Jest świetnym skrzypkiem, od lat prowadzi też znakomity zespół Europa Galante. Kto podziela jego pasję do muzyki dawnej, a ma ona wielu fanów w Polsce, ten wie dobrze, kim jest Fabio Biondi. Skąd jednak ten Włoch wziął się na festiwalu poświęconym Chopinowi?
Do Warszawy przywiódł go mistrz opery belcanta, Vincenzo Bellini, z którym nasz Fryderyk poznał się w 1833 roku w Paryżu. Chopin nie był skory do zawierania szybkich przyjaźni, ale do Belliniego poczuł sympatię. Połączyła ich pewna duchowa wspólnota, obydwaj byli wielbicielami piękna, ale i rozumu, a muzykę traktowali jak zapis stanu duszy. Podobno kiedy Chopin słuchał „Normy” Belliniego, miał łzy wzruszenia w oczach.
Nic więc dziwnego, że w 2010 roku na festiwal „Chopin i jego Europa” Fabio Biondi z solistami i Europą Galante przygotował „Normę” w wersji koncertowej (pierwsze w Polsce wykonanie na instrumentach z epoki). I tak podbił warszawską publiczność, że po paru latach postanowił powtórzyć sukces, tym razem wybrawszy inną operę Belliniego – „I Capuletti e I Montecchi”, opartą na włoskich tekstach o kochankach z Werony (a nie na tragedii Szekspira, jak sądzą niektórzy).
Od razu trzeba powiedzieć, że Biondiemu udało się odnieść po raz kolejny sukces, bo też słodka muzyka Belliniego nabrała zupełnie innego kolorytu. Członkowie Europa Galante potrafili wydobyć z niej niuanse niesłyszalne zazwyczaj w teatrach operowych. Jakże inaczej brzmiała na przykład harfa lub waltornia towarzysząca Julii w jej tęsknej arii (to najpopularniejszy fragment opery). Ciekawe okazało się dodanie do orkiestry akompaniamentu pianoforte (podobno na przedstawieniach swych oper grywał na nim sam Bellini). A Fabio Biondi prowadził całość z włoskim temperamentem, ale i z głębokim sensem dla dramaturgii, którą świadomie budowały na przemian dynamiczne, szybkie tempa oraz spowolnione, słodkie partie liryczne.
Jaką jednak wartość może mieć opera belcanto, jeśli nie występują w niej śpiewacy, rozumiejący specyfikę tego stylu. Fabio Biondi potrafi takich dobrać, ale wie też, że belcanto wymaga nie tyle pięknego głosu co umiejętnego przekazania różnorodnej skali emocji za pomocą pozornie prostych, wręcz banalnych momentami melodii.