Światowej sławy reżyserka mówiła o konsekwencjach rozpętanej przez Rosjan wojny z Ukrainą  w środowisku twórców filmowych.

Duży żal ma do organizatorów gali wręczenia Oscarów, gdzie mimo zapowiedzi bardzo niewiele było proukraińskich gestów. Jej zdaniem było to "oburzające i haniebne", a spowodowane tym, że organizatorzy boją się odpływu i tak wciąż malejącej widowni.

Mówiąc o antyrosyjskich zachowaniach, coraz częściej spotykanych w społeczeństwach Zachodu, Holland stwierdziła, że nie jest zwolenniczką usunięcia dorobku wielkich rosyjskich twórców z dziedzictwa kultury światowej. Optuje raczej za bojkotem proputinowskich twórców i o taki krok zabiega w Europejskiej Akademii Filmowej, której jest przewodniczącą.

- Udało mi się do tego przekonać zarząd Europejskiej Akademii Filmowej i podjęliśmy taką decyzję. Wszystkich członków nie uda się przekonać. Są bardzo podzielone opinie. Uważa się, że kultura jest mostem nawet w najgorszych czasach - mówiła reżyserka.

Agnieszka Holland jest zdania, że prezydent Rosji stawia sobie podobne cele, ale "w przeciwieństwie do Stalina mówi to otwartym tekstem". Dodała, że milionom Rosjan pierze się mózgi już od bardzo dawna.

- Potworny kompleks wyższości i niższości jednocześnie, czyni ich podatnymi na tego typu propagandę. Dla nich to rekompensata za nędzę, w której żyją - mówiła.  - Trzeba zniszczyć cały naród, a kogo się nie zniszczy zreedukować – to straszne teksty, pisane albo mówione przez ideologów kremlowskich. Jeśli wsłuchamy się w to, to zobaczymy, że to swoisty Mein Kampf.