We wtorek opublikowaliśmy wywiad z Robertem Prystromem, którego wpis na blogu stał się powodem wszczęcia śledztwa w sprawie rzekomego przyjęcia 2,5 mln zł łapówki przez urzędników ratusza za Projekt Saska. Prystrom, który pracował dla Echo Investment, informował na blogu o kupowaniu tanio przez deweloperów gruntów w stolicy, by potem za łapówki dla urzędników przeforsować zmiany planów zagospodarowania przestrzennego i dużo zarobić. Michał Sołowow, który był udziałowcem Echo Investment, pierwszy raz publicznie zabiera głos w tej sprawie i zaprzecza oskarżeniom Prystroma.

Rzeczpospolita: Robert Prystrom twierdzi, że pracował dla pana przez dziesięć lat, a znajomość z panem określa jako przyjaźń. Pan twierdzi, że go nie zna. Czy ten człowiek pracował w Echo Investment lub na jej rzecz np. na podstawie umów-zleceń? Pytaliśmy o to rzecznika Echo, ale nie odpowiedział.

Michał Sołowow, biznesmen, jeden z najbogatszych Polaków: Z perspektywy czasu wiem, że pan Prystrom był przez pewien czas konsultantem Echa w sprawie procedur administracyjnych dotyczących inwestycji w Jeleniej Górze. Z tytułu świadczonych usług wystawiał faktury i otrzymał wynagrodzenie. Nigdy jednak nie był etatowym pracownikiem Echa. Powtarzam, że nigdy nie spotkałem tego człowieka, ani z nim nie rozmawiałem, nawet przez telefon. Nie tylko nie należy do grona moich przyjaciół, ale nawet go nie znam, a tym bardziej nie był u mnie w domu. O tym, że taka osoba istnieje dowiedziałem się, kiedy zażądał od Echa 12 mln zł.

Twierdzi pan, że Prystrom szantażował pana i żądał od pana pieniędzy. Dlaczego miałby to robić albo szkalować Echo Investment? Pisał bloga pod nazwiskiem, pokazując swoją twarz. Szantażysta takich rzeczy nie robi.

Pan Prystrom żądał pieniędzy od Echo Investment i szantażował w tym zakresie zarówno osoby z kierownictwa firmy, jak i mnie, oczekując widocznie, że doprowadzę do zapłaty nienależnych mu świadczeń. Używał w tym zakresie gróźb – między innymi zapowiadał, że będzie pomawiał wszystkich o łamanie prawa i to właśnie czyni. Pisma, które przysyłał pan Prystrom do Echa, a które zostały przekazane do sądów i prokuratur były m.in. podstawą wydanych wyroków. Zawierają one tak absurdalne pomówienia, że zaczęliśmy nawet mieć wątpliwości co do jego poczytalności. O motywacje pana Prystroma, by sięgnąć po szantaż, zamiast sprawę rzekomo należnych mu pieniędzy skierować do sądu lub prokuratury, proszę spytać jego samego. Ja nie znam przesłanek, którymi kierują się szantażyści. Największą sumą, jakiej żądał, to było bodaj 32 mln zł.

Dlaczego więc miesiąc temu, kiedy wyszła sprawa rzekomej łapówki, o której miał napisać na blogu Prystrom, w ogóle pan nie zareagował i nie zdementował tej informacji? W oświadczeniu wysłanym do „Rz" zapewnił pan jedynie o tym, że ani pan ani pana ludzie nie spotykali się z władzami miasta w sprawach dekretowych.

To nieprawda. 14 lutego, natychmiast po tym, gdy dotarła do mnie informacja o wszczęciu postępowania w sprawie rzekomej łapówki w związku z postępowaniem o zwrot nieruchomości przy alei Waszyngtona, opartego na pomówieniach pana Prystroma, przekazałem do mediów szczegółowe oświadczenie. Przytoczyłem w nich wszystkie okoliczności sprawy, które jednoznacznie wskazują na absurdalność pomówień Prystroma. Z przykrością konstatuję fakt, iż z przekazanego m.in. do redakcji „Rzeczpospolitej" oświadczenia, pamięta pani jedynie niewielki fragment. Powtarzam wprost – nigdy nie dawałem i nie będę dawał łapówek. Również nikt z moich pracowników nie wręczył nikomu żadnej korzyści materialnej. Proszę się zastanowić – gdybyśmy mieli dać jakaś łapówkę, to dlaczego przez tyle lat nie wydano nam decyzji, czy to o zwrocie nieruchomości, czy wypłacie odszkodowania....

Pamiętamy oświadczenie – nie ma w nim słowa na temat tego człowieka. Dopiero dziś pan przyznaje, że wytoczyliście panu Prystromowi wiele spraw w sądach. On twierdzi, że nie wiedział o wyroku karnym za zniesławienie i dlatego się nie odwoływał.

Pan Prystrom publicznie twierdzi, że przegrał jedną sprawę sądową. To nieprawda. Przegrał dotychczas dwie sprawy cywilne. Został też skazany w postępowaniu karnym. Tylko jeden wyrok (cywilny) miał charakter zaoczny, co oznacza, że w pozostałych postępowaniach uczestniczył. W postępowaniu karnym składał nawet wnioski dowodowe. Pan Prystrom i w tej sprawie kłamie, podobnie jak w sprawie rzekomej łapówki. Toczą się kolejne postępowania cywilne i karne w sprawie działań tego człowieka. Niestety, od pewnego czasu unika on kontaktu z organami wymiaru sprawiedliwości. Sprawa o szantaż toczy się między innymi w prokuraturze w Kielcach.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Sprawdziliśmy – Robert Prystrom faktycznie nawiązał kontakt z prokuraturą, która wszczęła śledztwo w sprawie korupcyjnej. Nie ukrywa się więc i nie unika organów ścigania. Co pan na to?

Nie znam tej okoliczności, tym bardziej iż już kilka miesięcy temu prokuratura prowadząca postępowanie w sprawie szantażu, zarządziła poszukiwanie Prystroma w celu postawienia mu zarzutów. Potwierdza to postanowienie, które otrzymaliśmy z prokuratury oraz oświadczenie rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Kielcach sprzed około dwóch tygodni. Raczej wierzyłbym w tej kwestii rzecznikowi prokuratury, niż Prystromowi. Jeśli w końcu pan Prystrom stanie przed organami ścigania, to będzie mógł złożyć zeznania – pod rygorem odpowiedzialności karnej za ich prawdziwość, a zeznania te będą mogły być zweryfikowane poprzez inne dowody w sprawie.

Proszę wytłumaczyć, dlaczego jakiś bloger z Jeleniej Góry, społeczny działacz miałby się tak na państwa uwziąć?

Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale proszę mi wierzyć – to się czasami zdarza w życiu. Może uznał, że to jego największa szansa na zaistnienie? Że Echo będzie tą trampoliną do zbudowania swojego życia? Bo nie chciałem zapłacić mu pieniędzy... Proszę popatrzeć, medialnie to jest taka oto opowieść: z jednej strony – bogaty i wpływowy biznesmen używa rzekomo niewłaściwych środków do prowadzenia swoich interesów, a z drugiej – biedny, uczciwy społecznik, który chce naprawić rzeczywistość. A naprawdę to szantażysta, posuwający się również do szantażu finansowego, karnego i obyczajowego. Atakował moją rodzinę, moją mamę – szkoda czasu na mówienie o tym. On może mnie szkalować ile chce i jak dotąd unikać prawnych konsekwencji, a ja mogę używać tylko środków prawnych. To absurdalny paradoks, bo to niestety ja jestem w tej sprawie całkowicie bezbronny.

Dlaczego więc, skoro jest według pana tak niewiarygodny, prokuratura poważnie go potraktowała? Musiała wiedzieć o jego przegranych procesach, bo ma dostęp do rejestru skazanych.

Każdy ma swoje motywacje... Prokuratura wszczęła śledztwo po kilku miesiącach od zawiadomienia (złożył je Jan Śpiewak, wtedy szef stowarzyszenia piętnującego dziką reprywatyzację – red.). Proszę zwrócić uwagę, że chociaż wszczęto śledztwo, do tej pory przez ponad pół roku pan Prystrom nie został przesłuchany – jedyny rzekomy świadek w tej sprawie. Czyli wszczęto śledztwo na podstawie wpisu na blogu, przynajmniej tak twierdzi Jan Śpiewak, który złożył to doniesienie.

Spółka Projekt S. (obecnie Projekt Saska), w której udziały miała firma Echo Investment, kupiła w 2000 r. za zaledwie 1 mln zł od reaktywowanych Nowych Dzielnic prawa i roszczenia do 32 ha gruntu na tzw. Kamionku. A roszczenie dekretowe miało wtedy wartość kilkaset razy większą. Czy nie wydało się panu zastanawiające, że ktoś sprzedaje roszczenie tak tanio?

Te nieprawdziwe informacje zdementowałem w moim oświadczeniu z 14 lutego. Szkoda, że dziennikarze nie zadali sobie minimalnego trudu zapoznania się z dostępnymi faktami lub nie zadzwonili wcześniej do mnie. Echo Investment nabyła pierwsze udziały w spółce Projekt S. trzy lata po tym, gdy Projekt S. nabył roszczenie dekretowe. Echo Investment SA zapłaciła za wszystkie nabyte w latach 2003–2008 udziały w spółce Projekt S. łącznie kwotę o równowartości ok. 7 milionów dolarów – wówczas ok. 21 milionów złotych – czyli ówczesną rynkową wartość prawa użytkowania wieczystego tej nieruchomości, biorąc pod uwagę fakt, że działka była zajęta przez ogródki działkowe. Zwracam uwagę na fakt, iż wartość własności tej nieruchomości została oszacowana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy na 142 miliony złotych, a wartość prawa wieczystego użytkowania jest równa pierwszej opłacie z tego tytułu, czyli 25 proc. wartości.

Prokuratura doprowadziła do unieważnienia powyższej umowy zakupu roszczeń, a przed sądem twierdziła – i sąd to przyznał – że udziałowcami spółki Projekt S. były m.in. osoby, które wchodziły do zarządu Nowych Dzielnic. Czy wiedział pan o tym?

O okolicznościach reaktywacji spółki Nowe Dzielnice, wypłacie w latach 50. ubiegłego wieku zadośćuczynienia dla przedwojennych akcjonariuszy tej spółki oraz o nieprawidłowościach w reprezentacji obu spółek przy umowie przeniesienia roszczenia, dowiedzieliśmy się dopiero z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 4 listopada 2016 r. Po tym wyroku Echo Investment SA natychmiast podjęło działania prawne przeciwko osobom, które sprzedały jej spółkę Projekt S.

Teza głoszona przez Roberta Prystroma, jakoby dla spółki było korzystne nieuchwalenie planu zagospodarowania dla terenu, jest bzdurna. Bo gdyby uchwalono na tym terenie jakikolwiek plan zagospodarowania, na przykład „zieleń miejska", to Echu nie przysługiwałby zwrot tej nieruchomości, ale roszczenie o odszkodowanie – ze względów społecznych (działkowcy) łatwiejsze do zrealizowania. Miasto, nie podejmując żadnej decyzji dotyczącej tego terenu, doprowadziło do tego, że Echo nie mogło nic zrobić, było zawieszone w próżni. Wielokrotnie zwracaliśmy się do urzędu, by wydał jakąkolwiek decyzje.

Sytuacja stała się jasna kiedy w listopadzie 2016 r. sąd w Warszawie na skutek pozwu prokuratury uznał umowę sprzedaży praw i roszczeń do terenu na Kamionku za nieważną.

Kiedy z treści wyroku dowiedzieliśmy się, że ta umowa i roszczenie nie istnieje, Echo Investment wystąpiła o odszkodowanie przeciwko tym, którzy wprowadzili Echo w błąd, sprzedając udziały w Projekt S.

Sąd potwierdził, że Nowe Dzielnice reaktywowano bezprawnie i ta spółka nie miała żadnych praw do gruntu. Czy kupując roszczenia od reaktywowanej spółki sprawdzano, czy ma ona prawo do terenu na Kamionku?

Jak zaznaczyłem, Echo nabyło pierwsze udziały w spółce Projekt S. trzy lata po zakupie przez nią roszczeń. Podkreślam fakt, iż nikt, poza organem administracyjnym, jakim jest Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, nie ma kompetencji do „sprawdzenia", czy spółka ma prawo do zwrotu terenu przy alei Waszyngtona. Z tego, co wiem, kupując udziały, sprawdziliśmy podstawowe dokumenty rejestrowe spółek oraz dysponowaliśmy postanowieniem ratusza uznającym Projekt S. za stronę w postępowaniu zwrotowym. Istotną okolicznością prawną jest też fakt, że bodaj we wrześniu 2003 r. prezydent m.st. Warszawy wydał decyzje o zwrocie przedmiotowej nieruchomości, co było dowodem potwierdzającym prawa spółki Projekt S. do tego terenu. To, że następnie próbował swoją decyzję uchylić – między innymi pod presją działkowców, było później przedmiotem wieloletnich postępowań przed sądami administracyjnymi.

Podsumowując: nie boi się pan oskarżeń o łapówki?

Fakty są takie – nie dajemy łapówek. Ale pomówień oczywiście się boję. Mają one realny negatywny wpływ na moją pracę i życie. Zatrudniam 15 tys. osób, które są dumne z tego, że pracują w naszej grupie. Muszę dbać o nich i ich rodziny. Mamy akcjonariuszy, banki itd. Niszczenie wiarygodności to straszna broń. To ja muszę się tłumaczyć z bezpodstawnych oskarżeń, a nikt przecież nie zrozumie i nie zapamięta wszystkiego.

Powtórzę jeszcze raz, nie dajemy łapówek, nie mówiąc o tym, że nie mieliśmy za co ich dawać. Nigdy się nie spotkałem z panią Gronkiewicz-Waltz ani z nią nie rozmawiałem, i nie spotykali się z nią przedstawiciele Echo Investment. Bodajże w 2011 roku moja sekretarka pół roku codziennie dzwoniła do sekretariatu pani prezydent stolicy, by umówić rozmowę telefoniczną, ale jakoś nigdy się nie dodzwoniła. To dramat, bo każdy zagraniczny przedsiębiorca dodzwania i umawia się wszędzie bez problemu. W Warszawie zostało zrealizowanych 1500 roszczeń, wypłaconych kilkaset odszkodowań, a my nie byliśmy w stanie uzyskać choćby negatywnej decyzji, która pozwoliłoby Echu podjąć działania prawne.

Czy Echo Investment kiedykolwiek złożyło wniosek do gminy o zmianę planu zagospodarowania na tym terenie?

Z tego co wiem, Echo nigdy nie występowała o uchwalenie planu dla tego terenu. Notabene – tam obowiązuje chyba studium zagospodarowania, które przewiduje zieleń miejską i bez zmiany tego studium nie można uchwalić innego przeznaczenia tego terenu w planie. Ani Echo, ani Projekt S., nie dysponowały prawem do tej nieruchomości, więc nie miały legitymacji do składania takich wniosków. W Echu chyba w 2004 albo 2005 powstawały ogólne koncepcje architektoniczne dla tego terenu, ale nigdy nie zostały one skierowane do stołecznego ratusza jako wnioski planistyczne.

Listy do „Rzeczpospolitej”

Sz. P. Bogusław Chrabota, redaktor naczelny, „Rzeczpospolita"

W związku z publikacją w kierowanym przez Pana dzienniku z dnia 28 lutego 2017 r. pt. „Nie dam sobie zamknąć ust", będącą wywiadem z niejakim Robertem Prystromem, zawierającą jednostronną, kłamliwą narrację na temat moich relacji w ww. Panem oraz rzekomo niezgodnych z prawem działań prowadzonych przeze mnie i firmę „Echo Investment" S.A., w tym także rzekomej łapówki, którą władze Warszawy miały przyjąć w związku z postępowaniem o zwrot nieruchomości na Saskiej Kępie, przekazuję podstawowe, konkretne fakty dotyczące poruszonych ww. spraw:

1) Moje relacje z Robertem Prystromem:

Nie znam Pana Prystroma, nigdy się z nim nie spotkałem, nigdy nie miałem z nim żadnego kontaktu – czy to osobistego, czy choćby telefonicznego. Pan Prystrom nigdy nie był w moim domu ani nie był moim gościem w żadnym innym miejscu. Powoływanie się przez p. Prystroma na rzekomą „wieloletnią przyjaźń" ze mną jest kompletnym absurdem, mającym jedynie uczynić wiarygodnymi pomówienia kierowane przez p. Prystroma pod moim adresem i pod adresem firmy „Echo Investment" S.A.

2) Wieloletni szantaż i pomówienia:

Robert Prystrom, w latach 2014–2016, przesłał pod adresem „Echo Investment" S.A. kilkanaście żądań zapłaty pieniędzy za rzekome usługi, które miał wykonywać na rzecz tej spółki, przy czym żądania te eskalowały na przestrzeni tego czasu od kwoty ok. 700 tys. złotych do kwoty ponad 30 milionów złotych. Pan Prystrom szantażował Echo i mnie osobiście argumentami o posiadaniu przez niego wiedzy o rzekomych nieprawidłowościach w działalności spółki, posuwając się także do poruszania okoliczności z życia prywatnego mojego i mojej córki oraz do nękania mojej matki. Podkreślam, że p. Prystrom w całym tym okresie nie wystąpił do sądu o zapłatę rzekomo należnych mu pieniędzy (jak zwykli to czynić ludzie uczciwi, którym dłużnik odmawia zapłaty), ani nie złożył w jakiejkolwiek instytucji zawiadomień o rzekomych nieprawidłowościach w działalności „Echo Investment" S.A., co do których miał rzekomo wiedzę.

Pan Prystrom w korespondencji kierowanej do firmy Echo Investment S.A. i do mnie osobiście, a także w swoich publikacjach na blogach i portalach społecznościowych, pomawiał i zniesławiał mnie, moich współpracowników oraz firmy, w których miałem lub mam udziały, o działania niezgodne z prawem. Posunął się nawet do insynuacji, jakoby na moje polecenie dopuszczano się wobec niego zamachów na życie i zdrowie przy użyciu oznakowanych samochodów moich firm – w tym ostatnim zakresie organa policji, po zapoznaniu się z monitoringiem wskazywanych przez p. Prystroma miejsc, stwierdziły, iż te zdarzenia nie miały miejsca oraz odmawiały wszczęcia postępowania.

W związku z nieustannym szantażem i szkalowaniem mnie oraz moich współpracowników i firm przez p. Prystroma, w 2015 r. zdecydowałem o podjęciu w stosunku do niego działań przewidzianych w takich sytuacjach przez prawo – zarówno cywilne, jak i karne. Przeciwko p. Prystromowi zostały skierowane do sądów pozwy cywilne, akty oskarżenia oraz zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa szantażu.

W konsekwencji do chwili obecnej zapadły wyroki lub toczą się postępowania:

- 21 sierpnia 2015 r. Sąd Okręgowy w Legnicy VI Wydział Gospodarczy w sprawie z powództwa Echo Investment S.A. przeciwko Robertowi Prystromowi wydał wyrok nakazując p. Prystromowi zaniechanie niedozwolonych działań i złożenie oświadczenia z przeprosinami. Wyrok jest prawomocny.

- 5 lutego 2016 r. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze I Wydział Cywilny wydał wyrok z powództwa Echo Investment S.A. oraz prezesa zarządu Piotra Gromniaka, w którym zakazał p. Prystromowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji dotyczących rzekomej działalności korupcyjnej Echo Investment S.A. oraz pana Piotra Gromniaka. Ponadto Sąd nakazał p. Prystromowi opublikowanie przeprosin oraz zapłatę kwoty 10 000 zł na cel społeczny. Wyrok jest prawomocny.

- 24 lipca 2015 r. spółka Echo Investment S.A. złożyła prywatny akt oskarżenia przeciwko p. Prystromowi o szereg przestępstw polegających na pomówieniu przedstawicieli tej spółki. Postępowanie jest w toku.

W październiku 2015 r. ja osobiście oraz prezes zarządu Piotr Gromniak wnieśliśmy akty oskarżenia przeciwko p. Prystromowi o popełnienie przestępstw zniesławienia oraz zniewagi.

- 28 czerwca 2016 r. Sąd Rejonowy Wydział II Karny w Jeleniej Górze wydał wyrok, w którym uznał Roberta Prystroma za winnego popełnienia szeregu przestępstw zniesławienia i znieważenia i skazał go na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo zawieszając jej wykonanie na dwa lata. P. Prystrom został także oddany pod dozór kuratora, nałożono na niego obowiązek podjęcia pracy, zasądzono nawiązkę na cel społeczny w kwocie 30 000 zł oraz orzeczono podanie wyroku do publicznej wiadomości. Wyrok jest prawomocny.

- 3 listopada 2015 r. Prezes zarządu Piotr Gromniak złożył w Prokuraturze Rejonowej w Kielcach zawiadomienie o popełnieniu przez p. Prystroma szeregu przestępstw szantażu, polegających na groźbach opublikowania nieprawdziwych informacji na temat działalności Echo Investment S.A. w przypadku odmowy zapłaty mu nienależnych pieniędzy. Postępowanie jest w toku, aktualnie prokuratura zarządziła poszukiwanie p. Prystroma celem postawienia mu zarzutów.

Nieprawdziwe jest twierdzenie p. Prystroma jakoby nie wiedział o toczących się postępowaniach oraz zapadłych wyrokach. Do pewnego czasu p. Prystrom uczestniczył w postępowaniach, m.in. składając wnioski dowodowe. Jednakże w chwili, gdy prawne działania spowodowały perspektywę poniesienia odpowiedzialności, p. Prystrom zniknął i nie odbiera korespondencji kierowanej do niego przez organa wymiaru sprawiedliwości. Nie przeszkadza mu to jednak nadal szkalować mnie i firmę Echo Investment S.A. na blogach internetowych, portalach społecznościowych, a teraz w „wywiadzie" udzielonym „Rzeczpospolitej".

3) W zakresie postępowania o zwrot nieruchomości przy al. Waszyngtona w Warszawie odsyłam do mojego szczegółowego oświadczenia z 14 lutego 2014 r., w którym przedstawiłem fakty na temat tej sprawy. Podkreślam jedynie, iż:

- przez okres prawie 20 lat nieruchomość nie została prawomocnie zwrócona, a spółce Projekt S nie wypłacono żadnego odszkodowania; symptomatyczne jest to, że w ww. okresie UM St. Warszawy nie wydał także negatywnej decyzji o odmowie zwrotu przedmiotowej nieruchomości – co pozwoliłoby Echu poznać ewentualne powody takiej odmowy i wystąpić ewentualnie z roszczeniami w stosunku do osób, które sprzedały udziały w spółce Projekt S;

- twierdzenia, jakoby nieuchwalanie dla tego terenu planu zagospodarowania przestrzennego było działaniem na korzyść spółki Projekt S, są absurdalne i wynikają albo ze złej woli, albo z nieznajomości prawa – zgodnie z prawem ewentualne uchwalenie dla tego terenu planu z przeznaczeniem na zieleń miejską oznaczałoby automatyczne przekształcenie roszczenia Projekt S w roszczenie odszkodowawcze, łatwiejsze do zaspokojenia w kontekście istnienia na tym terenie ogródków działkowych; w konsekwencji pomówienia p. Prystroma o rzekomej łapówce, jaką mieliby przyjąć włodarze Warszawy właśnie za nieuchwalanie planu, nie tylko są całkowicie nieprawdziwe, ale też pozbawione logiki;

- Echo Investment S.A., oraz Projekt S Sp. z o.o., po wydaniu w dniu 4 listopada 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie wyroku stwierdzającego nieważność umowy zawartej w dniu 8 grudnia 2000 r. pomiędzy spółkami Nowe Dzielnice S.A. i Projekt S Sp. z o.o. (umowa była zawarta prawie trzy lata przed tym, jak Echo nabyło pierwsze udziały w Projekt S) wniosły do sądu pozwy cywilne przeciwko byłym akcjonariuszom spółki Nowe Dzielnice S.A. i byłym wspólnikom spółki Projekt S o odszkodowanie z tytułu sprzedaży Echu udziałów w spółce Projekt S; podkreślam, że wspomniany wyrok z listopada 2016 r. to pierwszy dokument urzędowy w historii tej sprawy, w którym potwierdzone zostały nieprawidłowości w reaktywacji spółki Nowe Dzielnice S.A. oraz uzyskanie w latach 50. przez akcjonariuszy tej spółki rekompensaty.

- równocześnie w dniu 21 lutego 2017 r. pełnomocnik Echo Investment S.A. złożył w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie wniosek o uznanie Echa za podmiot pokrzywdzony w postępowaniu w sprawie nieprawidłowości przy reaktywacji spółki Nowe Dzielnice S.A. oraz podejrzenia przestępstwa usiłowania bezpodstawnego uzyskania zwrotu nieruchomości, z wnioskiem, aby w zależności od ustaleń tego śledztwa, rozszerzyć ewentualnie zarzuty na przestępstwo oszustwa na szkodę Echo Investment przy sprzedaży Echu udziałów w spółce Projekt S;

Od 28 lat prowadzę jako przedsiębiorca działalność, której celem i efektem jest między innymi wzrost potencjału gospodarczego naszego kraju, a w wymiarze moich firm – zapewnienie miejsc pracy dla ponad 15 tysięcy osób. Ponad ćwierć wieku mojej pracy dało mi także szacunek społeczny i dobre imię na rynku. Nie akceptuję sytuacji, w której te wartości mogą ulegać podważeniu na podstawie wypowiedzi osoby, której motywacje i przestępcza działalność zostały potwierdzone wyrokami sądów. Nie akceptuję nadawania przymiotu wiarygodności osobie, wobec której wymiar sprawiedliwości zamierza w związku z jej wypowiedziami na mój temat postawić kolejne zarzuty karne i która przed organami wymiaru sprawiedliwości ukrywa się w tej chwili. Takie zachowania psują nie tylko klimat dla przedsiębiorczości w Polsce, ale także – w szerszym aspekcie – psują naszą rzeczywistość społeczną i poczucie praworządności. Niech miarą dla przyznawania racji w tej sprawie – oprócz oczywistych, przywołanych przeze mnie wyżej faktów – będą też wartości, które przez lata dla naszego społeczeństwa wniosłem ja (zatrudnienie, polskie marki, wielomiliardowe inwestycje itd.), w konfrontacji z wartościami wniesionymi przez skazanego Roberta Prystroma.  —Michał Sołowow