Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega plan czołowych firm na zasypanie przepaści między nauką a biznesem.
- Jakie zmiany w świecie nauki, zdaniem specgrupy przy MNiSW, mogą doprowadzić do „erupcji” polskich patentów.
- Jak objawia się kryzys w polskiej nauce i jej finansowaniu.
- Czego domagają się naukowcy, którzy będą protestować przed Sejme.
The Company, uruchomiony kilka miesięcy temu think tank, którego radzie przewodniczy Rafał Brzoska, zaangażował się w udrażnianie transferu wiedzy między sektorem nauki a biznesem. Ma monitorować postępy wprowadzania w życie rekomendacji działającego przy resorcie nauki specjalnego zespołu, złożonego z badaczy i ekspertów zajmujących się transferem technologicznym.
Recepta na marazm patentowy?
„Rzeczpospolita” jako pierwsza informowała w ub.r. o powołaniu grupy kilkunastu naukowców i przedstawicieli tzw. deeptechów (firm opartych na wynikach badań naukowych), która miała zdiagnozować kluczowe bariery w kooperacji biznesu z nauką. Cel działania specgrupy: doprowadzenie do „erupcji” wysokiej jakości patentów. Ich brak dziś negatywnie wyróżnia nas w Europie.
Zespół, który kilka tygodni temu zakończył pracę i przedstawił Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego swoje wnioski, co również opisaliśmy jako pierwsi, ma konkretny plan na uzdrowienie. W dużym skrócie: aby usprawnić transfer wyników badań naukowych i wyciągnąć z dołka polskie innowacje, specgrupa postuluje wprowadzenie urlopów dla naukowców na budowę start-upów, zdobywanie punktów w świecie nauki za wdrażanie patentów i za wymierne sukcesy biznesowe (zmiana modelu ewaluacji uwzględniająca komercjalizację), czy integrację instytucji naukowych w jedną „superuczelnię”.
Część rekomendacji znalazła już aprobatę resortu. Teraz czołowi polscy przedsiębiorcy zamierzają pomóc w implementacji rozwiązań, które zbudują most między nauką i biznesem. Stojący na czele The Company Rafał Brzoska ma już w tym doświadczenie, bo to on stał się twarzą inicjatywy deregulacyjnej SprawdzaMy.
Think tank ma włączyć postulaty specgrupy do agendy swojej Rady ds. MŚP oraz planu kontaktów z instytucjami europejskimi, w tym Europejską Radą ds. Innowacji. Zapowiada też, że będzie monitorować postępy wdrożenia. W The Company podkreślają, że sytuacja jest krytyczna, bo polskie firmy technologiczne są przejmowane przez zagraniczny kapitał, zanim zdążą urosnąć. Najlepsze projekty dojrzewają za granicą, bo tam jest kapitał, infrastruktura i gotowość do ryzyka, a Polska traci własność intelektualną, talenty i przyszłe wpływy podatkowe.
– Jako kraj mamy ogromny kapitał intelektualny młodych, utalentowanych ludzi, którzy stanowią ogromną szansę na współpracę nauki z biznesem. Polska potrzebuje dziś ekosystemu, który nie tylko finansuje badania naukowe, ale również ułatwia tworzenie start-upów i wdrażanie innowacji – komentuje Małgorzata Adamkiewicz, współwłaścicielka Adamed Pharma, członkini Rady Biznesu Think Tank The Company. – Potrzebne są konkretne innowacyjne wdrożenia tak, abyśmy jako kraj przeszli od gospodarki opartej na tańszych kosztach wytwarzania do gospodarki opartej na innowacji – dodaje.
Czytaj więcej:
Urlop dla naukowców na budowę start-upu, punktowanie za patenty i sukcesy biznesowe oraz integracja instytucji naukowych w jedną „super-uczelnię” –...
Pro
Czego potrzebuje rynek? Postulaty firm
Rodzimi przedsiębiorcy zgodnie twierdzą, że polska nauka ma potencjał, który wciąż jednak nie pracuje na polską gospodarkę. Tomasz Misiak, inny z członków Rady, właściciel Mizyak Fund, przekonuje, iż nie jest to problem akademicki, ale strategiczny.
– Firmy potrzebują partnerów z uczelni, a uczelnie potrzebują sygnałów z rynku. Bez zbudowania tego mostu będziemy tracić najlepsze pomysły na rzecz gospodarek, które tę lekcję odrobiły przed nami – alarmuje.
Wtóruje mu Eliza Kruczkowska, dyrektorka zarządzająca The Company, która wcześniej kierowała fundacją Startup Poland i zajmowała się innowacjami w PFR. Jej zdaniem królujemy w świetnych diagnozach, ale mamy kłopot z wdrożeniami. Jak tłumaczy, rekomendacje specgrupy przy MNiSW są „konkretne i operacyjne”.
– Czuć w nich głos praktyków, ale transfer wiedzy nie wydarzy się sam. Potrzeba równie konkretnych działań po stronie biznesu, agencji i resortów. Dlatego czas przestać pytać „czy” i zacząć pytać „kiedy” i „jak” – zaznacza Eliza Kruczkowska.
Środowisko biznesowe ma trzy postulaty, które uważa za kluczowe dla powodzenia programu. Chodzi m.in. o popyt, czyli potrzebę firm zdolnych do wchłonięcia i wdrożenia technologii. A to wymaga wsparcia dla przedsiębiorstw inwestujących w badania i rozwój, piaskownic regulacyjnych oraz zamówień publicznych premiujących innowacje.
Druga kwestia to „wycena własności intelektualnej”. Już dyskusja toczona podczas prezentacji raportu specgrupy w Ministerstwie Nauki pokazała, że środowisko ma z tym kłopot. Przedsiębiorcy uważają, że konieczne jest przejście z modelu dużych opłat wstępnych na model oparty na kosztach ochrony patentowej. Eksperci mówią wprost: firmy potrzebują partnerów, którzy rozumieją, że wartość technologii weryfikuje rynek, nie arkusz wyceny.
Czytaj więcej:
„Straciliśmy cierpliwość do polityków” – mówią wybitni badacze i szykują potężną manifestację. Ich inicjatywa „3% dla polskiej nauki” to krzyk rozp...
Pro
I wreszcie niezbędny jest dialog między agencjami i resortami. Biznes zwraca uwagę na konieczność powołania grupy międzyresortowej koordynującej działania m.in. Narodowego Centrum Nauki (NCN), Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, czy Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.
„Bez 3 proc. PKB cudów nie będzie”
Ale absolutnie krytyczny postulat, który świat akademicki nad Wisłą właśnie podnosi, to dofinansowanie nauki. W środę przed Sejmem odbędzie się potężny protest środowiska pod hasłem „3 proc. PKB dla nauki”. Petycję online podpisało już ponad 23 tys. osób.
– 10 lat temu w Hiszpanii, jako młody doktor tuż po doktoracie, miałem większą pensję niż dziś w Polsce jako prof. dr hab. na najlepszym polskim uniwersytecie. Bez 3 proc. cudów nie będzie – przekonuje Michał Tomza, profesor w Instytucie Fizyki Teoretycznej UW, laureat prestiżowego grantu Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych ERC.
Przy tym te 3 proc. to nie tylko wzrost wynagrodzeń, ale przede wszystkim nakłady na B+R. Jak wylicza dr hab. Adam Gendźwiłł z Wydziału Socjologii UW, na podniesienie wynagrodzeń minimalnych (aby pensja adiunkta wynosiła tyle co średnie wynagrodzenie w gospodarce), urealnienie progu stypendium socjalnego, zwiększenie stypendium doktoranckiego do poziomu płacy minimalnej oraz na dofinansowanie NCN potrzeba około 8 mld zł. To 0,87 proc. budżetu państwa na 2026 r., kwota odpowiadająca 20-proc. wzrostowi nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe.
Pieniądze na naukę są jednak niezbędne, o ile Polska ma się liczyć w świecie innowacji. Przy tym fundamentem jest jej uzdrowienie. O obecnej sytuacji wiele mówi zapaść w „produkcji” nowych doktorantów. Między 2019 a 2024 r. ich liczba w naszym kraju spadła aż o 42 proc. Inną „chorobą” jest absurd punktowy: uzyskanie 200 punktów za publikację jest porównywalne z wygenerowaniem 2 mln zł przychodu ze sprzedaży własności intelektualnej (IP), choć to drugie jest niewspółmiernie trudniejsze. Nic dziwnego więc, że ponad 80 proc. przychodów uczelni ze współpracy z otoczeniem pochodzi z prostych usług badawczych, a tylko mniej niż jedna piąta z komercjalizacji IP.