The Sparks to bracia Ron i Russell Mael, masowemu odbiorcy nieznani, tymczasem to idole Depeche Mode, Joy Division, Bjork, Pet Shop Boys, a także niezmierzonej rzeszy niezwykle dziś popularnych grup synth-pop. Łączą wszystko, co jest dziś w cenie – modę na lata 70. i 80., kicz, campowe poczucie humoru, wysokie głosy, które łączą się z niebinarnym wizerunkiem.

Pianista Ron (1945) i wokalista Russell (1948) urodzili się w Los Angeles. Ich rodzice, tata karykaturzysta i mama bibliotekarka, mają żydowskie korzenie – rosyjskie i austriackie. Oni zaś byli świadkami boomu kalifornijskich formacji The Doors i The Beach Boys. Można ich zobaczyć w koncertowym filmie The Ronettes „The Big T.N.T. Show" z 1966 r. Ron studiował kino i grafikę, a Russell sztukę teatralną i produkcję filmów. To tłumaczy wyrafinowanie ich produkcji.

Pozornie prostej formie towarzyszyły od zawsze erudycyjne teksty odwołujące się do klasyki. Debiutowali w 1971 r., ale pierwszym sukcesem był nagrany w Wielkiej Brytanii w 1974 r. wodewilowo-glamrockowy album „Kimono My House". The Sparks byli wtedy równie mocni jak Queen i trudno rozsądzić, kto kogo inspirował. Z „Kimono My House" pochodzi hit „This Town Ain't Big Enough for Both of Us", który w 1997 r. przypomnieli na płycie „Plagiarism" Faith No More. 40-lecie „Kimono My House" muzycy świętowali w 2014 r. w Barbican Centre. Kto słyszał „Kimono My House", może zrozumieć, skąd się wzięli The Killers. Ten album inspirował też Morriseya z The Smith, Sex Pistols i Johna Frusciante.

W 1979 r. The Sparks połączyli siły z „ojcem disco" Giorgio Moroderem, współautorem sukcesów Diany Ross. Hit „The Number One Song in Heaven" był wzorcem dla gwiazd new wave. Przygody z filmem zaczęli w 1977 r. w dreszczowcu „Rollercoaster", gdzie zaśpiewali „Fill 'Er Up". W 1998 r. nagrali ścieżkę dźwiękową do filmu akcji „Knock Off" z Jeanem-Claude'em Van Damme'em.

„Lil' Beethoven" z 2002 r. firmuje muzykę inspirowaną klasyką, ale i pastisz hard rocka nagrany z udziałem orkiestry symfonicznej. To wciąż rewelacja. Radiowy musical „The Seduction of Ingmar Bergman" został zamówiony przez szwedzkiego nadawcę, a poza duetem w przygotowaniu brała udział dwójka aktorów Bergmana (Elin Klinga i Jonas Malmsjö).

Muzycy podjęli motyw wyjazdu reżysera do Hollywood po przełomowym filmie „Uśmiechy letniej nocy" (1956), a w efekcie surrealistycznego i nieprzyjemnego spotkania z amerykańskim przemysłem filmowym. Potem słuchowisko powtórzyło BBC 6, a także Los Angel Film Festival.