Kilka świetnych lat pełnych sukcesów z Police nie wystarczało artyście. Od 1984 wziął los w swoje ręce i nieustannie eksperymentował splatając rozmaite muzyczne style – z frapującym skutkiem.
- Wolałem więcej wolności dyktowanej względami artystycznymi – wyjaśnia Sting. – Zależało mi na penetrowaniu nowych obszarów muzycznych. Miałem odwagę, by kierować się instynktem.
Jest instrumentalistą, kompozytorem i autorem tekstów. Ma niepowtarzalny głos i upór wynikający ze świadomości dokąd zmierza.
- Nie jest więźniem schematów, do pracy przystępuje bez gotowego planu – zgodnie mówią jego współpracownicy.
Sam Sting opowiada o swoich niezwykłych przygodach z muzyką innych kultur, różnymi instrumentami – także lutnią. Wyjawia inspiracje do powstania poszczególnych utworów – jak choćby „Englishman in New York” opowiadającym o jego przyjacielu.
– Pisze wspaniałe, głębokie teksty - chwali Stinga – tekściarza Zucchero.
– Zawsze bawiło mnie wplatanie literatury do piosenek – śmieje się Sting. – Wiele utworów ujawnia o mnie to i owo, ale nigdy mnie całego.
O swoim życiu prywatnym mówi w filmie niewiele:
- Dopisało mi szczęście bo mam bardzo udane małżeństwo i dzieci.
W Toskanii ma willę i podobno nie rozstaje się i tam ze swoją gitarą.
Codziennie ćwiczy rano skalę głosu, a potem długo jogę.
- Emocje rozładowuję przy pomocy muzyki, nie chodzę do terapeutów – wyjaśnia Sting. - Moim terapeutą jest muzyka.
Nie unika podejmowania palących problemów świata i społeczeństw – także w życiu prywatnym. Zaangażował się m.in. w ratowanie lasów deszczowych w Brazylii. Zagrał na ponowne otwarcie sali w Bataclan, po paryskim zamachu.
- W ważnych sprawach można zawsze liczyć na jego wielką wspaniałomyślność – twierdzi Zucchero, który zaprosił Stinga do udziału w koncercie na rzecz ofiar katastrofy kolejowej.
O jako najbardziej utalentowanym muzyku swojego pokolenia, a także jednym z najbardziej ambitnych mówi o Stingu Bob Geldof.
Sting, urodzony 2 października 1951 roku w angielskim Wallsend jako Gordon Matthew Sumner nie miał zbyt radosnego dzieciństwa od najmłodszych lat pomagając ojcu-mleczarzowi w pracy zarobkowej.
- W naszym miasteczku można było pracować w stoczni, albo w kopalni – pamięta Sting. – Ale miałem gitarę wuja dzięki której zdałem sobie sprawę, że mogę uciec.
Wyrwał się dzięki studiom. Po nich został nauczycielem geografii.
I nie tylko snuł marzenia, ale miał odwagę je realizować.
Premiera interesującego francuskiego filmu dokumentalnego „Sting. A Free Man” w sobotę 15 września o 22 w Canal+Discovery.