W sobotę przed południem przed gmachem CNK rozpoczęły się warsztaty „Socjologia Wisły". Ich uczestnicy wspólnie opracowali mapę najbardziej lubianych i znienawidzonych miejsc nad rzeką. Kolorowymi kropkami mogli zaznaczyć także te, które uważają za najbardziej niebezpieczne.

– Zaznaczyłam rzekę. Nie można się w niej kąpać. Ma nieuregulowany nurt. Z miejsc ulubionych nad Wisłą wybrałam dziką plażę na praskim brzegu. Na wysokości klubu La Playa można np. rozpalić ognisko – opowiadała studentka Justyna Kacprzak, która na festiwalu Przemiany bawiła się z przyjaciółmi.

Chętni mogli także wziąć udział w zajęciach z projektowania ekologicznego i np. nauczyć się tworzenia biżuterii z... odpadków znalezionych w śmietniku. Na wysokości mostu Średnicowego kilkanaście osób mozolnie cięło i wyginało wierzbowe gałązki. Powstawały z nich kosze. – Chciałabym wypleść sobie kosz, który przyczepię następnie do roweru holenderskiego. To jednak trudna sztuka, wymagająca dużych zdolności manualnych – opowiadała Kasia Pustółka.

W planetarium CNK trwały bezpłatne pokazy rozgwieżdżonego nieba nad Warszawą.

W sobotę na wyjątkowy spacer po Pradze zaprosił artysta Paweł Althamer wraz z grupą najmłodszych mieszkańców dzielnicy. Przewodnikami były dzieci. Uczestnikom przechadzki pokazywały one swoje ulubione miejsca, m.in. podwórka, na których na co dzień się bawią. Wieczorem zabawa znów przeniosła się przed gmach CNK. Tam w podziemiach rozpoczęła się impreza klubowa Sonic Fiction. Wystąpili światowej sławy artyści, m.in. Francesco Tristano z Luksemburga, zespół KDMS z Wielkiej Brytanii czy Morgan Geist ze Stanów Zjednoczonych. Znane nazwiska nie przyciągnęły jednak tłumów. Przy scenie tańczyło zaledwie kilkanaście osób. – To nie jest rodzaj muzyki, którego słucham – przyznał Przemek Gruchalski.

Festiwal Przemiany zakończył się w niedzielę śniadaniem na trawie zorganizowanym przed budynkiem planetarium. Chętni mogli wziąć udział w warsztatach kuchni molekularnej. Animatorzy CNK pokazywali m.in., jak przy użyciu ciekłego azotu usmażyć jajecznicę.

Na śniadanie przyszło kilkaset osób. Niektórzy z własnym prowiantem rozłożyli się na trawie.

Czytaj w życiuwarszawy.pl