Od jej debiutu minęły prawie trzy dekady. Dojrzewanie wpłynęło na proces twórczy.
– Jeśli chodzi o kreatywność, to przede wszystkim czuję pełną swobodę i zachowałam otwartość, a wspaniałą rzeczą w starzeniu się jest to, że z wiekiem coraz trudniej dać sobie wcisnąć kit – powiedziała „Rz". – Nie zwykłam patrzeć z nostalgią wstecz, bo choć robiłam już w życiu przeróżne rzeczy, a historia jest piękna, to błogosławieństwem jest poczucie, że jeszcze wiele przede mną.
Płyta „Broken Politics" różni się od czterech poprzednich solowych albumów.
– Zawsze jedna rzecz wypływa z poprzedniej, także ta płyta – mówi Cherry. – Zaszczytem było ponownie pracować z Kieranem Hebdenem (brytyjski muzyk elektroniczny znany lepiej jako Four Tet – przyp. red.), którego bezsporne umiejętności i instynkty muzyczne mocno wpłynęły na kształt tego albumu. Wydaje się, że „Broken Politics" to album kompletny.
„Broken Politics" powstał już po objęciu stanowiska prezydenta USA przez Donalda Trumpa.
– Refleksja nad tym, czym jest bycie człowiekiem w obecnej sytuacji politycznej na świecie, z całą związaną z tym frustracją i rozdarciem, to istotny i powtarzający się motyw w tych piosenkach. Ale ważna też była nadzieja, i to właśnie ona odcisnęła mocne piętno na tym projekcie – mówi artystka.
W jej karierze najmocniej wrył się w pamięć występ na londyńskim stadionie Wembley z okazji zwolnienia z więzienia Nelsona Mandeli w 1990 roku.
– Występowałam wówczas z Jungle Brothers. Kilka minut przed naszym wejściem na scenę Baby Bam (amerykański hiphopowiec z zespołu Jungle Brothers – przyp. red.) zniknął, po prostu rozpłynął się w powietrzu – wspomina. – W panice zaczęliśmy pytać, czy ktokolwiek z innego występującego tego dnia zespołu Stetsasonic mógłby zastąpić Baby Bama. Ostatecznie uratował nas człowiek, którego nazwiska niestety nie znam, który korzystając tylko ze swojego głosu, wykonał beatbox i tak wystąpiliśmy a capella przed 70-tysięcznym tłumem. To było wariactwo, ale i niezapomniane, wspaniałe przeżycie.
Miała do czynienia z wieloma wybitnymi artystami. Od wielu słyszała cenne rady.
– Bob Hoskins pewnego razu podszedł do mnie w restauracji i powiedział tylko: „Pieprz ich, po prostu rób swoje!".
„7 seconds" nagrane z Youssou N'Dourem okazało się wielkim przebojem. Zapytana z kim chciałaby jeszcze wystąpić w duecie, odpowiada:
– Uwielbiam Franka Oceana – mówi wokalistka. – Wysoko cenię Exotic Sin, naprawdę świetny projekt! Nieustająco inspiruje mnie londyńskie radio internetowe NTS, to świetne miejsce do odkrywania nowej i klasycznej muzyki. W muzyce staram się interpretować i mówić po swojemu, chociaż często mówię o tych samych rzeczach co inni. I zawsze dobieram wyjątkowych artystów do współpracy.
Na pytanie, co wyjątkowego przygotowała na koncert 22 lutego w warszawskim klubie Niebo, odpowiedziała:
– Pogadamy o tym po koncercie. W każdym razie nie mogę się już doczekać, bo występów w Polsce mi wiecznie mało.