27 maja przed Sejmem dojdzie do protestu przedstawicieli świata akademickiego i sektora nauki. To oddolna inicjatywa, ma zamanifestować sprzeciw wobec „systemowemu głodzenia nauki” i jej marginalizacji w budżecie państwa. Główny postulat to osiągnięcie 3 proc. PKB na badania i rozwój do 2030 r. Sytuacja jest krytyczna? Jakie kroki planuje podjąć resort?

Problem jest bezsprzecznie palący i w pełni go dostrzegamy. Dyskusja o finansowaniu nauki to nie jest debata, która rozpoczęła się wraz z nowym rządem – ona trwa od lat i jest wynikiem wieloletnich zaniedbań. Warto tu przywołać stanowisko rektor Bogumiły Kaniewskiej, przewodniczącej KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich – red.), która wyraźnie podkreśla, że dzisiejszy kryzys to efekt długofalowego niedofinansowania. Jednocześnie musimy pamiętać o konstytucyjnie zagwarantowanej autonomii uczelni. Środowisko naukowe ma pełne prawo do wyrażania swoich uwag i wątpliwości, również w formie protestu, jeśli uzna to za stosowne.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Naukowcy pójdą w biznes. Ten plan ma przynieść innowacyjne tsunami

Pro

Jeśli zaś chodzi o nasze działania, to minister Marcin Kulasek przygotowuje się do kluczowych rozmów w Ministerstwie Finansów. 

Chcę jednak podkreślić, że nie czekamy bezczynnie. Właśnie zakończyliśmy prace w bardzo szerokim zespole nad nowelizacją ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Postulaty środowiska, szczególnie te dotyczące wzrostu wynagrodzeń, zostały tam bardzo poważnie potraktowane.

Czy te zmiany ustawowe przełożą się na konkretne kwoty w portfelach pracowników uczelni?

Zdecydowanie tak. Skupiliśmy się na zwiększeniu wynagrodzeń asystentów oraz adiunktów w relacji do uposażenia profesora. To kluczowe, by młodzi naukowcy widzieli sens pozostawania w systemie. Ale zmiany dotyczą nie tylko kadry – pracujemy nad poprawą świadczeń dla studentów oraz doktorantów. To wszystko wiąże się z koniecznością zabezpieczenia środków w budżecie państwa, co jest przedmiotem wspomnianych rozmów z ministrem Andrzejem Domańskim. Oczywiście, sama ustawa nie rozwiąże wszystkich problemów finansowych, np. kwestii budżetu Narodowego Centrum Nauki (NCN), który nie jest zapisywany bezpośrednio w ustawie.

Środowisko naukowe mówi o celu 3 proc. PKB w perspektywie kilku lat. Czy to realne? Średnia europejska jest przecież znacznie niższa.

Postulat 3 proc. jest niezwykle ambitny i ważny, ale musimy być realistami. Przez lata zaniedbań nie przybliżaliśmy się do tego celu. Średnia europejska to obecnie nieco powyżej 2 proc. PKB. Proszę spojrzeć na nasze liczby: obecnie na samą naukę przeznaczamy około 1,1 proc. PKB, a doliczając wkład sektora prywatnego, dochodzimy do poziomu 1,5 proc.

Uważam, że gdybyśmy do 2030 r. osiągnęli poziom średniej europejskiej, czyli około 2,2 proc. PKB, nasza sytuacja finansowa byłaby nieporównywalnie lepsza. To oznaczałoby praktycznie podwojenie dzisiejszego budżetu na naukę. Taki skok pozwoliłby nie tylko na rozwiązanie problemów socjalnych pracowników, ale przede wszystkim na potężne inwestycje w infrastrukturę badawczą i wsparcie badań podstawowych poprzez NCN. Dziś borykamy się z niskim współczynnikiem sukcesu w konkursach grantowych – większe środki pozwoliłyby finansować wszystkie projekty, które zostały wysoko ocenione przez ekspertów, a na które dziś po prostu brakuje pieniędzy.

Pozwoliłby też zatrzymać talenty.

Dokładnie. Zwiększony budżet to przede wszystkim szansa na zatrzymanie talentów w Polsce. Dziś wybitni badacze opuszczają nas głównie z powodów finansowych. To ogromna strata, bo po latach transformacji i dzięki środkom unijnym nasze uczelnie są świetnie wyposażone. Mamy bardzo dobrą infrastrukturę badawczą i dydaktyczną, w niczym nie odbiegającą od standardów europejskich czy światowych. Uczelnie są nowoczesne i wyremontowane. Jeśli jednak stracimy ludzi, ta infrastruktura nie będzie w pełni wykorzystywana. Ktoś musi na tych urządzeniach pracować.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Będą pieniądze na uczelnianie technologie

Pro

W tę diagnozę wpisuje się opisywany na łamach „Rzeczpospolitej” raport specjalnego zespołu działającego przy ministerstwie, który zajął się barierami w nauce. Wyciągnięcie z niego wnioski czy to jeden z tych dokumentów, które trafiają do szuflady?

Absolutnie nie. Pracę zespołu oceniam bardzo dobrze, głównie ze względu na jego skład. Udało nam się połączyć środowisko akademickie z biznesem oraz z osobami, które odniosły sukces w komercjalizacji, zakładając własne spółki. To byli praktycy, którzy wiedzą, jakie przeszkody trzeba pokonać, by przenieść pomysł z laboratorium do gospodarki. Ich doświadczenie było niezwykle inspirujące, a ścieranie się różnych punktów widzenia zaowocowało konkretnymi wnioskami.

Zatem co do pytania o „szufladę”... Otóż część tych rekomendacji już wdrażamy i są to działania realne. Przykładem jest nowy model ewaluacji jakości naukowej, nad którym pracuje pani minister Karolina Zioło-Pużuk. To priorytet rządu. Chcemy, by nowy model stanął na Radzie Ministrów do czerwca. Wdrożyliśmy tam dużą część zaleceń zespołu, które fundamentalnie zmieniają sposób oceniania dyscyplin naukowych.

Jakie to zmiany? Co konkretnie zmieni się w ocenie pracy naukowca i uczelni?

Ewaluacja to proces oceny ponad tysiąca dyscyplin naukowych w kraju. Obecnie kończymy cykl za lata 2022-2025 i w lipcu poznamy wyniki. Ale już przygotowujemy kolejny etap, w którym wdrożymy przełomowe zmiany rekomendowane przez zespół. Po pierwsze, patenty. Do tej pory ich wartość punktowa była nieproporcjonalnie niska w stosunku do artykułów naukowych. Zwiększyliśmy ich punktację, szczególnie w przypadku patentów międzynarodowych. Co ważne, oceniamy uzyskany patent, a nie samo zgłoszenie. Po drugie, limity. Do tej pory liczba patentów możliwych do wykazania w ewaluacji była bardzo ograniczona, zależała od liczby pracowników, którzy pracują w danej dyscyplinie. Zwiększyliśmy ten limit z 10- do 25-krotności liczby pracowników danej dyscypliny.

Trzecia kwestia to finanse. W ramach prac badawczo-rozwojowych i komercjalizacji uczelnie podają efekty finansowe. Dotychczas jeden punkt przyznawano za każde 10 tys. zł przychodu. Zgodnie z rekomendacją zespołu, drastycznie obniżamy ten próg do 2 tys. zł. To sprawi, że komercjalizacja stanie się znacznie bardziej widoczna w wynikach uczelni. Dziś ma ona około 10 proc. wpływu na wynik ewaluacji, po zmianach będzie to 25, a może nawet 30 proc. To ma być motor napędowy dla zakładania spin-offów (firma wydzielona z jednostki naukowej, założona przez jej pracowników lub studentów, w celu komercjalizacji wyników badań i patentów – red.). Liczymy, że przychody z nich będą realnie budować pozycję naukową uczelni.

Mamy tysiące patentów, które leżą na półkach i nikomu nie służą. To problem nie tylko Polski, ale i całej Europy. Szacuje się, że 90 proc. patentów nigdy nie wychodzi na rynek. Jednak my chcemy to zmienić.

Które jeszcze rekomendacje zespołu można szybko wdrożyć?

Zespół słusznie dostrzegł brak spójnego systemu dokumentów i ogromny lęk przed ryzykiem. Komercjalizacja na uczelni wiąże się z odpowiedzialnością rektora, który zarządza finansami publicznymi. Istnieje realna obawa przed naruszeniem dyscypliny finansów publicznych, co blokuje odważne decyzje. Biurokracja często zabija innowacje, bo naukowcy i urzędnicy nie wiedzą, jak interpretować przepisy czy przepływy środków, dlatego kluczowym wnioskiem raportu, który chcemy zrealizować, jest przygotowanie pakietu wzorcowych umów dotyczących przekazywania własności intelektualnej i komercjalizacji. Chcemy też postawić na edukację poprzez Centra Transferu Technologii. One muszą przestać być tylko jednostkami administracyjnymi, a stać się centrami edukacyjnymi dla całej społeczności akademickiej. Mamy na to środki – z KPO finansujemy program „Science4Business”, wart prawie 300 mln zł. Umowę podpisaliśmy w ubiegłym roku i jednym z jego filarów jest właśnie edukacja w zakresie transferu wiedzy.

Kolejna kwestia to właściwy pomiar komercjalizacji. Potrzeba wiedzy o tym, jaką posiadamy infrastrukturę badawczą na uczelniach, która może być wykorzystana do komercjalizacji, a także jaką dysponują one własnością intelektualną. To rozwiąże problem tzw. półkowników.

Co to?

Mamy tysiące patentów, które leżą na półkach i nikomu nie służą. To problem nie tylko Polski, ale i całej Europy. Szacuje się, że 90 proc. patentów nigdy nie wychodzi na rynek. Jednak my chcemy to zmienić poprzez lepszą informację. W ramach wspomnianego programu „Science4Business” tworzymy ogólnodostępne bazy danych. Chodzi o to, by przedsiębiorca mógł łatwo sprawdzić, jaką infrastrukturę badawczą posiada uczelnia i jaka własność intelektualna jest dostępna do wykorzystania. Otwieramy specjalny portal związany z aparaturą, który będziemy stale poszerzać. Musimy mierzyć komercjalizację, by wiedzieć, gdzie jesteśmy. Rektorzy mają dużą autonomię i minister nie może im wszystkiego narzucić, ale jeśli rektor nie wie, co posiada na swojej uczelni, nie może podejmować skutecznych decyzji rozwojowych.

W raporcie pojawia się podnoszony często w środowisku pomysł „urlopu przedsiębiorczego”. Czy resort go wprowadzi?

To pomysł, który mi osobiście podoba się najbardziej. Choć w systemie mamy już urlopy naukowe czy zdrowotne, urlop przedsiębiorczy byłby nową jakością. Zespół proponuje, by był to urlop bezpłatny, trwający do 36 miesięcy. Naukowiec mógłby w tym czasie zająć się budowaniem własnego spin-offu, mając gwarancję, że po zakończeniu urlopu wróci na to samo stanowisko z tym samym zakresem obowiązków.

Rozmawiałam o tym z ministrem i będziemy konsultować to z rektorami oraz KRASP. Pierwsze reakcje środowiska były pozytywne. Wiem, że pojawiają się obawy o „blokowanie stanowisk”. Jeśli ktoś znika na trzy lata, uczelnia musi zapewnić zastępstwo w dydaktyce. Ale patrzmy na korzyści: ten naukowiec buduje wartość dodaną dla swojej dyscypliny, zdobywa unikalną wiedzę rynkową i kontakty, z którymi wróci na uczelnię. To inwestycja, która się opłaci. Jeśli nie będzie dużego oporu, chcemy wprowadzić ten przepis przy najbliższej nowelizacji ustawy.

Mówi pani o tworzeniu baz danych i portali. Czy na to znajdą się pieniądze?

Tak, mamy na to zabezpieczone środki. Te zadania realizuje i utrzymuje nasz ośrodek przetwarzania informacji, instytut badawczy, który bierze czynny udział w projekcie „Science4Business”. Utworzenie bazy aparatury oraz potencjału komercjalizacyjnego to jeden z głównych komponentów tego projektu.

Zespół ma też postulat integracji rozproszonych agencji grantowych. Dziś mamy NCN, NCBR, PARP – każda z własnym systemem. Czy powstanie jedna, wspólna platforma?

To zadanie dla ministerstwa – integrowanie zasobów NCBR, NCN, ale też NAWA czy Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Już teraz realizujemy projekt „e-granty”, na który pozyskaliśmy ponad 80 mln zł z Ministerstwa Cyfryzacji w ramach funduszu FERC. Wspólnie z naszymi agencjami budujemy platformę, która umożliwi naukowcom wnioskowanie o granty do wszystkich instytucji w jednym miejscu. Będzie to też potężne narzędzie do zarządzania bazą recenzentów i ekspertów, co jest dziś dużym wyzwaniem – trudno znaleźć osoby rzetelne, które nie są w konflikcie interesów, szczególnie w małych środowiskach badawczych. System będzie przechowywał całą historię projektu, dostępną dla wnioskodawcy i kierownika. Ale platforma będzie też identyfikowała, czy projekt nie jest plagiatem i czy nie została wykorzystana sztuczna inteligencja. Przy tej okazji spotkałam się z pewną krytyką, bo niektórzy odebrali to negatywnie, twierdząc, że korzystanie z AI to nic złego i pomaga „nie wyważać otwartych drzwi”. Oczywiście, wszyscy używamy nowych technologii, chodzi jednak o to, by ich wykorzystanie nie było nadmiarowe i byśmy mieli jasność co do autorstwa koncepcji badawczych. Transparentność w nauce jest fundamentem.

Czytaj więcej

Aleksandra Przegalińska: Niedofinansowana nauka blokuje rozwój AI w Polsce

Autorzy raportu postulują budowę polskiego odpowiednika fińskiego Aalto (renomowana publiczna uczelnia badawcza, powstała w 2010 r. w Espoo, jedna z czołowych w Europie, znana z innowacyjnego łączenia trzech dziedzin: nauki i technologii, biznesu oraz sztuki). Czy myślicie o stworzeniu w Polsce uczelni, która trafi do Top 50 rankingu ARWU (Academic Ranking of World Universities, znany jako Ranking Szanghajski – jeden z najbardziej prestiżowych, corocznych rankingów najlepszych uczelni wyższych na świecie)?

Zespół wskazywał na udane przykłady z Finlandii, ale osobiście uważam, że w naszych realiach budowa nowej uczelni od zera nie jest optymalną drogą. Moim zdaniem szansą dla Polski jest federalizacja. To ścieżka, którą zdecydowanie rekomenduję.

Rankingi są, jakie są – ja osobiście za nimi nie przepadam, ale musimy się z nimi liczyć, bo budują hierarchię w świecie.

Powtórzę: siła tkwi w federalizacji, dlatego że interdyscyplinarne badania mają większe przełożenie na społeczeństwo i są bardziej też widoczne. I muszę też dodać, że widać chęć uczelni do federalizacji, zarówno tych publicznych, jak i niepublicznych. Mamy już trzy takie federacje. Najlepszym przykładem jest Związek Fahrenheita w Gdańsku, związek uczelni powołany przez Gdański Uniwersytet Medyczny, Politechnikę Gdańską oraz Uniwersytet Gdański. To nie jest „wydmuszka”, uczelnie te rzeczywiście współpracują. Przy okazji tworzenia ustawy o związku metropolitalnym na Pomorzu, zmieniliśmy zapisy w naszej ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym, by ułatwić im łączenie się i by im się to opłacało. Daliśmy im szerszą autonomię – mogą wspólnie prowadzić kształcenie, wspólne badania i decydować, kiedy poddadzą się wspólnej ewaluacji. Nie zbudujemy giganta od zera, ale silne federacje mogą stać się prawdziwymi graczami na arenie międzynarodowej.