ludzie na mnie psy wieszają. Epoka mojego teatru odchodzi. Wywodzę się ze szkoły teatru psychologicznego. Długie lata sam nauczam takiej techniki. Pomału kończy się przygoda teatralna”. „Na czworakach” Różewicza było m.in. o narcyzmie starszych artystów. Z typowym dla siebie dystansem stwierdzał na łamach „Rz”: – Mój przyjaciel Krzysztof Kieślowski opowiadał, że podchody ekipy są jak całodzienne menu. Rano scenograf coś podpowiada i jakbyś jajecznicę dostawał na śniadanie. Potem aktorzy karmią słodyczami, a ktoś podsunie kotlet schabowy. – Tylko wieczorem ktoś tę kupę musi zrobić! – mawiał Kieślowski, człowiek bardzo uduchowiony.

Czytaj więcej

Jerzy Stuhr: Smutna prawda o Polsce i Polakach

Również politycznie ważna była kreacja Lecha Wałęsy w „Wałęsie w Kolonos” Kuby Roszkowskiego w reżyserii Bartosza Szydłowskiego w Łaźni Nowej.

– Komentuję współczesne tematy w mediach – prywatnie, w garniturze, pod krawatem – i robię to z powodu mojej obywatelskiej postawy – mówił. – Jednak czuję się przede wszystkim artystą i chcę wypowiadać się poprzez sztukę, na scenie. Miałem ostatnio wrażenie, że jak opisywał to Witold Gombrowicz, „ciamkamy” tylko, zamiast skonstruować poważną artystyczną wypowiedź. Domagałem się jej od moich studentów, byłych i obecnych, argumentując: „Nie ciamkajcie, tylko powiedzcie wszystko wprost, odważnie, jak Smarzowski czy Pasikowski. Idźcie nawet dalej w opowiadaniu o tym, co nas otacza i jaki jest wasz stosunek do tego!”. I nareszcie kogoś namówiłem. Mój były student Kuba Roszkowski i Bartosz Szydłowski spłodzili taką sztukę, na jaką czekałem.

Jerzy Stuhr i nowy teatr

Od dawna namawiał studentów, młodych artystów do stworzenia spektaklu o współczesnej Polsce. Wcześniej wystawiał w Łodzi „Szewców” Witkacego, w formie prac dyplomowych „Króla Ubu” Jarry’ego i „Bal w operze” Tuwima.

Był krytyczny wobec współczesnego teatru, porównywał go do studenckiego z lat 70. Wyjątek czynił dla Krzysztofa Warlikowskiego, którego chronił jako profesor na studiach. Pomagał też Grzegorzowi Jarzynie.

– Pamiętam, że gdy moje pokolenie wchodziło do Starego Teatru w latach 70., też mieliśmy wielu przeciwników poetyki proponowanej głównie przez Konrada Swinarskiego czy Jerzego Jarockiego i Jerzego Grzegorzewskiego. To normalne. Każde pokolenie ma swoją estetykę i wprowadza ją do teatru. Mogę tylko powiedzieć, że nasz aparat wykonawczy wymagał o wiele większego przygotowania niż dzisiaj. Technicznego. Dlatego nie dawałem sobie przypiąć mikrofonu.

Współpracował też z Operą Krakowską („Cosi fan tutte”). Marzył o adaptacji sztuki Leszka Kołakowskiego o Fauście Goethego, którą filozof mu podarował.

Jerzy Stuhr i Stary Teatr

Do historii przeszły kreacje ze Starego Teatru w Krakowie. Miał tam wejście smoka rolą Wierchowieńskiego w „Biesach” Wajdy, a musiał zmierzyć się ze sławą wcześniejszej kreacji Wojciecha Pszoniaka. Stworzył własną. Grał w słynnej „Matce” Jarockiego i legendarnych „Dziadach” Swinarskiego – Belzebuba. W nie mniej głośnej zaś „Nocy listopadowej” Wajdy, przeniesionej do telewizji – Wysockiego, w „Z biegiem lat, z biegiem dni…” – Fikalskiego.

Już w latach 80. stworzył kreację Porfirego w „Zbrodni i karze” Wajdy i tytułowego „Kontrabasistę”. Z czasem grał też i tworzył we Włoszech. Był również gwiazdą Teatru TV. Pamiętamy go z „Żabusi” Zygadły. W 2014 r. wyreżyserował „Rewizora”. Potem w TVP Kurskiego nie było dla niego miejsca.

Na przykładzie Jerzego Stuhra można prześledzić, co z nami się stało, gdy politycy zaczęli dzielić Polaków.

Uwielbiany aktor – głównie za telewizję i film, za kabaretowe „Spotkania z balladą”, opolski hit „Śpiewać każdy może”, bo kreacji teatralnych, choćby w Starym Teatrze, większość niestety nie znała – był przez niektórych znienawidzony i hejtowany z powodu krytycznych uwag na temat PiS i Jarosława Kaczyńskiego, którego selekcję współpracowników porównał do metod Hitlera.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Kultura
Nie żyje Benji Gregory. Aktor znany z kultowego sitcomu "Alf" miał 46 lat
Kultura
Artystyczny weekend w Krakowie
Kultura
Nowa kolekcja Wojciecha Fibaka. Sztuka wciąga jak tenis
Kultura
Gloria Artis dla Anny i Jerzego Staraków
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Kultura
Artystyczna podróż do Odessy, miasta mitu - po ukraińsku do Odesy
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą