Tuż przed wybuchem wojny Kijów był trzymilionową metropolią. Gdy do miasta zbliżało się wojsko rosyjskie, wielu mieszkańców – może milion, może dwa – wyjechało. Gdy z końcem marca oblężenie ustało, wielu z nich wróciło, ale nie wszyscy. W mieście wciąż nie widać tłumów ludzi, na ulicach nie ma samochodowych korków, a wiele sklepów i restauracji wciąż nie działa. Jednak życie powoli tu wraca.
Na słynnym Majdanie Niezależnosti kwitną tulipany. To ulubione miejsce Kijowian wygląda jednak nieco inaczej, niż przed wojną…
… bo w czasie oblężenia miasta na Majdanie, a także w wielu innych strategicznych miejscach miasta, postawiono tzw. blokposty, czyli prowizoryczne stanowiska obronne z bloków betonowych i worków z piaskiem. W wielu miejscach pojawiły się też stalowe zapory, tzw. krzyżaki. Zazwyczaj stały przy nich patrole wojskowe albo policyjne. Dziś mundurowi wartownicy stoją tylko przy niektórych z nich.
Przy blokpostach na głównych ulicach kierowcy wciąż muszą zwalniać dla kontroli dokumentów. Obowiązuje ich tam czteropunktowa instrukcja: 1. Wyłączyć światła przednie, 2. Włączyć światła awaryjne, 3. Zapalić światło w kabinie, 4. Przygotować dokumenty.
Wojenne umocnienia stały się częścią krajobrazu miasta. I choć go nie upiększają, to kijowianie nauczyli się z nimi żyć.
Worki z piaskiem chronią przed bombardowaniami wiele kijowskich budowli i pomników, upodabniając je nieco do piramid egipskich. Tu zasłonięty pomnik księżnej Olgi, która władała Rusią Kijowską w X wieku. Obok, też zasłonięte, figury świętych Cyryla i Metodego oraz apostoła Andrzeja.
O wojnie przypomina też transporter opancerzony, stojący pośrodku ulicy Wasylkiwskiej. Gdy dobrze mu się przyjrzeć, widać, że to eksponat muzealny, z zaspawaną lufą. Stoi tu raczej na postrach, niż dla realnej walki.
W
czasie wojny artykułem pierwszej potrzeby dla armii staja się siatki maskujące.
Wiesza się je na niektórych blokpostach
oraz na stanowiskach bojowych na froncie. Tu, w jednej z kijowskich szkół trwa
ręczna produkcja takich siatek – z sieci rybackich i kawałków tkaniny.
Wojna wojną, ale gdy nastała prawosławna Wielkanoc, wierni jak zwykle przynieśli pokarmy (i nierzadko napoje) do święcenia. „Christos woskres. Chrystus zmartwychwstał” – woła kapłan, kropiąc je święconą wodą. „Woistinno woskres. Zaiste, zmartwychwstał!” – odpowiadają wierni.
Prawosławny ksiądz Georgij Jankowski jest kapelanem batalionu „Ajdar”, który właśnie walczy pod Charkowem. Przyznaje, że miał Polaków wśród przodków. Teraz przyjechał do Kijowa, by świętować Wielkanoc w jednej z najstarszych cerkwi w mieście – w soborze św. Michała. Na sutannę narzucił polowy mundur swojej jednostki.
W wielu strategicznych miejscach Kijowa widać uzbrojonych w długą broń policjantów i żołnierzy. Takim miejscem jest oczywiście metro. Nie da się tam wejść bez wylegitymowania przez mundurowych z kałasznikowami i innymi karabinami.
W czasie wojny pociągi kijowskiego metra jeżdżą co kilkanaście minut zamiast – jak przed wojną – co minutę. Za to cała komunikacja miejska jest za darmo. W czasie oblężenia mieszkańcy miasta całe dnie i noce spędzali na stacjach umieszczonych głęboko pod ziemią. Dziś na niektórych z nich wciąż mieszkają bezdomni.
Stację metra „Chreszczatik” przy głównej ulicy miasta uznano za obiekt tak ważny, że wyłączono ją z użytku. Pociągi się tu nie zatrzymują, a stacja służy tylko jako schron. Oczywiście obłożono ja workami z piaskiem. A ponieważ takie worki estetyką nie grzeszą, miejscowy artysta domalował na nich dla ozdoby rosyjski okręt wojenny. Dopisał też znane hasło, sugerujące co ten okręt ma zrobić.
Słynne, acz niezbyt eleganckie słowa skierowane do rosyjskich marynarzy w pierwszym dniu wojny bywają tu adresowane do wszystkiego, co się kojarzy z Rosją. Także w świecie finansów. Kantory na Ukrainie nie handlują rublami. W tym, przy ulicy Wołodymirskiej, zamiast kursu rosyjskiej waluty wypisano słowa „na ch…”. Za to polska waluta jest tu jak najbardziej pożądana, po około siedem hrywien za złotego.
Przyjaźń ukraińsko-rosyjska przeszła do historii. Podobnie jak pomnik tej przyjaźni, ustawiony w latach 50. Przedstawiał dwóch muskularnych mężczyzn, symbolizujących Rosjanina i Ukraińca.
Pomnikowa przyjaźń skończyła się 26 kwietnia 2022 r., gdy rzeźby rozmontowano. Obok pozostała grupa rzeźb przedstawiających wybitne postacie z ukraińskiej historii, a powyżej – arka podświetlana na kolory tęczy. Nie rozebrano też postumentu po socrealistycznych rzeźbach. Może władze miasta znają aforyzm Stanisława Jerzego Leca: „Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać”.
Choć nieprzyjacielskie wojska się oddaliły od stolicy, to wciąż rażą ją pociskami. Celem jednego z ataków był zakład przemysłowy przy ulicy Tatarskiej. Jedna rakieta rzeczywiście trafiła w fabrykę, a druga chybiła. Niestety, spadła na budynek mieszkalny po drugiej stronie ulicy, niszcząc kilka pięter. Zginęła mieszkająca tam ukraińska dziennikarka Wira Hyrycz.
Według mieszkańców ostrzelanego domu, ten zniszczony samochód należał do Wiry Hyrycz.
Siła wybuchów w fabryce była tak duża, ze w sąsiednich budynkach wypadło wiele szyb.
Prawdziwa wojna trwa daleko stąd. Kijów dziękuje obrońcom Mariupola za ich czyny, które ratują Ukrainę.
Młodzi kijowianie nie tracą wiary w lepsza przyszłość i pędzą na jej spotkanie po Chreszczatiku, głównej ulicy miasta.
Karabin kojarzy się z wojną, kwiaty – z pokojem. Tu mamy jedno i drugie, podobnie jak w powieści „Wojna i Pokój”. Napisał ją Lew Tołstoj, patron placu, na którym spotkałem tę radosną parę. Nazwa tego placu może ulec zmianie na fali walki z wszystkim, co rosyjskie.