Operation Economic Outcast (Ekonomiczny Banita) – tak zatytułowano projekt totalnej izolacji Iranu, odcięcia kraju od wszelkich kontaktów gospodarczych z zagranicą. Ma to być wojna gospodarcza „na niespotykaną skalę”. Jak mówi Trump, „gospodarczy D-Day”, nawiązując do dnia lądowania aliantów w Normandii w czasie II wojny, co walnie przyczyniło się do klęski hitlerowskich Niemiec.
Taki jest nowy pomysł na wojenny sukces USA po sześciu miesiącach militarnych zmagań, w czasie których zarówno Stanom Zjednoczonym, jak i Izraelowi nie udało się zrealizować ani jednego z celów wyprawy na Iran. Poza jednym, w postaci opóźnienia irańskiego programu nuklearnego.
Całkowitym niepowodzeniem zakończył się plan obalenia teokratycznej i opresyjnej dyktatury. Przynajmniej do tej pory. Na początku wojny Trump wzywał Irańczyków, aby wykorzystali sytuację i przejęli władzę, obalając znienawidzony reżim. Liczył, podobnie jak premier Netanjahu, że amerykańskie bomby i rakiety skłonią społeczeństwo do nowego buntu przeciwko władzy ajatollahów, jak to miało miejsce na przełomie grudnia i stycznia tego roku.
Donald Trump testuje granice wytrzymałości Irańczyków
Nie ulega wątpliwości, że Waszyngton i Jerozolima mają obecnie nadzieję, że całkowita izolacja Iranu i ogromne pogorszenie warunków życia ponad 90-milionowego narodu doprowadzą do ulicznych protestów zakończonych upadkiem reżimu.
– Stany Zjednoczone podtrzymują sankcje wobec Iranu od 47 lat. Do wojny doszło między innymi dlatego, że przeciwnicy Iranu uznali, iż sankcje nie doprowadziły do załamania systemu. A teraz – ponieważ bombardowania również nie dały spodziewanych rezultatów – prezydent Trump powraca do pierwszego pomysłu. Jak można przypuszczać, analizując historię – nie tylko irańską – i te sankcje wcale nie muszą doprowadzić do oczekiwanych zmian – mówi „Rzeczpospolitej” Juliusz Gojło, były polski ambasador w Teheranie.
Czytaj więcej
„Na razie” Amerykanie nie przewidują kolejnych ataków na Iran - takie zapewnienia miał przekazać w rozmowach z ministrami spraw zagranicznych kilku...
Z napływających z Iranu informacji wynika, że tak źle, jak obecnie jeszcze nie było. A to zaledwie wstępne rezultaty operacji Ekonomiczny Banita.
Jak pisze brytyjski „Guardian”, w sierpniu tego roku olej roślinny, podstawa irańskiej kuchni, kosztował niemal cztery razy więcej niż przed rokiem. Cena jaj jest trzy razy wyższa, a czerwonego mięsa półtora raza.
Na początku września kurs dolara amerykańskiego na irańskim wolnym rynku osiągnął poziom około 2,2 mln riali (oficjalnie 1,6 mln riali), co stanowiło nowy rekord. Agencja Reutera podaje, że przeciętne wynagrodzenie miesięczne wynosi obecnie w przeliczeniu 125 dol., czyli 275 mln riali po kursie rynkowym lub ok. 200 mln riali po kursie oficjalnym. Z oficjalnych irańskich danych wynika natomiast, że utrzymanie trzyosobowego gospodarstwa domowego kosztuje miesięcznie ponad trzy razy więcej niż średnia miesięczna płaca.
Bunt społeczny w Iranie? Mało prawdopodobny
Nie są to wyłącznie skutki gospodarczego D-Day, ale także wprowadzonej już wcześniej blokady na eksport irańskiej ropy w cieśninie Ormuz. Według danych firmy analitycznej Kpler przeładunki irańskiej ropy spadły w sierpniu do około 260 000 baryłek dziennie z około 1,7 miliona rok wcześniej. Tylko niewielka część ropy jest transportowana ciężarówkami, pociągami lub mniejszymi statkami przez Morze Kaspijskie. Teheran twierdzi, że nadal ma dziesiątki milionów baryłek zmagazynowanych w tankowcach poza strefą blokady, które może sprzedać, ale nowe sankcje oznaczają, że pośrednicy wycofują się lub żądają ogromnego rabatu.
Tak czy owak, napływ środków finansowych do kasy państwowej został mocno ograniczony. Władzom brakuje więc środków na dotacje do cen podstawowych produktów. Udaje się jednak utrzymać na stosunkowo niewysokim poziomie cenę racjonowanej do 60 litrów miesięcznie benzyny, wynoszącą 15 tys. riali (równowartość 4 groszy) za litr.
Czytaj więcej
Donald Trump obiecywał krótką wojnę z Iranem. Sześć miesięcy później reżim w Teheranie przetrwał, poparcie dla prezydenta USA spadło, cieśnina Ormu...
W Teheranie krążą jednak plotki, iż rząd zmuszony będzie do podniesienia ceny. Taka operacja doprowadziła w 2019 r. do wybuchu niezadowolenia społecznego utopionego we krwi, podobnie jak ostatnia akcja protestów na krótko przed amerykańsko-izraelską wyprawą na Iran.
– Nie mamy żadnego wiarygodnego instrumentu, by oszacować, jaka jest granica odporności społeczeństwa Iranu. Warunki życia uległy pogorszeniu, ale pamiętać należy, że dzieje się tak również z powodu toczącej się wojny. A to stanowi istotny czynnik w kształtowaniu opinii społecznych. Nie musi to zatem automatycznie prowadzić do wybuchu niezadowolenia społecznego, jak miało to miejsce w przeszłości, ponieważ zmieniają się jego przyczyny – argumentuje amb. Juliusz Gojło.
Ukraina zamiast Iranu. Nie należy się spodziewać sukcesu amerykańskiej dyplomacji
Większość ekspertów jest zdania, że końca wojny nie należy się spodziewać w najbliższym czasie. Prezydent Trump rozpoczął właśnie kampanię przed listopadowymi, częściowymi wyborami do Kongresu w przekonaniu, że będą one referendum na temat jego dokonań. Zanim udał się na szlak wyborczy pod koniec ubiegłego tygodnia, powiedział reporterom, iż wojna z Iranem nie jest już wojną. – Ja nazywam to konfliktem zbrojnym. To dla nas drobnostki, to nic wielkiego – zapewniał, mając na myśli ostatnie ataki na cele w Iranie. Taki jak ostatni, w miniony wtorek, na miejscowość Kuhestak, gdzie zginęło pięć osób podczas wesela, a 67 odniosło obrażenia. Iran odpowiedział bezskutecznie szeregiem rakiet skierowanych na amerykańskie bazy w regionie. Świadczy to jednak dobitnie, że Teheran ma jeszcze w zanadrzu zapasy rakiet balistycznych.
Czytaj więcej
Seria niedawnych porażek kandydatów popieranych przez prezydenta ponownie postawiła pytanie o to, jaki wpływ ma dziś na wyborców swojej partii.
– Mamy do czynienia z patową sytuacją, która może się utrzymywać jeszcze przez wiele miesięcy, jeżeli nie dłużej. Jest mało prawdopodobne, aby reżim w Teheranie zachwiał się w wyniku powstania ludowego z powodu pogarszających się warunków życia, co nie jest dla tego narodu żadną nowością. Nie można też zapominać, że wielu Irańczyków bardziej nienawidzi Stanów Zjednoczonych i Izraela niż reżimu ajatollahów – mówi Ilter Turan, emerytowany profesor z Uniwersytetu Bilgi w Stambule.
Podobną opinię prezentuje w rozmowie z „Rz” prof. Dominique Moisi, współzałożyciel Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI). Jego zdaniem zaostrzone sankcje nie rzucą Iranu na kolana. Prezydent Trump nie osiągnie więc upragnionego sukcesu przed listopadowymi wyborami w USA. Dlatego, mówi prof. Moisi, uwaga amerykańskiej administracji kieruje się w stronę wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jednak i tam nie należy się spodziewać sukcesu amerykańskiej dyplomacji. Przynajmniej takiego, który mógłby zostać zaprezentowany amerykańskim wyborcom, niejako w zastępstwie braku osiągnięć na froncie irańskim.