Bojownicy z Syrii mieli przybyć do Górskiego Karabachu, by walczyć tam po stronie Azerbejdżanu.

Od niedzieli w Górskim Karabachu, enklawie w Azerbejdżanie zamieszkiwanej przez etnicznych Ormian, której władze w Baku nie kontrolują od 1994 roku, trwają walki między armią Azerbejdżanu a siłami ormiańskimi. Walki zaczęły się od ofensywy sił azerskich - Azerbejdżan przekonuje, że doszło do niej po ostrzelaniu wojsk Azerbejdżanu i celów cywilnych w tym kraju przez siły Górskiego Karabachu.

Ambasador Armenii w Moskwie informował już wcześniej, że Turcja - sojusznik Azerbejdżanu - miała wysłać 4 tysiące bojowników z Syrii w rejon konfliktu.

Armenia oskarża też Turcję o to, że jej myśliwiec F-16 zestrzelił ormiański myśliwiec Su-25. Zarówno Azerbejdżan, jak i Turcja dementują te doniesienia.

Macron, w kontekście wysłania 300 syryjskich islamistów do Góskiego Karabachu stwierdził, że to "potwierdzony fakt, ci ludzie zostali zidentyfikowani i wyśledzeni, wszyscy mają związki z grupą terrorystyczną Państwo Islamskie".

- Rozmawiałem o tym z prezydentem Władimirem Putinem, który potwierdził, że Rosja również została o tym poinformowana - dodał prezydent Francji.

- Zachowanie (Turcji) jest niegodne członka NATO, uważamy takie działania za całkowicie niedopuszczalne. W tym przypadku czerwona linia została już przekroczona - mówił Macron.

Tymczasem przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michel powiedział, że przywódcy UE wzywają Turcję do "odegrania konstruktywnej roli w deeskalacji sytuacji" w Górskim Karabachu.