O raporcie „Migracja w Polsce” przygotowanym przez Deloitte wspólnie z Instytutem Spraw Publicznych i firmą badawczą Ipsos pisaliśmy już na tych łamach po jego częściowej prezentacji podczas EKG w Katowicach. Dziś, gdy znamy już całość, można odnieść się do jego tez dużo dokładniej.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polskiej gospodarki nie da się już odciąć od imigracji

Pro

A te nie pozostawiają złudzeń, że migracja pracy do Polski to nie zjawisko okresowe, ale stałe i systemowe. I co ciekawe, nie nowe. Polski rynek pracy zasilany był importem siły roboczej od ponad dwóch dekad. Tyle że wcześniej nie był szczególnie zauważalny, przez co nie wchodził do politycznego dyskursu. Wszystko zmieniło się wskutek wojny w Ukrainie. To wtedy Polacy zetknęli się z masową migracją, a politycy włączyli ją do partyjnych rozgrywek.

Imigranci dokładają się do PKB Polski

Dziś fakty są niekwestionowalne. Mamy w Polsce ponad 2 mln migrantów (niektórzy szacują, że 2,5 mln). W 2025 r. dołożyli do polskiego PKB od 200 do 416 mld zł. Wnoszą istotny wkład do budżetu poprzez płacone podatki oraz zasilają ZUS składkami. To już nie są niezauważalne kwoty, ale liczący się procent. Są konsumentami i inwestorami.

Jednocześnie raport podaje precyzyjne wartości kurczącej się populacji polskich płatników ZUS, co odzwierciedla liczby naszych rodaków wypadających z rynku pracy. Do tego absurdalnie niska demografia powoduje, że przeciętny polski płatnik ZUS szybko się starzeje. Jedyną szansą na jego odmłodzenie są migranci.

Te dane to czysty, wyabstrahowany realizm. Cała reszta to polityka. Jakie wnioski należy wyciągnąć z tez raportu? Po pierwsze wyłączyć kwestię pozyskiwania pracy od migrantów z debaty partyjnej. To państwowa konieczność, jak kwestia ochrony granic przed nielegalną migracją czy budowa zdolności obronnych państwa.

Po wtóre, nikt inny, tylko państwo właśnie odpowiada za kolejne wersje strategii migracyjnej. Ta musi być adekwatna do potrzeb i elastyczna. Elastyczna, bo realia rynku się szybko zmieniają i trzeba się do nich dostosowywać. To z jednej strony automatyzacja pracy i przejmowania pewnych ról przez AI, z drugiej zmieniające się szybko deficyty w konkretnych branżach. Ważne jest prognozowanie trendów i aktywne pozyskiwanie pracowników do segmentów, które realnie ich potrzebują.

Ważne są sprawne procedury

I kwestia trzecia: dostosowanie mechanizmów rekrutacyjnych i procedur (wizy, pozwolenia na pracę) do płynności rynku; w tej ostatniej kwestii mamy najwięcej zaległości.

I optymistyczna pointa na koniec: Polska jako jeden z niewielu krajów w Europie nie popełniła błędu m.in. Niemiec i od początku nasilenia się procesów migracyjnych zdecydowała się na włączenie mechanizmu integracji przez pracę. Dziś ci, którym wtedy pomogliśmy, odwzajemniają się wkładem w polskie PKB. Podążajmy tą ścieżką. Lepszej nie ma.