Wydawało się, że przez ponad ćwierć wieku władzy Aleksandra Łukaszenki przywykliśmy do jego niekonwencjonalnych działań i wypowiedzi. Tajna inauguracja prezydentury to jednak zaskoczenie. Tak jak wszystko, czym zaskakiwał wcześniej, ma taki sam cel: utrzymać się u władzy, nie bacząc na nic, a zwłaszcza na wolę Białorusinów.
Zakładanie sobie w ukryciu korony na głowę, korony, która się nie należy, to logiczne następstwo totalnych fałszerstw wyborczych i represji wobec domagających się wolności – z torturowaniem i mordowaniem włącznie. Dyktator zdecydował się na ruch przeczący wizerunkowi silnego człowieka, którym chciałby się cieszyć w oczach Białorusinów. Bo przecież potajemnie działają tchórze i oszuści, a nie zbawcy narodu. Ale on nie dba już o wizerunek, ponieważ jako jeden z nielicznych zna wyniki wyborów, wie, że społeczeństwa już jego wizerunek nie obchodzi, ale jedynie odsunięcie go od władzy.