Za niskie wydatki na naukę, biurokracja, nieprzejrzyste procedury oceny wniosków o dotacje, skostniały system akademicki – to tylko niektóre z patologii, wymienianych w dyskusji o współpracy nauki z biznesem. Fakty są bolesne: większość polskich odkryć umiera w laboratoriach, zamiast trafiać na globalne rynki i przynosić wynalazcom sławę oraz pieniądze.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Naukowcy pójdą w biznes. Ten plan ma przynieść innowacyjne tsunami

Pro

Na długo zostają w pamięci spektakularne falstarty, jak przykład Biomedu, który w szczycie pandemii ogłosił, że jako pierwszy na świecie wynalazł skuteczny lek na Covid. Albo jak afera wokół Olgi Malinkiewicz, która opracowała innowacyjną technologię, ale zamiast biznesowego sukcesu mamy festiwal oskarżeń i spór prawny pomiędzy wynalazczynią a inwestorami.

Czytaj więcej

O co chodzi w konflikcie w spółce Saule? Dwie „prawdy” w sporze o polskie perowskity

Jak poprawić komercjalizację wynalazków

Ale to tylko jedna strona medalu, choć może bardziej medialna. O drugiej pisze się rzadziej, a szkoda, bo powstaje złudne wrażenie, że polska nauka jest w fatalnym stanie i nie potrafi współpracować z biznesem. Głębsza analiza pokazuje, że startupów naukowych i ciekawych projektów wcale nie brakuje. Znajdziemy je na każdej większej uczelni. Funkcjonują tym lepiej, im lepszy jest dialog pomiędzy naukowcami, przedsiębiorcami i państwem.

W tym kontekście cieszy fakt, że przy resorcie nauki działa grupa złożona z przedsiębiorców i przedstawicieli świata akademickiego. Redakcja „Rzeczpospolitej” jako pierwsza opisywała jej powołanie, a teraz dotarła do rekomendacji przygotowanych dla resortu. Mają pomóc zwiększyć liczbę patentów, zintensyfikować powstawanie spin-offów oraz zwiększyć innowacyjność Polski.

Winą za kiepską komercjalizację wynalazków często obarcza się sektor naukowy, ale to krzywdząca opinia. Skąd ma płynąć motywacja do działania, skoro na uczelniach punktowane są publikacje w prestiżowych czasopismach, a nie wdrożenia własności intelektualnej czy tworzenie startupów. To ma się zmienić. W planach jest również integracja instytucji naukowych oraz odejście od traktowania własności intelektualnej jako towaru na sprzedaż na rzecz modelu partnerskiego, opartego na udziałach w przyszłych zyskach.

Czytaj więcej

Skromny awans Polski w globalnym rankingu innowacyjności

Ile Polska wydaje na badania i rozwój

Raport zespołu doradczego MNiSW trafi na biurko ministra w symbolicznym momencie: przedstawiciele świata nauki właśnie szykują się do protestu, domagając się wzrostu nakładów na badania i rozwój. Celem ma być 3 proc. PKB do 2030 r. Czy to realne?

Chciałabym wierzyć, że tak. Ale do głosu dochodzi moje ekonomiczne wykształcenie, które po przeanalizowaniu wcześniejszych wydatków Polski na naukę, ich dynamiki, aktualnej sytuacji geopolitycznej oraz niepokojąco wysokiego zadłużenia publicznego sugeruje odpowiedź przeczącą. Bądźmy realistami, kwota przeznaczana przez państwo na naukę, liczona jako procent PKB, spada. Jest poniżej 1,5 proc., podczas gdy średnia unijna to ponad 2 proc., a gros najwyżej rozwiniętych państw przebija pułap 3 proc. Mimo tego nierealnego celu trzymam kciuki za sektor naukowy, żeby wywalczył jak najwięcej.

Naukowcy i nauczyciele nie mają takiej siły przebicia jak górnicy. Nie będzie o nich głośno w wiadomościach i raczej nie trafią na pierwsze strony gazet. A szkoda, bo to wyjątkowa okazja do bezcennych dla naszej gospodarki zmian.

Niestety, czas na takie decyzje nie jest dobry. Wybory parlamentarne coraz bliżej, a nauka w programach wyborczych sprzedaje się gorzej niż 800+. Politykom jest to na rękę: im gorzej wyedukowane społeczeństwo, tym łatwiej nim manipulować, straszyć złą Unią Europejską oraz imigrantami, którzy zabiorą nam pracę. Szersze spojrzenie pokazuje obraz odwrotny: bez przepływu kapitału, technologii, wiedzy i osób, silnej gospodarki nie zbudujemy.