Poseł Mentzen dał kolejny dowód braku kultury i jej znajomości w swoim protekcjonalnym wystąpieniu przeciw artystom. Czy zdawał pan sobie sprawę z narastających populistycznych nastrojów wobec środowiska sztuki, tworząc w jego obronie program „Kultura w Pracy”, który ma uzmysłowić innym branżom, że ludzie sztuki to pracownicy tacy jak inni, choć dotykający innych sfer naszego życia?

To jeszcze jedna z licznych osi naszej polskiej polaryzacji: świat pracy kontra klasa kreatywna. Relacja najczęściej nacechowana nieufnością, czasem politowaniem, czasem otwartą pogardą, jak w przypadku Mentzena Sławomira. Przewidując, jak grubiańskie starcie nas czeka, uprzedzając populistyczne zagrywki i niegodne epitety, postanowiliśmy wprowadzić artystę do zakładu pracy. Dosłownie. Pisarz pisze od 8 do 16, z przerwą na lunch, od poniedziałku do piątku, w przeszklonym pawilonie-pracowni. Widzi go każdy pracownik, klient, dostawca, widzi go, jak przychodzi do pracy, jak pracuje, jak zmęczony wraca do domu. Pokazujemy światu biznesu, że twórczość to praca, jak każda inna, że wymaga dyscypliny, rygoru, czasu i skupienia. A twórcom pokazujemy, skąd biorą się pieniądze na projekty, granty, instytucje i stypendia. W debacie, w której padły już wszystkie argumenty i niestety również inwektywy, my przeprowadzamy empiryczny dowód – TO JEST PRACA. Nawet jeżeli nie wszystkim posłom ich kapitał intelektualny pozwala ją rozumieć i szanować.

Czytaj więcej

Mentzen z pogardą o artystach. Artyści krytycznie o Mentzenie

Nie puszczajmy jednak płazem obraźliwego wystąpienia lidera Konfederacji, który chce rządzić Polską po następnych wyborach. Jak pan oceni ten rodzaj wypowiedzi, z czym się to kojarzy i czy ktoś taki może być odpowiedzialny za kierowanie krajem z czołowej szóstki UE oraz pierwszej dwudziestki globalnie?

Czy mógłbym nazwać tego ubogiego człowieka: Dementzen? No mógłbym. Czy mógłbym przytoczyć opinię biegłego – profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego z prawdziwym doktoratem – w pewnym głośnym procesie? Mógłbym. To brzmiało jakoś tak: „(...) warto przypomnieć, że wyraz ten pochodzi od niemieckiego debiler Mensch, a to znów z łacińskiego przymiotnika debilis, czyli »słaby, wątły, bezsilny, kaleki« Przez jakiś czas funkcjonował on w profesjolekcie psychiatrycznym, oznaczając osobę upośledzoną umysłowo w stopniu lekkim: poziom intelektualny osób dorosłych charakterystyczny dla 12. roku życia”. Mógłbym przytoczyć tę opinię, ale tego nie zrobię, gdyż ministra Cienkowska prosiła w TVN o szacunek w debacie publicznej i ja się do tej prośby generalnie przychylam. Już kiedyś publicznie, w telewizji na żywo, nazwałem pewnego posła kretynem i obiecałem ówczesnemu ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu, że więcej tego nie zrobię. Publicznie. Mam przy tym niesłabnącą nadzieję popartą dość licznymi dowodami, że Bóg czuwa nad Polakami i oszczędzi nam premiera o intelekcie dwunastolatka.

Czy we współczesnym świecie, jeśli nie liczyć wymierzonych w ludzi sztuki wypowiedzi m.in. Trumpa i Putina, w Europie pojawiają się w przestrzeni publicznej takie skandaliczne wypowiedzi jak Mentzena?

Nie wiem, nie śledzę publicznych wypowiedzi wszystkich aktywnych politycznie troglodytów, a już Mentzen Sławomir zajmuje mnie najmniej. Rozmawiamy dlatego, że on jeden ostatnio wyskakuje z każdej lodówki. Domyślam się, że podobni do niego mentzenoidzi są w AfD, Rassemblement National, Fratelli d'Italia czy Reform UK i on się na nich zapatrzył. Bo w to, że oni się zapatrzyli na Mentzena Sławomira raczej wątpię. Pewne jest jedno: dylemat, czy warto przeinwestować pięciu przeciętnych, żeby nie przeoczyć tego jednego nieprzeciętnie utalentowanego, światłe wspólnoty rozwiązały już dawno.

Jak podkreśliła w piśmie Unii Polskich Teatrów prezeska Ewa Pilawska, kultura nie tylko korzysta z dotacji publicznych, ale też wytwarza: „sektor kultury wytwarza około 4 proc. polskiego PKB, a statystyki pokazują twarde dane, jak wiele osób korzysta z efektów pracy twórców”. Czy Mentzen o tym wie? Czy Polacy o tym wiedzą? W wielu krajach szeroko pojęta kultura to koło zamachowe ogromnych wpływów, w tym z turystyki.

Nie mam wiedzy na temat niewiedzy Mentzena Sławomira. Ale kilka rzeczy mamy naprawdę dobrze zbadanych i policzonych. Według badań Narodowego Centrum Kultury i Komisji Europejskiej, złotówka wydana na kulturę generuje nawet do trzech złotych w PKB – to tak zwany mnożnik fiskalny. Mam nadzieję, że doktor nauk ekonomicznych Mentzen Sławomir o tym słyszał. Może słyszał też o pułapce średniego rozwoju. Pułapka średniego rozwoju wynika z niskich marż. Niskie marże są pochodną niewielkiej intelektualnej wartości dodanej w cenie. Niska intelektualna wartość dodana bierze się z niewielkiej innowacyjności i kreatywności. Te zaś wywodzą się z deficytów myślenia abstrakcyjnego, którego najskuteczniej, najtaniej i najszybciej uczy kultura. Tak, ta kultura, którą tworzą i upowszechniają nieroby i beztalencia, jest drogą wyjścia z pułapki średniego rozwoju. Wreszcie każdemu, kto w idei liberalnej szuka alibi dla własnej ignorancji, chcę przypomnieć słowa Jana Szomburga (też z prawdziwym doktoratem), twórcy tzw. gdańskiej szkoły ekonomii, wychowawcy dwóch premierów trzeciej RP: „narody konkurują kulturą”. Zdaniem tego arcyliberała, w warunkach globalnego wyścigu do kapitału, surowców i technologii narody konkurują kulturą. Radziłbym Mentzenowi Sławomirowi dobrze przemyśleć te słowa.

Przed ostatnimi wyborami starałem się uzyskać informacje, kto odpowiada za kulturę w Konfederacji, jaką mają jej wizję, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi. Może zasadne więc jest pytanie Zbigniewa Preisnera, co i czy Mentzen i jemu podobni przeczytali, oglądali, widzieli? Może nic?

Nie okazujmy pogardy Mentzenowi Sławomirowi tylko dlatego, że ma deficyty. Ktoś go wybrał, ktoś zaangażowany w demokrację oddał głos na te deficyty. Musielibyśmy okazać pogardę blisko trzem milionom obywateli i obywatelek, którym to ubóstwo się podoba.

Czytaj więcej

Koalicjanci pytają o ustawę o artystach. Niepewny los projektu i samej ministry

Nie okazuję pogardy, tylko chcę zweryfikować wiedzę posła na temat, na który się wypowiada.

Raczej skoncentrujmy się na tym, żeby zniwelować te deficyty, a to już nasza rola, darmozjadów i hobbystów, twórców i profesjonalistów kultury. Doinwestujmy kulturę i edukację do kultury, bo nie ma innej szczepionki na populizm. Bez troski państwa o ten sektor, w tym troski o jego pracowników spoza zarobkowego mainstreamu, polska demokracja będzie słabła, a debata zacznie przypominać powolną czołową lobotomię: nieroby i beztalencia będą wciąż kwilili „ale 4 proc. PKB”, a polityczni menele o inteligencji bota i wdzięku trolla będą wciąż naku***ali „do roboty, leniwa hołoto”.

Powiedzmy, kto w Lublinie w związku z programem „Kultura w pracy” będzie tworzył w środowisku firm i jak taka działalność jest przyjmowana przez nieartystycznych pracowników?

Naszym pierwszym rezydentem był Ivan Davydenko, ukraiński pisarz i poeta piszący po polsku. Nieprzypadkowo właśnie pisarz, bo chcieliśmy, żeby to miało znaczenie w kontekście nadchodzącej ustawy o ochronie rynku książki. Jesteśmy Europejską Stolicą Kultury, mamy prawo wziąć udział w tej debacie. I nieprzypadkowo pisarz ukraiński – tego to mi się już nawet nie chce uzasadniać. Widać gołym okiem, że kiedy polityka wpada na ścianę, dużą część odpowiedzialności za relacje polsko-ukraińskie musi wziąć na siebie kultura.

Obecnie rezydentką jest Barbara Gryka, artystka wizualna. Jej medium to zarówno fotografia, jak i malarstwo i haft, których aktualnym tematem jest praca kobiet. Rezydentom udziela gościny firma Medisept, a pawilon-pracownię użyczyła firma Tarasola. Pracownicy obu tych firm są największymi entuzjastami projektu „Kultura w pracy”, ich opinie i komentarze chcemy opublikować w specjalnym wydawnictwie. W kolejce ustawiają się inne firmy z lubelskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej chętnych, by gościć kolejne rezydencje.