Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wyzwania wewnętrzne stoją przed Izraelem na okupowanym Zachodnim Brzegu?
  • Z jakimi frontami konfliktów mierzy się Izrael?
  • Jakie czynniki prowadzą do wzrostu przemocy osadników wobec Palestyńczyków?
  • W jaki sposób dokonuje się nieformalna aneksja Zachodniego Brzegu?
  • Jakie są konsekwencje nowej strategii Izraela w Libanie?
  • Jakie perspektywy prezentują różne podmioty dotyczące tej sytuacji?

Wojnę z Iranem rozpoczęły dwa państwa, ale to na jednym z nich koncentruje się obecnie uwaga światowej opinii publicznej. Izrael pozostaje niejako w cieniu, chociaż to właśnie premier Netanjahu uchodzi za spiritus movens wyprawy na Iran. Obecnie Izrael musi koncentrować się na kilku frontach, do których dołączył okupowany Zachodni Brzeg. Został tam właśnie skierowany kolejny batalion armii w związku z falą ataków żydowskich osadników na Palestyńczyków. Zgodnie z prawem każde nowe osiedle żydowskie wymaga ochrony wojskowej. Tymczasem szef izraelskiego sztabu generalnego, gen. Ejal Zamir, ostrzega, że armii grozi „załamanie” z powodu niedoborów kadrowych.

Zachodni Brzeg. Rosnąca przemoc osadników i bezradność armii

W sumie na Zachodnim Brzegu znajduje się 25 tys. żołnierzy Cahalu, czyli izraelskiej armii. To tam grupy ultraprawicowych osadników żydowskich atakują coraz śmielej Palestyńczyków, licząc na opanowanie nowych terenów. W ostatnim czasie w Al-Fandaqumiyi, w pobliżu Dżenin, niezidentyfikowana grupa napastników podpalała domy. W Karyout oraz Dżalud, niedaleko Nablusu, około 100 zamaskowanych osadników podpaliło co najmniej pięć samochodów, w tym wóz strażacki, a wiele innych zdewastowali.

15 marca izraelskie wojska działające w Tamoun, w północnej części Doliny Jordanu, otworzyły ogień do pojazdu jadącego przez wioskę, zabijając palestyńską parę i dwoje ich dzieci. Takich wydarzeń są dziesiątki. Ich celem jest zastraszenie palestyńskich mieszkańców i skłonienie ich do opuszczenia określonych obszarów. Dzieje się to bardzo często przy biernej postawie patroli wojskowych.

Czytaj więcej

Atak Izraela na Liban. UNICEF: 120 dzieci zabitych, 370 tys. wysiedlonych

– Zapuszczamy korzenie we wszystkich częściach Ziemi Izraela i grzebiemy ideę państwa palestyńskiego – deklaruje publicznie Becalel Smotricz, ultranacjonalistyczny minister finansów w gabinecie premiera Netanjahu. I to w chwili, gdy z Waszyngtonu płyną ostrzeżenia wobec działań będących przygotowaniem do aneksji Zachodniego Brzegu. Taki krok mógłby unicestwić każdy amerykański plan bliskowschodni.

Cicha droga do aneksji Zachodniego Brzegu

Właściwie droga do nieformalnej aneksji została już otwarta decyzją rządu Netanjahu, tuż przed atakiem na Iran. Ułatwia ona kupno ziemi żydowskim osadnikom praktycznie na całym Zachodnim Brzegu.

– To oczywiście dobre rozwiązanie, ułatwiające powrót Żydów na ziemie, do których mają historyczne prawo – mówi „Rzeczpospolitej” Maurice Hirsh, były prokurator wojskowy Judei i Samarii, której biblijną nazwą określa się w Izraelu tereny okupowane od 1967 r. Mieszkający w Hebronie Hirsh jest osadnikiem, lecz z największym oburzeniem krytykuje działania, jego zdaniem, niewielkich grup Żydów terroryzujących ludność palestyńską. W jego opinii w każdym społeczeństwie są jednostki wchodzące w konflikt z prawem i nie da się tego uniknąć. Inaczej widzi to strona palestyńska.

Czytaj więcej

Ekipa dziennikarzy CNN zatrzymana przez izraelskie wojsko na Zachodnim Brzegu

– To, co się dzieje, stanowi egzystencjalne zagrożenie dla ludności palestyńskiej i jest świadomym działaniem państwa żydowskiego zmierzającym do aneksji całego Zachodniego Brzegu – mówi w wywiadzie dla CNN Husam Zomlot, palestyński ambasador w Wielkiej Brytanii. Takie też opinie przeważają w międzynarodowych mediach. W samym Izraelu nie brak głosów oburzenia. Izraelska organizacja praw człowieka B’Tselem oskarżyła rząd o umożliwianie przemocy ze strony osadników „w ramach strategii utrwalania przejęcia ziem palestyńskich”. Ataki skłoniły byłego premiera Ehuda Olmerta do wezwania Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) do interwencji, aby „uratować Palestyńczyków i nas (Izraelczyków – przyp. red.)” przed przemocą osadników wspieranych przez państwo przy współudziale policji i wojska. Nie robi to żadnego wrażenia na osadnikach.

– Nikt nie ma wątpliwości, że państwo Izrael dąży do rozszerzenia kontroli – mówi „Rzeczpospolitej” Icchak Klein z prawicowego think tanku Kohelet Policy Forum. Jego zdaniem działania osadników stanowią poważny problem dla państwa żydowskiego.

Wojna z Hezbollahem i widmo destabilizacji Libanu

Równocześnie trwają przygotowania do pełnoskalowej inwazji na południe Libanu, na kilkadziesiąt kilometrów w głąb kraju. Zaangażowanych jest tam pięć dywizji, czyli ponad 80 tys. żołnierzy. Jest to odpowiedź na rakietowe ataki Hezbollahu, który zerwał 15-miesięczny rozejm z Izraelem po śmierci irańskiego Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego, rozpoczynając ostrzał północnego Izraela. W wyniku intensywnych ataków lotniczych Izraela Hezbollah został militarnie osłabiony, lecz zachowuje nadal zdolność ostrzału rakietowego. Libańskie władze starają się temu zapobiec, uznając działalność Hezbollahu za karygodne narażanie na szwank suwerenności państwa.

Czytaj więcej

Izrael użył białego fosforu przeciw cywilom? Poważne oskarżenie Human Rights Watch

Libańska armia próbuje więc rozbrajać bojowników Hezbollahu, jednak bez większych rezultatów. Poważna konfrontacja zbrojna grozi wybuchem wojny domowej w Libanie, czego wszyscy pragną uniknąć. Hezbollah ma nadal pod bronią co najmniej kilkanaście tysięcy bojowników i spore zapasy rakiet. Jest to patowa sytuacja, którą Izrael ma nadzieję rozwiązać okupacją znacznej części kraju. Tak już było kilka razy, począwszy od lat 80. ubiegłego wieku, i zawsze kończyło się odrodzeniem potęgi szyickiego Hezbollahu jako zbrojnego ramienia reżimu w Iranie, gotowego w każdej chwili do ataku na państwo żydowskie. Wszystko zależy więc od wyniku wojny Izraela i USA z Iranem.

Nowa strategia Izraela

– W obecnej sytuacji Izrael zmienił taktykę i niszczy osiedla i miasta na południu, tak aby obszar ten był niezdolny do zamieszkania – mówi z Bejrutu „Rzeczpospolitej” Nadim Shehadi, były ekspert Chatham House. Uchodźcy nie będą mieli więc dokąd wrócić po wojnie, tak jak i Hezbollah, co – zdaniem Shehadiego – jest katastrofą społeczną i polityczną w Libanie.

Czytaj więcej

Największe zagrożenie dla globalnej gospodarki zaczyna płynąć z USA

Z południa kraju uciekło już ponad milion mieszkańców. – Wielu z nich koczuje na chodnikach i skwerach Bejrutu. W bezpiecznych rejonach miasta dołączają do nich także uchodźcy z południowej dzielnicy Dahija, zamieszkałej przez szyitów i będącej pod kontrolą Hezbollahu. To zasadniczo stamtąd dochodzą raz po raz echa eksplozji izraelskich bomb – mówi „Rzeczpospolitej” pragnąca zachować anonimowość dziennikarka ze społeczności maronickiej. Dla niej, jak i dla większości nieszyickiej ludności Libanu, także sunnitów, Hezbollah to terroryści będący przyczyną katastrofy państwa libańskiego.