Udało się to dzięki obecności wszystkich posłów PiS. Bo, przypomnijmy, na poprzednim posiedzeniu dwa tygodnie temu, posłowie Platformy przegłosowali (jednym głosem) wniosek o wstrzymanie prac nad obywatelskim projektem (do czasu decyzji Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie).

Wszystko dzięki temu, że część polityków PiS nie dotarła na posiedzenie. Posłowie opozycji i PSL (które od początku patronuje obywatelskiemu projektowi) zgodnie stwierdzili, że nie był to przypadek. Zwłaszcza, że dzień wcześniej za zamkniętymi drzwiami odbyło się spotkanie Gowina z Jarosławem Kaczyńskim i kierownictwem klubu PiS.

Na wspólnej konferencji prasowej posłowie PSL, SLD, Ruch Palikota i Solidarna Polska mówili wprost o koalicji PO-PiS w sprawie likwidacji sądów. To o tyle dziwne, że wcześniej PiS opowiadał się publicznie przeciwko temu pomysłowi ministra sprawiedliwości. I nadal - oficjalnie - podtrzymuje to stanowisko.

Aby zatrzeć złe wrażenie, szef klubu PiS Mariusz Błaszczak obiecał obecność wszystkich posłów PiS na kolejnym posiedzeniu komisji i odblokowanie prac nad projektem obywatelskim. Tak też się dzisiaj stało.

Tyle, że dwa tygodnie zwłoki w pracach nad projektem obywatelskim ma w tej konkretnej sytuacji ogromne znaczenie. Kalendarz jest bowiem nieubłagany. Rozporządzenie Gowina wchodzi w życie od 1 stycznia 2013 roku. Aby je wstrzymać musiałoby się udać uchwalić obywatelską ustawę, która gwarantuje istnienie sądów w obecnym kształcie, do końca grudnia. Tymczasem projekt przeszedł tylko pierwsze czytanie w Sejmie.

Oczywiście ludowcy zapowiadają, że staną na głowie, aby to uczynić, ale szanse na to, by wstrzymać reorganizację sądów zaplanowaną przez Gowina są dziś naprawdę minimalne.