– Dynamika (działań na froncie) pokazuje, że Ukraina znacząco spowolniła parcie wroga i stopniowo odzyskuje inicjatywę – mówił dziennikarzom ukraiński minister obrony Mychajło Fiodorow.
Zarówno on, jak i Pentagon, wiążą ostatnie wydarzenia na froncie z odcięciem rosyjskiej armii od łączności satelitarnej Starlink. Jednak ukraińscy żołnierze na froncie widzą to trochę inaczej. – Dostaliśmy bardzo dużo dronów na pierwszą linię. Teraz my zajmujemy się atakowaniem najbliższych celów, a „wojska dronowe” – zwolnione z tego obowiązku – przeniosły swoje uderzenia w głąb terenów zajętych przez wroga – tłumaczy żołnierz z odcinka w okolicach Słowiańska.
Zagrożona główna droga zaopatrzeniowa rosyjskiej armii, ale to za mało, by zatrzymać Kreml
Powietrzne ataki sięgnęły najważniejszej rosyjskiej trasy zaopatrzeniowej – nadmorskiej drogi z Mariupola do Bierdiańska i dalej w głąb okupowanych terenów. „Zagrożenie wykracza poza zerwanie sezonu urlopowego na Krymie czy braki produktów żywnościowych na półwyspie. Te ataki bezpośrednio wpływają na zdolności bojowe naszej armii na południowych frontach, gdzie i bez tego sytuacja nie jest różowa” – alarmuje jeden z rosyjskich blogerów wojskowych.
Czytaj więcej
Rosja boryka się z problemami w wojnie z Ukrainą, począwszy od płonących rafinerii ropy naftowej, a skończywszy na opóźnianiu działań ofensywnych....
Na razie jednak są to tylko zagrożenia, a nie realna sytuacja. Mimo ukraińskich ataków strumień rosyjskiego zaopatrzenia nie wysechł. „Liczby mają znaczenie. W ciągu tygodnia na najważniejszej drodze logistycznej (rosyjskiej armii) zniszczono 50 rosyjskich ciężarówek z zaopatrzeniem (takie straty potwierdzili niezależni analitycy – red.). (…) Powiedzmy, że połowa z nich to były cysterny z rosyjskiej floty 150 takich pojazdów. To 16,7 proc. Czy to wystarczy, by spowodować braki paliwa, jego racjonowanie czy zamknięcie cywilnego ruchu między Krymem a Rosją? Myślę, że straty powinny być znacznie większe, by to się stało” – podliczył jeden z amerykańskich analityków wojskowych.
Sukcesy Ukraińców w zaporoskich stepach. Czy odbiją Zaporoską Elektrownię Atomową?
Jednak z powodu znacznej przewagi w dronach szala wojny bardzo powoli, ale jednak zaczyna się przechylać na ukraińską stronę. Na zachodnim odcinku frontu, nad Dnieprem, Ukraińcy wyzwolili znaczne tereny, atakując nawet po dnie wyschniętego Zbiornika Kachowskiego. Teraz rosyjscy blogerzy wojskowi alarmują, że jeśli tak dalej pójdzie, ich armia może w końcu stracić Zaporoską Elektrownię Atomową, leżącą kilkadziesiąt kilometrów od obecnej linii frontu.
Czytaj więcej
Władimir Putin twierdzi, że Stany Zjednoczone są zainteresowane wspólnym zarządzaniem Zaporoską Elektrownią Jądrową bez udziału Ukrainy oraz wykorz...
„Rosyjscy blogerzy potwierdzają, że ich armia jest w odwrocie w obwodzie zaporoskim” – pisze jeden z amerykańskich ekspertów, przeanalizowawszy dużą liczbę rosyjskich wpisów internetowych, w części autorzy szyfrowali nazwy miejscowości, o które toczą się walki. Dalej na wschód, w obwodzie dniepropietrowskim Ukraińcy podobno przedostali się przez linię frontu i na rosyjskim zapleczu mieli się połączyć z jakimiś ukraińskimi oddziałami partyzanckimi. Ale z tego odcinka jest bardzo mało informacji.
Rosjanie nie ustają w atakach w Donbasie, bo tak rozkazał Putin
Tymczasem jednak rosyjska armia cały czas próbuje posuwać się do przodu w rejonie, który Władimir Putin określił jako najważniejszy, czyli w Donbasie. Ich natarcie bardzo spowolniło, ale jednak cały czas zajmują nowe tereny. Głównymi celami pozostają ostatnie donbaskie miasta utrzymywane przez Ukraińców: Kramatorsk i Słowiańsk. – Rosyjskie oddziały są mniej więcej 16 kilometrów od centrum Kramatorska, ale kawiarnie tam są wciąż otwarte, a ludzie jeżdżą po ulicach – mówi były amerykański komandos, a obecnie ekspert Rob Lee. Jednak nad miastem już cały czas krążą rosyjskie drony i atakują wybrane cele.
Bezzałogowe aparaty rosyjskiej armii zaczynają docierać też po raz pierwszy w tej wojnie do sąsiedniego Słowiańska. Dalsze posuwanie się Rosjan blokuje jednak miasto Konstantyniwka na południe od Kramatorska, cały czas utrzymywane przez Ukraińców. Otoczonej z trzech stron miejscowości Rosjanie nie są w stanie zdobyć, bowiem ukraińskie oddziały bez przerwy dokonują wypadów na ich zaplecze. Tam prowadzą walki prawie partyzanckie, kryjąc się w ruinach domów, zaopatrywane za pomocą dronów.
Czytaj więcej
Podczas rozmowy z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Pekinie przywódca Chin Xi Jinping wyraził pogląd, że rządzący Rosją Władimir Putin może pożało...
Putin cały czas jednak liczy na zdobycie całego obwodu donieckiego i to powoduje, że nie zmienia swoich żądań wobec Ukrainy, a wręcz je eskaluje. – Głównym problemem (w zakończeniu wojny) jest to, że rosyjska pozycja negocjacyjna pozostaje całkowicie nierealistyczna i nie odpowiada prawdziwej sytuacji na polu walki – sądzi amerykański ekspert Michael Kofman z Fundacji Carnegie.
Raporty o fałszywych sukcesach rosyjskiej armii
Duża w tym zasługa rosyjskiego dowództwa, które bez przerwy ogłasza zdobycie kolejnych miejscowości, gdzie tak naprawdę nie ma rosyjskich żołnierzy. Za zeszłoroczne zdobycie Kupiańska rozdano już medale (w tym najwyższe odznaczenie Bohater Rosji), a miasto nadal jest bronione przez Ukraińców. To samo z niewielką wioską Mała Tokmaczka czy wieloma mieścinami w okolicach Konstantyniwki.
Eksperci sądzą, że obecnie głównym problemem rosyjskiej armii (poza dającym się już odczuć brakiem ludzi) jest „przemieszczenie zasobów do obrony Moskwy i centralnej Rosji (przed ukraińskimi dronami), jak i do atakowania ukraińskich miast kosztem oddziałów na froncie”. Potwierdzeniem tego ma być ostatnie ostrzeżenie Kremla, że zaczyna kampanię ataków powietrznych na Kijów, połączone z żądaniem wyjazdu zagranicznego personelu dyplomatycznego z miasta.