Czy to pytanie ma dziś sens? Jak najbardziej. Bo powrót Tuska do kraju to najgroźniejsza z politycznych perspektyw dla rządów PiS. Do niedawna w kręgach ludzi władzy (tych głupszych), głównie sobie z Tuska żartowano. Był brukselskim dezerterem, wodzem bez armii, politykiem wypalonym. Mądrzejsi jednak wiedzieli, że to bzdury. Tusk nie skompromitował się w Brukseli. Nabrał siły, pewności i politycznego znaczenia. Jest rozpoznawalny, wpływowy i choć przez sam fakt, że o dowolnej porze dnia i nocy może zadzwonić do każdego polityka na świecie nie ma dziś po stronie opozycyjnej konkurenta. Jest na dodatek niekwestionowanym autorytetem w kręgach antypisowskich i w świetnej formie, co potwierdza w kolejnych swoich wystąpieniach. Jest więc kogo się bać. Czy jednak zdecyduje się na powrót do czynnej polityki w kraju?