Reklama
Rozwiń
Reklama

On straszył procesami, koledzy protestowali

Historia z listy Macierewicza. Od 15 lat wiadomo, że w archiwach SB Michał Boni funkcjonuje jako agent. Ale w 1992 r. wielu polityków i dziennikarzy desperacko go broniło

Publikacja: 02.11.2007 04:04

Ludzie „Solidarności” wiedzieli już w latach 80., że Boni podpisał jakąś lojalkę w SB, ale nie sądzili, że faktycznie na nich donosił – twierdzi Władysław Frasyniuk, działacz podziemnej „S”. Wspomina, że z tej „przygody Boniego” wszyscy się wtedy śmiali i nie traktowali jej nazbyt serio.

Inne nastroje panowały jednak 4 czerwca 1992 r., kiedy ówczesny szef MSWiA Antoni Macierewicz realizował uchwałę lustracyjną Sejmu i przekazał władzom parlamentu poufną listę agentów. Obok nazwiska Michał Jan Boni (poseł KLD) widniała adnotacja: tajny współpracownik, kryptonim „Znak”, kontakty z nim SB przerwała dopiero w styczniu 1990 r. Wkrótce po tym, gdy lista zaczęła krążyć po Sejmie, Boniego odwieziono do szpitala. Jedni twierdzili, że z powodu ataku wrzodów żołądka, inni – że zawału serca.

Jeszcze parę dni wcześniej Boni opublikował w „Życiu Warszawy” artykuł, w którym krytykował pomysł ujawnienia agentów, a realizujących go polityków porównał do Robespierre’a i Dzierżyńskiego. Pisał, że Polskę czeka wojna domowa, rewolucja bolszewicka i że złamano prawo „dla wąskich interesów grupowych”.

W czerwcu w kuluarach Sejmu opowiadano, że Boni najpierw się przyznał kolegom z KLD do współpracy z SB, ale szybko się z tego wycofał i zaczął zaprzeczać. Zapowiadał też, że wytoczy Macierewiczowi proces o zniesławienie i utratę zdrowia. Nigdy jednak tego nie zrobił.

Fakt umieszczenia go wśród agentów uznano wówczas za koronny dowód na nierzetelność listy Macierewicza. Pisano protesty. W obronę wzięła Boniego redakcja podziemnego pisma „Wola” oraz Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas i Henryk Wujec. Uznali wpisanie go na listę za element walki politycznej. „Odrzucamy to bezpodstawne oskarżenie i jesteśmy przekonani, że zrobi tak każdy, kto miał okazję się z nim zetknąć. To oskarżenie obraża również nas” – napisali w liście opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”.

Reklama
Reklama

Jeszcze dalej poszła grupa członków „S” z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie Boni wykładał: „Domagamy się ukarania wszystkich osób odpowiedzialnych za zniesławienie ofiarnego działacza podziemnej »Solidarności«” – oświadczyli.

Pełnomocnik Boniego mecenas Jacek Taylor udał się do MSW i opowiadał w mediach, że polityka wpisano na listę z powodu dwóch błahych fiszek z lat 1988 – 1989. Były na nich odręczne adnotacje pracowników SB, że proszą o wyrejestrowanie tej osoby „z powodu nieprzydatności operacyjnej”.

Z fiszek miało wynikać, że Boni był inwigilowany, a w spisach przy jego nazwisku widnieć miał skrót „KTW”, czyli kandydat na agenta. Taylor twierdził też, że nie ma żadnego dokumentu z podpisem Boniego. On sam wyznał prawdę po 15 latach. – Jak teraz czują się ci, którzy w 1992 r. podpisali listy w jego obronie? – zastanawia się Zbigniew Romaszewski, senator PiS i działacz opozycji.

biw, p.p., pap

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Warszawa zyska drugą linię średnicową. Wielka inwestycja pod centrum miasta
zanieczyszczenie powietrza
Czy radni „poluzują” Strefę Czystego Transportu? Rafał Trzaskowski się nie zgadza
Kraj
Czarzasty kontra Trump. Odwaga czy polityczna kalkulacja?
Kraj
„Mogliśmy zostać wprowadzeni w błąd”. Wojewoda i lekarze weterynarii po aferze w Sobolewie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama