Pierwsza dotyczy OFE, konkretniej skutków rządowej kampanii zniechęcającej do odkładania na emeryturę w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Okazuje się, że tylko co setny młody Polak, który wszedł w ostatnim roku na rynek pracy zapisał się do OFE. Równocześnie zaś rośnie strumień pieniędzy, które Fundusze przekazują do ZUS w ramach suwaka, a więc na wypłaty emerytur. To oznacza tylko jedno. OFE, które były potężnym graczem na warszawskiej giełdzie nie spełniają już roli kluczowego inwestora, bo obracają znacznie mniejszymi sumami. Na efekty nie trzeba było długo czekać – jak pisze na drugiej stronie Paweł Jabłoński – stołeczny parkiet, który miał się stać wschodnioeuropejską stolicą kapitału, powoli usycha. Wszak na całym świecie towarzystwa emerytalne są jednym z kluczowych inwestorów. Ale rząd PO-PSL postanowił, że Polska będzie wyjątkiem. Dlatego, jak pisze Jabłoński „na światowych rynkach finansowych kursy akcji biją rekordy, tylko nad Wisła marazm".

Druga zła wiadomość to fatalne oceny, jakie po pierwszym semestrze pracy nad nowym, darmowym elementarzem, wystawiają nauczyciele klas pierwszych. Przebadano aż 1.7 tys. Pedagogów, którzy na rządowej pomocy dydaktycznej nie zostawiają suchej nitki. Jedyną zaletą elementarza – zdaniem badanych – jest to, że jest on darmowy. Dalej jest jednak znacznie gorzej. 80 proc. badanych uważa, że elementarz nie jest dostosowany do pracy z sześciolatkami (co ważne w roku inauguracji reformy posyłające dzieci w tym wieku obowiązkowo do pierwszej klasy). 71 proc narzeka, że elementarz nie daje możliwości zróżnicowania poziomu rozwoju dzieci – a więc urawniołka. Mniej niż 3 proc. uważa, że rządowy elementarz wprowadza pozytywne wartości do edukacji.

No cóż. Ja sam jestem zwolennikiem darmowego podręcznika. Ale jeśli tak dużo pedagogów ma do niego pretensje, trzeba ten system poprawić. Wprowadzenie darmowego elementarza było oczywiście zagraniem propagandowym, ale też stanowiło rewolucję. A rewolucje, jak wiadomo, mają ofiary. Szkoda, że ofiarą tej rewolucji padły dzieci, które właśnie zaczynają swą przygodę z edukacją. Popełnione przy tym błędy mogą wpłynąć na całe ich życie. Ale nie zawracajmy tej zmiany. Po prostu ulepszmy ten system.

Oszczędność to ważna cecha. Szczególnie jeśli idzie o ministra finansów. W sytuacji, w której jednak rząd ustępuje górnikom (przy okazji polecam wstrząsającą rozmowę z byłym prezesem JSW Jarosławem Zagórowskim), a okazuje się, że nie ma pieniędzy na renty dla przymierających głodem bohaterów walki z komunizmem, mam wrażenie, że coś jest nie tak. Oszczędności oszczędnościami, ale państwo musi prowadzić właściwą politykę historyczną. Dziś polityka historyczna w wydaniu III RP wygląda tak: dla SB-ków są pieniądze na renty i emerytury. Dla tych, których oni prześladowali, już nie.

A jeśli już o polityce historycznej mowa, w "Gazecie Wyborczej" można dziś przeczytać interesujący komentarz Mirosława Czecha. „Nawet w czasie ocieplenia relacji z sąsiadami Rosja nie zapomina o tym, co dla niej najważniejsze i mówi wprost o cenie, którą każe płacić za dopuszczenie do przyjaźni z nią". Tym bardziej, zdaniem publicysty „GW", Rosjanie ilekroć zaognia się sytuacja na propagandowej wojnie, tylekroć przedstawiają swoją wersję historii. Ostatnio zaś – ponieważ Polacy zaczęli dyskutować o tym, gdzie świętować koniec II Wojny Światowej – Rosjanie przypomnieli sobie, że niepodległościowe podziemie współpracowało z Hitlerem i zabijało niosących Polsce wolność żołnierzy Armii Czerwonej. Czech nie ma wątpliwości, że gdy 8 i 9 maja odbędą się obchody końca II WŚ, Rosjanie będą przekonywać, że w Moskwie zebrali się ci, którzy chcą upamiętnić pokonanie III Rzeszy, w Polsce zaś świętują potomkowie tych, którzy pomagali nazistów.

Trudno się z Czechem nie zgodzić. Paradoksalnie daliśmy jednak rosyjskiej propagandzie wyśmienity argument. Wszak Oscara właśnie dostał film, w którym mordu na Żydach dokonują polscy chłopi, a następnie przejmują ich majątek. Ciekawe, czy, gdy akademia filmowa ogłaszała swój werdykt, w gabinetach speców od historycznej propagandy na Kremlu strzelały korki od Igristoje?

Na drugiej stronie "GW" też inny ciekawy komentarz Katarzyny Kolendy Zaleskiej. Otóż znana dziennikarka TVN objawiła się jako zwolenniczka postawienia pomnika smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Komentatorkę oburza fakt, że zdecydowano, by pomnik stanął w innym miejscu, bo to właśnie na Krakowskim gromadzili się Polacy po tragicznym wypadku 10 kwietnia. Jestem zaskoczony. Bo proszę, ostatnio zwolennikiem pomnika okazała się prezydent Hanna Gronkiewicz Waltz, a nawet prezydent Bronisław Komorowski, którego decyzja o usunięciu krzyża sprzed pałacu wywołała jeden z poważniejszych konfliktów społecznych. Na, ale jak tak dalej pójdzie, budowę pomnika sfinansuje ze swej poselskiej diety sam Janusz Palikot.