Z krytyką części internautów i lekarzy spotkała się ostania akcja Żabki, w ramach której oferowała ona możliwość „odbierania” zapłaconej przez klienta kwoty w piwie. Z kolei sieć Dino pod hasłem „Czas na spotkanie z bliskimi” zachęcała do kupna wódki z okazji dnia ojca.
— Wszelkie inicjatywy zachęcające do sięgnięcia po alkohol, bez ukazania konsekwencji i ryzyka związanego z uzależnieniem, są niewskazane z perspektywy zdrowia publicznego, interesu społeczeństwa oraz kraju — ocenia krytycznie rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski.
Promocja alkoholu wypłynęła do Internetu, celebryci już skazani
Choć ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zabrania publicznego reklamowania alkoholu (poza piwem – ale też z ograniczeniami), nie definiuje też, czym owo działanie jest. Jak zauważa radca prawny Hubert Lipiński z Lipiński Mierzwicka Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych, do niedawna w orzecznictwie przyjmowano, że reklama publiczna to ta adresowana do nieokreślonej grupy odbiorców, a jakiekolwiek jej ograniczenie sprawiało, że publiczna być przestawała.
— Skutkiem tego było wypływanie reklam do internetu, między innymi mediów społecznościowych, choć pierwsi celebryci za takie działania zostali już skazani. To pokazuje, że rozumienie pojęcia „publiczności” zaczyna się zmieniać — podkreśla.
Mecenas zauważa przy tym, że jeśli jednak informacje o promocji na wódkę Dino umieściła też w swojej papierowej gazetce, to trudno nie uznać tego za reklamę publiczną.
Czytaj więcej
Niedługo Szwedzi będą mogli kupować alkohol w winnicach oraz mikro-browarach. To wielka rewolucja, nie wszyscy są zachwyceni.
Reklama alkoholu udaje materiały informacyjne
Również w opinii radczyni prawnej Małgorzaty Soppy-Garsteckiej z kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy reklama wysokoprocentowych napojów dostępna dla użytkowników aplikacji czy konkretnych witryn „wymyka się” przepisom ustawy.
— Co istotne, ustawienie bramki „18+” nie powoduje, że przekaz zawarty na danej stronie internetowej jest kierowany do zamkniętego grona odbiorców. Często jednak takie strony należą do producentów czy dystrybutorów i traktuje się je jako materiały informacyjne, a nie reklamowe — zauważa.
— Z pewnością przydałoby się odświeżenie ustawy o wychowaniu w trzeźwości, która szczegółowo instruuje na temat reklamy prowadzonej na przykład na kastach VHS, ale milczy na temat reklamy prowadzonej w Internecie — unaocznia ekspertka. — Przestarzała regulacja prowadzi do różnych, często sprzecznych interpretacji przepisów, które po prostu nie przewidują zasad dających się w prosty sposób zastosować do rzeczywistości, w jakiej obecnie żyjemy — dodaje.
Brakuje definicji „nadmiernego spożycia”
Choć publiczna reklama piwa obwarowana jest wieloma ograniczeniami (między innymi nie może zachęcać do jego nadmiernego spożycia czy wywoływać skojarzeń z relaksem lub odpoczynkiem), to te przepisy – zdaniem mec. Lipińskiego – również traktowane są dość liberalnie. Jego zdaniem, jako że Żabka oferowała zakup piwa w aplikacji, sieć może stać na stanowisku, że nie reklamowała go publicznie.
— Ponadto dyskusyjne jest to, czy ta reklama nakłaniała do nadmiernego spożycia piwa, szczególnie w kontekście stosowanych przez wiele sieci zachęt do zakupów piwa „dwa w cenie jednego” — wskazuje mec. Lipiński.
Mec. Soppa-Garstecka pointuje, że w ustawie – i orzecznictwie – próżno szukać również jasnej definicji „nadmiernego spożycia”.
Czytaj więcej:
Do sądów trafiły akty oskarżenia, dotyczące reklamy alkoholu w social mediach. Działania, które jeszcze w 2021 roku były uznawane za nienoszące zna...
Pro