– Zostałem wybrany na cztery lata i tak działam. Mało tego, mam ambicję zostać na osiem lat – mówił na środowym briefingu Janusz Daszczyński. W osiągnięciu tego celu ma mu pomóc zaprezentowany oficjalnie program rozwoju publicznego nadawcy. Ten zaś w wielu aspektach pokrywa się z planami PiS dotyczącymi mediów publicznych.
Jednym z głównych punktów wspólnych jest odejście od rywalizacji o komercyjnego widza. PiS chce, by zarówno TVP, jak i Polskie Radio przestały być spółkami prawa handlowego, co zdejmie z nich przymus zarabiania pieniędzy.
– Chcemy, żeby media publiczne zajmowały się wyłącznie realizacją misji określonej w ustawie. Komercja tę misję podważa albo wręcz rozbija – tłumaczył motywacje swojej formacji nowy poseł PiS Krzysztof Czabański, niegdyś prezes Polskiego Radia.
Propozycja Daszczyńskiego nie jest tak rewolucyjna, ale ma podobne założenie.
– W moim przekonaniu obecny ustrój mediów publicznych jest dobry, wyjąwszy sposób finansowania oraz kwestie reklamowe. Reklam w telewizji publicznej jest za dużo – stwierdził.
Dlatego chce zmniejszyć ich ilość nawet kosztem 85 proc. generowanych w ten sposób wpływów. Podobnie jak PiS chce w zamian wprowadzić powszechną opłatę abonamentową zastępującą obecny abonament radiowo-telewizyjny. Miałaby ona być odprowadzana razem z rachunkami za prąd lub z podatkiem PIT. Ta reforma pozwoliłaby na utrzymanie wpływów, a brak zgubnej dla TVP rywalizacji o widza miałby pomóc w podniesieniu jakości programów.
Zbieżne są także plany Daszczyńskiego i PiS w sprawie przyszłości programu Tomasza Lisa. Parlamentarzyści partii tworzącej nowy rząd wielokrotnie deklarowali, że współpraca TVP z naczelnym „Newsweeka" powinna zostać zakończona.
Zakończenie współpracy z Lisem, ale także z Janem Pospieszalskim, deklaruje również Daszczyński. – To spadek po poprzednikach – tłumaczył. Jego zdaniem programy publicystyczne powinny być produkowane wewnątrz spółki, a nie przez firmy zewnętrzne (tak jak programy Lisa i Pospieszalskiego).
Przedstawiony w środę program może jednak nie uratować prezesa. Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że ocena pracy Daszczyńskiego w PiS nie jest najlepsza. – Tak naprawdę, odkąd przejął władzę, niewiele się zmieniło. Telewizja wciąż jest stronnicza – mówi nasz informator.
W PiS mają pretensję m.in. o organizację debaty, kiedy to Platformie pozwolono na wynajęcie studia telewizyjnego TVP. Jednym z zarzutów jest także utrzymanie Sławomira Zielińskiego, który odpowiadał za zachowanie dziennikarzy w kampanii wyborczej. Zieliński pełnił odpowiedzialne funkcje w TVP za czasów prezesury związanego z lewicą Roberta Kwiatkowskiego.
– Nikt nie wymagał od Daszczyńskiego wspierania PiS. Wystarczyłyby drobne gesty, które by te polityczne wychylenie niwelowały – twierdzi nasz rozmówca.