W zatytułowanym tak bloku znalazło się miejsce autorów z troską pochylających się nad wizją „weimaryzacji Polski". Jeden z nich, Marek Wilczyński, w innym zamieszczonym w tym numerze tekście zestawia dorobek Jarosława Marka Rymkiewicza ze współpracującym z włoskimi faszystami poetą Ezrą Poundem. Interpretuje „Rejtana" – najnowszą książkę wieszcza z Milanówka – jako „zachętę do zabójstwa politycznego", po czym – zrównawszy w ten sposób Rymkiewicza z Eligiuszem Niewiadomskim – kończy apostrofą: „To już jest, panie profesorze, podłość!". W ten twórczy sposób łączy formułę recenzji, wniosku do prokuratury, listu otwartego i wyzwania na pojedynek.

Szkoda. Przestróg miotanych z uniesieniem godnym gęsi kapitolińskich jest pod dostatkiem w wysokonakładowej prasie. „Przegląd Polityczny" stanowił dotąd pole rozmów niespiesznych i życzliwych wszystkim stronom.

Na kolejnych kolumnach kwartalnika powraca jednak olimpijski spokój. Wraca refleksja nad mistyką Gershoma Scholema czy esejami Czesława Miłosza. Podjęta zostaje niekończąca się rozmowa o jednym z wielkich patronów „Przeglądu" – Alexisie de Tocqueville'u, klasyku kontynentalnej myśli liberalnej. Doprawdy nie sposób wyobrazić sobie któregokolwiek z tej trójki jako entuzjasty zniczowych happeningów Janusza Palikota czy adopcji dzieci przez pary homoseksualne – a więc tego, co budzi najżywszy gniew radykałów stygmatyzowanych na początku numeru...

W takim zawłaszczającym przez gdańską redakcję „rozdaniu", wspólnych przecież, mistrzów można dostrzec jakiś rys nierzetelności, ale i nadzieję na ponowne spotkanie. Panowie, Wasi polemiści naprawdę czytają Scholema raczej niż kibolskie biuletyny: czy w redakcji na ulicy Szerokiej nie oglądacie czasem zbyt wiele TVN 24?