Milion Palestyńczyków szturmujących granicę z Egiptem. Czy to cel Izraela?

Premier Beniamin Netanjahu za wszelką cenę chce wysłać armię do pełnego uchodźców Rafah na południu Strefy Gazy. Na włosku zawisło porozumienie Izraela z Egiptem. Nie ma ważniejszego w regionie.

Publikacja: 12.02.2024 07:49

Beniamin Netanjahu uważa, że do całkowitego pokonania terrorystów z Hamasu potrzebna jest likwidacja

Beniamin Netanjahu uważa, że do całkowitego pokonania terrorystów z Hamasu potrzebna jest likwidacja jego batalionów, ukrywających się w Rafah.

Foto: GIL COHEN-MAGEN / POOL / AFP

Konsekwencje operacji militarnej w Rafah mogą być tak poważne, że w przekonywanie izraelskiego premiera do rozwagi zaangażował się Joe Biden, prezydent USA, najważniejszego sojusznika Izraela. Beniamin Netanjahu jest jednak zdeterminowany. Uważa, że do całkowitego pokonania terrorystów z Hamasu potrzebna jest likwidacja jego batalionów, ukrywających się w Rafah. Ma ich tam być cztery, czyli większość z tych, które jeszcze istnieją. Kilka dni temu Izraelczycy podawali bowiem, że zlikwidowali 17 z 24 batalionów Hamasu.

W mieście Rafah, leżącym na południowym krańcu malutkiej Strefy Gazy, jest teraz około 1,4 miliona Palestyńczyków. Cztery piąte z nich trafiło tam w ciągu ostatnich czterech miesięcy — to uciekinierzy z północnych regionów, do których wcześniej wkroczyły wojska izraelskie.

Czytaj więcej

Waszyngton nalega na rozejm w Gazie, Izrael odrzuca warunki Hamasu

Netanjahu zapewnia, że poda setkom tysięcy cywilów, gdzie mają się schronić. Optymizm nie udziela się jednak państwom arabskim (nie tylko zresztą im), w szczególności Egiptowi, na którego granicy leży Rafah.

Izraelscy zwolennicy „transferu” Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Czy tylko dobrowolnego?

Egipcjanie od początku trwającej cztery miesiące wojny się obawiali, że ukrytym celem Izraela — poza jawnymi: uwolnieniem izraelskich zakładników oraz likwidacją Hamasu — jest wysiedlenie Palestyńczyków ze Strefy Gazy na ich terytorium. Potwierdzały to pojawiające się już w październiku i listopadzie wypowiedzi radykalnych polityków i wojskowych izraelskich.

Wojna w Strefie Gazy

Wojna w Strefie Gazy

PAP

Potem okazało się, że idea „transferu” — jak się to eufemistycznie określa —  Palestyńczyków na egipski Synaj, a może częściowo i dalej do państw zachodnich, przyświeca wielu ministrom rządu Netanjahu, w tym z jego partii. Jest też połączona z pomysłem powrotu osadników żydowskich do Strefy Gazy (byli tam do 2005 roku). Sam Netanjahu zapewnia, że jest przeciw „transferowi” i przeciw powrotowi osadników.

Ewakuacja mieszkańców z Rafah w południowej części Strefy Gazy.

Ewakuacja mieszkańców z Rafah w południowej części Strefy Gazy.

Foto: EPA/MOHAMMED SABER

Pod koniec stycznia na radosnej i roztańczonej konferencji poświęconej powrotowi do Gusz Katif (tak nazywały się żydowskie osiedla w Strefie) ministrowie mówili, że chodzi o „transfer” dla chętnych. Choć jeden minister, Szlomo Karhi, akurat z partii premiera, uznał, że może trzeba będzie palestyńskich cywilów jednak zmusić do emigracji.

Egipt mówi o „straszliwych konsekwencjach” planowanej izraelskiej operacji w Rafah

Palestyńczyków stłoczonych przy granicy, w Rafah, może do tego zmusić zapowiadana izraelska operacja wojskowa. Wizja forsowania granicy z Egiptem przez milion ludzi budzi przerażenie nie tylko w Kairze.

Jak pierwsza napisała o tym amerykańska agencja AP, a potem także media arabskie, Egipt zagroził w niedzielę Izraelowi zawieszeniem porozumień z 1978 roku. Groźbę wyrażono anonimowo. Już całkiem oficjalnie egipski MSZ mówił o „straszliwych konsekwencjach” planowanej operacji wojskowej w Rafah i podkreślił, że byłaby ona wcielaniem w życie polityki „przesiedlania Palestyńczyków”, czyli łamaniem prawa międzynarodowego.

Nie jest jasne, czym miałoby być zawieszenie porozumienia pokojowego, ale brzmi to jak zapowiedź rewolucji dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie, mającej zapewne także wpływ na możliwości negocjowania Izraela z wrogami — pośrednictwem tradycyjnie zajmuje się Egipt, ostatnio wraz z Katarem.

Arabia Saudyjska postawiła warunki normalizacji stosunków z Izraelem. Nie do przyjęcia przez Netanjahu

Dzięki zawartemu w 1978 roku w amerykańskim Camp David porozumieniu Egipt zawarł pokój z Izraelem, a w 1980 roku nawiązał z nim normalne stosunki, jako pierwsze państwo arabskie (na dodatek najludniejsze i wpływowe). Cztery lata później doszło do podobnego porozumienia Izraela z drugim, Jordanią. Na następne trzeba było czekać do 2020 roku, gdy doszło do normalizacji ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem i Marokiem.

Szykował się do tego i najważniejszy kraj arabski - Arabia Saudyjska. Wielki atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7 października i izraelski odwet powstrzymały pracę nad porozumieniem, ale przez wiele tygodni wydawało się, że jest ono kwestią czasu. Jednak wraz z rosnącą liczbą ofiar cywilnych w Strefie Gazy Saudyjczycy zaczęli zapominać o pokazanym im przez Izraelczyków filmach z bestialstwami Hamasu.

Czytaj więcej

Izrael uwolnił dwóch zakładników. I zbombardował Rafah, zginęło 67 osób

Kilka dni temu Rijad postawił twarde warunki normalizacji, potępiając przy okazji „izraelską agresję”, domagając się zakończenia wojny i wycofania izraelskich wojsk z Gazy. Są to warunki nie do spełnienia przez Netanjahu i jego skrajnie prawicowy rząd. Może nawet przez żaden izraelski rząd. Saudyjski MSZ ogłosił bowiem, że nawiązanie stosunków z Izraelem będzie możliwe dopiero wtedy, gdy w granicach z 1967 roku uznane zostanie państwo palestyńskie i — to  najmniej wyobrażalne — ze stolicą we wschodniej Jerozolimie.

Na wieść o planowanej operacji w Rafah Saudyjczycy zaostrzyli ton, izraelską agresję określając dodatkowo mianem „brutalnej”. I zagrozili jeszcze poważniejszymi konsekwencjami. Dotychczasowe oświadczenia, groźby, amerykańskie zaniepokojenie niewiele zmieniały w tej wojnie, nie miały wpływu na Izrael. Czy Netanjahu może liczyć, że widok miliona Palestyńczyków zmuszonych do forsowania granicy z Egiptem nie byłby przełomem?

Konsekwencje operacji militarnej w Rafah mogą być tak poważne, że w przekonywanie izraelskiego premiera do rozwagi zaangażował się Joe Biden, prezydent USA, najważniejszego sojusznika Izraela. Beniamin Netanjahu jest jednak zdeterminowany. Uważa, że do całkowitego pokonania terrorystów z Hamasu potrzebna jest likwidacja jego batalionów, ukrywających się w Rafah. Ma ich tam być cztery, czyli większość z tych, które jeszcze istnieją. Kilka dni temu Izraelczycy podawali bowiem, że zlikwidowali 17 z 24 batalionów Hamasu.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Konflikty zbrojne
„Gwarancje nie są warte papieru, na którym są spisane”. Apel w sprawie Ukrainy
Konflikty zbrojne
Zastrzelili ponad 100 osób czekających na pomoc. „To nie my, to ciężarówki”
Konflikty zbrojne
Emmanuel Macron mówił o wysłaniu wojsk na Ukrainę. Nie wszystkie kraje NATO odrzucają ten pomysł
Konflikty zbrojne
Think tank: Co czeka Naddniestrze? Rosja udzieli pomocy czy je anektuje?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2024 - trendy i wyzwania
Konflikty zbrojne
Rosjanka z USA ścigana za 50 dolarów nie wyjdzie z rosyjskiego aresztu
Konflikty zbrojne
Władimir Putin grozi użyciem broni atomowej w przypadku "interwencji przeciw Rosji"