Pierwszy raz oglądałam „Dzień świra” z genialną rolą Marka Kondrata wiele lat temu, jeszcze jako dziecko. Świetnie się wtedy bawiłam i byłam przekonana, że to komedia. Jednak wraz z upływem czasu zaczęło do mnie docierać, jak tragiczny i gorzki jest to dramat. A scena, w której rozżalony polonista wygłasza monolog, może być symbolicznym mottem zbliżającego się protestu naukowców.
„Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała jestem dla niej śmieciem. K..., pod każdą władzą czuję się jak kundel. Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Może ktoś by się ze mną liczył, gdybym rzucił cegłą. A przecież stanowimy sól ziemi”.
O co chodzi w proteście naukowców
27 maja przed Sejmem będą protestować badacze, doktoranci i studenci z całej Polski. To największa mobilizacja środowiska akademickiego od lat. Wbrew pojawiającym się informacjom, nie jest to protest o doraźne podwyżki, ale początek dłuższej walki o finansowanie nauki i godne warunki pracy w polskich uczelniach oraz instytutach badawczych. Lista postulatów jest długa, bo polska nauka nigdy nie była dla polityków priorytetem.
Pozytywnym zaskoczeniem jest skala jedności środowiska. Historia pokazuje, że często słuszne postulaty rozbijają się o rafy partykularnych interesów poszczególnych grup społecznych. W tym przypadku lista zaangażowanych środowisk akademickich jest imponująca, mimo iż często mają one różne interesy i różne poglądy na funkcjonowanie nauki.
Pozytywnym sygnałem jest również próba znalezienia konsensusu z rządem. W skład specgrupy działającej przy resorcie nauki wchodzą też przedstawiciele środowiska akademickiego, naukowcy i przedsiębiorcy. O biznesie w kontekście nauki nadal mówi się za mało, a to właśnie mądra współpraca w tych obszarach stanowi o innowacyjności gospodarki.
W raporcie specgrupy, który opisujemy dziś na łamach „Rzeczpospolitej”, znalazły się konkrety: trzy ponadresortowe inicjatywy na rzecz transferu wyników badań naukowych oraz dziewięć rekomendacji operacyjnych dla sektora nauki i szkolnictwa wyższego.
Czytaj więcej
Straciliśmy cierpliwość do polityków i ich zapewnień o chęci działania na naszą korzyść. Można wręcz odnieść wrażenie, że całe środowisko polityczn...
Ile zarabiają naukowcy
Na Zachodzie naukowcy nie muszą się martwić, czy starczy im pieniędzy na czynsz i rachunki za prąd. Czy będą mieć zdolność kredytową i zabezpieczenia socjalne. Nie muszą toczyć wyniszczających psychicznie wojen z biurokracją i urzędnikami, przy jednocześnie rosnących wymaganiach dotyczących publikacji, badań naukowych i grantów.
Zbliżający się protest to nie żądanie podwyżek i przywilejów. To protest o normalność. Nie ujmę tego lepiej niż dr hab. Łukasz Okruszek z Instytutu Psychologii PAN, jeden z organizatorów protestu: trudno dyskutować z argumentem, że człowiek wykonujący pełnoetatową pracę naukową powinien móc normalnie się utrzymać. I retorycznie pyta: jak mam ściągać najlepszych absolwentów studiów magisterskich? Mam im mówić: „Chodźcie, działajcie z nami, bo jest fajnie, będziecie żyć pasją”?
Ktoś powiedział, że elitom intelektualnym protestować nie wypada. Czasami rzeczy, których robić nie wypada, mają największą wartość. Jeśli teraz schowamy się za fasadą dobrych manier, straci na tym nie tylko środowisko naukowców, ale również biznes i cała polska gospodarka.
Czytaj więcej:
Urlop dla naukowców na budowę start-upu, punktowanie za patenty i sukcesy biznesowe oraz integracja instytucji naukowych w jedną „super-uczelnię” –...
Pro