Reklama

Intelektualnie żartował czy żądał łapówki

Proces prezesa Radia Lublin, który jest oskarżony o złożenie korupcyjnej propozycji, rozpocznie się od nowa. Po raz trzeci

Publikacja: 03.03.2009 22:28

– To życiowa wersja Franza Kafki – mówi „Rzeczpospolitej” Mariusz Deckert, szef Radia Lublin. – Od pięciu lat tułam się po sądach na podstawie jednego pomówienia i żyję z piętnem oskarżonego. Sąd mógłby się wreszcie zdecydować i albo mnie skazać, albo uniewinnić. Odwlekanie wydania ostatecznego wyroku to doskonały przykład, jak przeciwnik polityczny może zniszczyć człowieka.

Wczoraj Sąd Okręgowy w Lublinie zdecydował, że proces prezesa lubelskiej rozgłośni rozpocznie się od nowa, już po raz trzeci. – Ocena materiału dowodowego przez sąd pierwszej instancji została sporządzona nieprawidłowo – tłumaczyła sędzia Dorota Janicka.

Kłopoty Deckerta zaczęły się w czerwcu 2004 roku, kiedy był prominentnym działaczem PiS, szefem Kancelarii Prezydenta Lublina. Spotkał się wtedy na piwie ze swoim dobrym znajomym Arkadiuszem Robaczewskim, szarą eminencją środowiska narodowej prawicy w Lublinie.

Podczas rozmowy zeszli na temat budowy hipermarketu przez kielecką spółkę Echo Investment. To wtedy Deckert miał zaproponować Robaczewskiemu łapówkę: 100 tys. zł za namówienie jednego z radnych LPR, by nie głosował przeciwko zmianie planu zagospodarowania terenu.

Rozstali się w przyjacielskiej atmosferze, którą zepsuło zawiadomienie Robaczewskiego do prokuratury.

Reklama
Reklama

Mariusz Deckert utrzymuje, że jest niewinny, a zarzuty nazywa absurdalnymi. W pierwszym procesie został jednak skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

Sąd drugiej instancji uchylił ten wyrok i sprawa wróciła na wokandę. Tym razem Deckert został uniewinniony. Sąd uwierzył mu i przyjął, że rozmowa przy piwie była „formą intelektualnego żartu”, a nie korupcyjną propozycją.

– Gdybym przypuszczał, że to był żart, nie składałbym zawiadomienia do prokuratury – mówi „Rz” Robaczewski. I zaznacza: – Opisałem fakty, ale nie do mnie należy ich interpretacja i ocena. To zadanie sądu.

Deckert nie przyjmuje do wiadomości jego argumentacji. – Skoro nie wiedział, o co mi chodzi, to dlaczego nie zapytał mnie wprost, tylko pobiegł do prokuratury? – pyta. – Czy tak zachowują się ludzie dobrze się znający od czasów studiów?

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama