Andrzej Łomanowski: A jeśli jutro będzie wojna Rosji z NATO?

Niemiecki „Bild” twierdzi, że już w przyszłym roku dojdzie do zbrojnego konfliktu sojuszu z Kremlem.

Publikacja: 15.01.2024 14:20

Ćwiczenia żołnierzy NATO na poligonie na Łotwie

Ćwiczenia żołnierzy NATO na poligonie na Łotwie

Foto: US DoD

Gazeta pisze, że otrzymała dane z niemieckich źródeł wojskowych, które miesiąc po miesiącu opisują zaostrzanie przez Rosję konfliktu z NATO aż do wybuchu wojny i zaangażowania sojuszniczych sił w obronę państw bałtyckich.

Głównie to ich bowiem – zgodnie z informacjami „Bilda” – będzie dotyczył konflikt. Pierwszym krokiem w nim miałoby być ogłoszenie już za miesiąc mobilizacji w Rosji, która objęłaby ok. 200 tys. osób.

Czytaj więcej

"Bild": Niemiecka armia przygotowuje się na możliwą wojnę z Rosją

Wydaje się to jednak trochę nieprawdopodobne. Wszystko, co dotychczas robił Kreml, to unikanie mobilizacji przed wyborami prezydenckimi w Rosji, a te odbędą się dopiero w marcu. Putin i jego otoczenie boją się bowiem jej wpływu na życie polityczne, a przede wszystkim na wynik wyborów. Mimo wszystko mobilizacja wydaje się nieuchronna, tyle że miesiąc później, niż przewidują to Niemcy.

Najpierw trzeba pokonać Ukraińców

Dalej scenariusz opublikowany przez „Bilda” przewiduje rozpoczęcie przez Rosję ofensywy wiosną i pokonanie ukraińskiej armii do czerwca – głównie ze względu na zbyt słabe wsparcie jej przez Zachód. Gazeta nie pisze jednak, co według niej oznacza „pokonanie”. Sądząc z dalszego przebiegu opisywanych wypadków, musiałaby to być całkowita klęska i zniszczenie wszystkich sił zbrojnych Ukrainy, połączone z zajęciem najważniejszych miast kraju (Charkowa, Dnipro, a przede wszystkim Kijowa).

Znów – nie wydaje się to prawdopodobne, a na pewno nie w tak krótkim czasie.

Powtórka z Donbasu w państwach bałtyckich

Ale to wszystko to dopiero wstęp do właściwego niemieckiego scenariusza. Przewiduje on, że po pokonaniu Ukraińców zaczną się niepokoje i rozruchy etniczne na terenie państw bałtyckich. Wydaje się, że bardziej chodzi o Estonię i Łotwę niż Litwę. Na terenie tych dwóch pierwszych mieszkają zwarte skupiska ludności rosyjskojęzycznej, gdy tymczasem największą mniejszością na Litwie są Polacy. Mamy nadzieję – przynajmniej w Polsce – że Kremlowi nie uda się wykorzystać naszych rodaków w agresji.

„Skryta, a potem coraz bardziej jawna agresja” na państwa bałtyckie miałaby się zacząć już latem obecnego roku, w lipcu. Według Bilda przybrałaby ona formę hybrydowej agresji, którą Rosja przećwiczyła od 2014 roku we wschodniej Ukrainie. Ale po raz kolejny – nie wydaje się możliwe doprowadzenie sytuacji na Łotwie czy Estonii do takiego wrzenia, by przysłani z Rosji oficerowie służb specjalnych (oraz tzw. ochotnicy) mogli tworzyć na miejscu oddziały zbrojne.  

W 2014 roku, po rewolucji, nastąpił w Ukrainie rozkład aparatu państwowego (i bez tego niezbyt silnego i profesjonalnego), co umożliwiło Rosji dość bezkarną agresję, przynajmniej początkowo. Tymczasem państwa bałtyckie nie tylko nie okazują oznak dezintegracji, ale też są coraz lepiej przygotowane na różne pomysły swojego wschodniego sąsiada. Wszystkie budują zapory na wschodnich granicach, a na ich terenie stacjonują oddziały innych państw NATO.

Czytaj więcej

Kreml o publikacji o możliwym ataku Rosji na przesmyk suwalski: Bez komentarza

 – Chciałbym przypomnieć, że Łotwa wznowiła pobór do wojska. Zaczął się proces szkolenia rezerwistów – mówił na przykład niedawno łotewski prezydent Edgars Rinkevics.

Transporty do Królewca

Scenariusz opublikowany przez „Bilda” przewiduje, że do jesieni obecnego roku dojdzie już do takiej eskalacji, że Rosja w październiku wyśle do obwodu królewieckiego dodatkowe oddziały wojska i pociski średniego zasięgu.

Ale z wcześniejszych opracowań dowództwa NATO wiemy, że sojusz ocenia zdolności obronne obwodu odciętego od Rosji na mniej więcej tydzień, po którym to czasie zostałby zajęty przez sojuszników. Scenariusz niemieckiej gazety przewiduje, że Rosjanie przed wysłaniem posiłków rozpoczęliby duże manewry na Białorusi („Zachód 2024”) i tam zgromadzone wojska użyte zostałyby do odblokowania Królewca.

Amerykańskie bezkrólewie i wojna nad Bałtykiem

Ale dopiero w następnym roku, w maju 2025 roku. Okres bezkrólewia w USA przed i tuż po wyborach prezydenckich Kreml wykorzystałby do zaostrzania konfliktu: od zamieszek po prowokacje na granicach. Co miałoby doprowadzić już w styczniu do zwołania Rady NATO na wniosek Polski i państw bałtyckich. W marcu zaś Rosja miałaby po raz kolejny wzmocnić swój królewiecki garnizon i siły na Białorusi.

To ostatnie byłoby dość proste, ponieważ pod pozorem wspólnych ćwiczeń Łukaszenko bez przerwy przedłuża obecnie pobyt rosyjskich wojsk w swoich włościach.

Niezrozumiałe jest jednak, dlaczego ewentualny rosyjski atak miałby nastąpić z takim opóźnieniem, aż pół roku po amerykańskich wyborach. Być może Berlin sądzi, że Moskwa stawia na pewną wygraną Donalda Trumpa, a ten po dojściu do władzy zacznie od gróźb opuszczenie NATO przez USA, co wprowadziłoby nieuchronny chaos w sojuszu.

Skąd NATO weźmie żołnierzy

Przy takim scenariuszu dziwny jest jednak jego następny opisany etap, czyli przysłanie w rejon konfliktu 300 tys. natowskich żołnierzy (z czego jedną dziesiątą stanowiliby Niemcy). Jeśli USA zaczną rozluźniać związki z sojuszem, to skąd NATO weźmie taką ilość wojska? Z Francji, Portugalii, Grecji? Nawet jeśli przyjąć, że 100 tys. polskich żołnierzy ruszy na północ, na Litwę, to rachunki i tak się nie zgadzają. A przecież po ewentualnym pobiciu armii ukraińskiej musielibyśmy znacznie wzmocnić obronę całej wschodniej granicy.

Czytaj więcej

Sojusznik Putina: Po zwycięstwie nad Ukrainą Polska będzie następna

Jeśli zaś zakładamy, że Waszyngton pozostanie wierny sojuszowi, to nie wydaje się możliwy rosyjski atak, bo amerykańskie wojska znacznie wcześniej zaczną zwiększać swą liczebność w zagrożonym rejonie.

Korytarz donikąd

Przy czym rejon ten (czyli „korytarz suwalski”, nazwany tak przez kremlowskich urzędników w 1995 roku) na terenie Polski niezbyt nadaje się do prowadzenia ofensywy ze wschodu, przecinają go bowiem z północy na południe liczne jeziora, które skutecznie powstrzymają atakujących.

Jak się wydaje, rosyjska armia przewiduje (i to od dość dawna) ewentualne uderzenie dalej na północ, przez teren Litwy, wzdłuż Niemna, gdzie naturalnych przeszkód jest znacznie mniej. Możliwe nawet, że północnym brzegiem rzeki, by odgrodzić się w ten sposób od naszej armii i wspierających ją sojuszniczych oddziałów. W ten sposób też politycznie ewentualny konflikt zbrojny zostałby ograniczony do terenu państw bałtyckich, nie wciągając w to bezpośrednio Polski.

Najważniejsze państwo tej wojny, czyli Szwecja

Warunkiem jednak koniecznym dla Rosji jest utrzymanie do czasu jego wybuchu Szwecji poza strukturami NATO. Tam bowiem (głównie na szwedzkich wyspach, ale nie tylko) byłoby główne zaplecze wojskowe państw bałtyckich: wsparcie powietrzne i transporty z zaopatrzeniem. Ciekawe zatem, czy węgierski premier Viktor Orban będzie nadal torpedował przyjęcie Sztokholmu do sojuszu.

Czytaj więcej

Szwedzki minister ostrzega przed możliwą wojną z Rosją

By trochę uspokoić atmosferę, należy zauważyć, że wszystko, co „Bild” opisał, jest scenariuszem natowskich tegorocznych ćwiczeń w regionie bałtyckim. – Rozważanie różnych scenariuszy, nawet tych najmniej prawdopodobnych, jest częścią wojskowej rutyny – miał powiedzieć gazecie jeden z niemieckich dowódców.

Gazeta pisze, że otrzymała dane z niemieckich źródeł wojskowych, które miesiąc po miesiącu opisują zaostrzanie przez Rosję konfliktu z NATO aż do wybuchu wojny i zaangażowania sojuszniczych sił w obronę państw bałtyckich.

Głównie to ich bowiem – zgodnie z informacjami „Bilda” – będzie dotyczył konflikt. Pierwszym krokiem w nim miałoby być ogłoszenie już za miesiąc mobilizacji w Rosji, która objęłaby ok. 200 tys. osób.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Siergiej Ławrow straszy wojną atomową. W tle pomoc USA dla Ukrainy
Konflikty zbrojne
Baza USA w Syrii ostrzelana z terytorium Iraku
Konflikty zbrojne
Ukraiński ekspert o pomocy USA: Straciliśmy blisko pół roku. Liczy się każdy dzień
Konflikty zbrojne
Ponad 60 miliardów dolarów pomocy USA dla Ukrainy. Dlaczego Mike Johnson wykonał zwrot o 180 stopni
Konflikty zbrojne
Po izraelskiej akcji odwetowej. Iran: Nic wielkiego się nie wydarzyło. Izrael symptomatycznie milczy