Zarzuty karne ani późniejszy akt oskarżenia nie przeszkodziły ppłk. Grzegorzowi W., który w niesławie odszedł ze Straży Granicznej, w zdobyciu posady w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Ma tam zajmować się jednym z czołowych projektów.
Tymczasem, jak ustalił „Rz", śledczy wzięli właśnie pod lupę konkurs, w którym wyłoniono W. Uważają, że był ustawiony.
– Na obecnym etapie mogę potwierdzić, że takie śledztwo się toczy. Zostało wszczęte z urzędu – twierdzi Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Zarzuty karne
Ppłk. Grzegorz W. pracował w Komendzie Głównej SG do czerwca ubiegłego roku. Ostatnio był zastępcą dyrektora Biura Łączności i Informatyki – odpowiadał za przetargi i informatyzację Straży. Odszedł na emeryturę w atmosferze skandalu, na własną prośbę.
Wcześniej jednak został odsunięty od obowiązków, był w tzw. dyspozycji komendanta. – Powodem zawieszenia były zarzuty postawione przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie – mówi „Rz" Agnieszka Golias, rzeczniczka SG.
Razem z W. zawieszono też podległego mu naczelnika biura odpowiedzialnego za przetargi, Andrzeja M. (on też odszedł na emeryturę w październiku 2012 r.). Powody?
Chodziło o poważne nieprawidłowości, jakie wykryło Biuro Spraw Wewnętrznych SG i doniosło o nich prokuraturze. Ta obu urzędnikom postawiła zarzuty. Dotyczą ustawienia –zdaniem prokuratury – przetargu na rozbudowę i utrzymanie platformy teleinformatycznej Straży Granicznej. Kontrakt, z wolnej ręki, dostał amerykański gigant informatyczny IBM.
Prokuratura zarzuciła płk. Grzegorzowi W., że wspólnie z Andrzejem M. tak sporządzili przedmiot zamówienia, że podwyższono w nim o 4,5 mln zł kwotę na zakup oprogramowania (licencji), a w warunkach podali niezgodne z prawdą informacje, które uzasadniały zamówienie z wolnej ręki.
W styczniu tego roku akt oskarżenia przeciwko W. i M. trafił do sądu.
Wygrany konkurs
Zarzuty karne nie przeszkodziły W. ani M. w karierze.
W grudniu 2012 r. Grzegorz W., choć już podejrzany, wygrał konkurs na stanowisko głównego specjalisty w Wydziale Nadzoru nad Wdrażaniem Systemu Powiadamiania Ratunkowego w Ministerstwie Administracji. Miesiąc później w tym wydziale pracę dostał Andrzej M.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie ma dowody, że konkurs był ustawiony pod Grzegorza W. – Z zebranych materiałów wynika, że W. miał wejść w porozumienie z Edytą Sz. z komisji konkursowej i uzyskać posadę – twierdzi rozmówca „Rz" z resortu sprawiedliwości.
Według informacji „Rz" śledczy chcą postawić W. i Edycie Sz. (zastępcy dyrektora wydziału, która odpowiadała za rekrutację) zarzuty.
Grzegorz W. zapewnia, że uczciwie stanął do konkursu i go wygrał. – Mam 20-letnie doświadczenie w informatyce, wymogi konkursu, dość ogólne, spełniłem, nie jest to eksponowane stanowisko – mówi „Rz".
Zapewnia, że nie zna prywatnie Edyty Sz., nie słyszał o śledztwie dotyczącym konkursu. Przyznaje, że jest oskarżony o sprawy z czasu pracy w SG. – Poinformowałem o tym przełożonych, dopóki nie jestem skazany, jestem osobą niewinną – mówi.
Ale tę deklarację dementuje Artur Koziołek, rzecznik MAC. – Nie byliśmy o tym fakcie poinformowani – mówi Koziołek.
Grzegorz W. nie zgadza się z oskarżeniami prokuratury za zamówienie dla IBP. – Wszystko, co robiłem w Straży, było uzgodnione z przełożonymi, także na piśmie, więc nie mogę poczuwać się do winy – dodaje. Twierdzi, że stał się ofiarą „rozgrywek personalnych".
Generał brygady
Ppłk. W. mógł starać się o pracę w ministerstwie, ale Artur Koziołek z MAC przyznaje, że gdyby resort miał informacje o zarzutach, fakt ten byłby brany pod uwagę przy wyborze.
Rzecznik resortu zapewnia, że M. i W. są pracownikami technicznymi, nie zajmują się przetargami.
Prof. Antoni Kamiński z PAN zaznacza: – Jeżeli ktoś przyjmuje do pracy gosposię, to prosi o referencje i jeszcze dzwoni do pracodawców, którzy je wystawili. Tym bardziej należało zasięgnąć takich informacji, jeżeli się obsadza stanowisko urzędnika na wysokim szczeblu – mówi „Rz".
Prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, zaznacza, że resort administracji ma ograniczone możliwości sprawdzenia przeszłości kandydata do pracy. – To nie CBA ani ABW, których agenci mogą prześwietlić przeszłość i sprawdzić, czy przeciwko danej osobie toczą się jakieś śledztwa – wskazuje. – Ministerstwo może zażądać od kandydata tylko zaświadczenia o niekaralności.
To niejedyne kłopoty Grzegorza W. Dwa tygodnie temu „Rz" opisała bezcelowy zakup 10 tys. telefonów IP dla policji. KGP doradzał w tym zakupie właśnie Grzegorz W. Miał ujawnić firmie, która startowała w przetargu i później go wygrała, informacje dotyczące szczegółów zamówienia.