Janusz Kowalski, były wiceminister aktywów państwowych oraz rolnictwa w rządzie Mateusza Morawieckiego, publikujący w serwisie X zdjęcie Donalda Tuska z koszulką Lechii Gdańsk, na której widać logo Zondacrypto jako dowód na to, że „afera Zondacrypto to afera Tuska” jest świetnym przykładem infantylizacji polskiej polityki. Równie dobrze można byłoby bowiem wrzucić zdjęcie dowolnego kibica Lechii Gdańsk z pierwszym obywatelem RP, Karolem Nawrockim na czele i oskarżyć go, że dopingując drużynę grającą w koszulkach z logo giełdy kryptowalut, której nazwę w ostatnim czasie poznała cała Polska, przyłożył rękę do tej samej afery. Że byłoby to bez sensu? Nie bardziej niż łączenie Donalda Tuska z aferą Zondacrypto z powodu jego spotkania z młodymi piłkarzami Lechii.
Afera Zondacrypto: Licytacja na to, kto jest winny
Niestety obserwując polską scenę polityczną, można mieć poważną obawę, że sprawa Zondacrypto będzie rozgrywana właśnie w ten sposób. Przez kilka tygodni będziemy obserwować licytację na to, czy winny całej sprawie jest Karol Nawrocki, który dwa razy zawetował ustawę regulującą rynek kryptowalut. A może prezes PKOl Radosław Piesiewicz, bliski znajomy Jacka Sasina, który uwiarygodniał Zondacrypto czyniąc z giełdy sponsora polskich olimpijczyków i wplątując w całą sprawę naszych medalistów olimpijskich. A może jednak obecny rząd, który od 2023 roku przyglądał się podejrzanej giełdzie, ba – jak wynika ze słów Donalda Tuska – miał wiedzę o tym, że za biznesowym przedsięwzięciem zaginionego w tajemniczych okolicznościach Sylwestra Suszka i Przemysława Krala stoją być może nawet rosyjskie służby, a mimo to aż do teraz Zondacrypto działała na polskim rynku nabierając kolejnych klientów. Zabawa w „łapaj złodzieja” będzie trwała w najlepsze, bo przecież w polityce nie ma nic ważniejszego niż ugranie dwóch punktów procentowych poparcia, zwłaszcza jeśli przy okazji można urwać te punkty śmiertelnemu wrogowi.
Czytaj więcej
Afera Zondacrypto rozpala Polskę, ale odsłania tylko fragment problemu kryptowalut.
Afera Zondacrypto: Co zrobił rząd PiS, co zrobił rząd Donalda Tuska?
Tymczasem prawda jest taka, że winni są tu wszyscy – Zondacrypto czy wcześniej BitBay nie pojawiły się w polskiej przestrzeni publicznej wczoraj, czy nawet przedwczoraj. Jak opisujemy w „Rzeczpospolitej” podejrzane ruchy związane z przejmowaniem udziału w spółce BitBay przez tajemnicze firmy z Zjednoczonych Emiratów Arabskich , odbywały się w czasie, gdy polską rządził nie Donald Tusk, lecz Mateusz Morawiecki, a więc w czasie, gdy polskie państwo wstawało z kolan i, jak słyszeliśmy na każdym kroku, działało tak jak powinno. Jeśli więc to było wszystko, na co nas stać, to na miejscu Janusza Kowalskiego dyskretnie bym jednak milczał, bo jego rząd zrobił w sprawie BitBay/Zondacrypto równie niewiele, jak obecny.
Ale i obecny rząd nie ma się specjalnie czym chwalić – bo rozkładanie rąk i zrzucanie winy na poprzedników, gdy od ponad dwóch i pół roku sprawuje się władzę, to jednak przyznanie się do daleko idącej bezradności. Oto – znów odwołajmy się do słów polskiego premiera – finansowana podejrzanymi pieniędzmi, być może pochodzącymi z Rosji firma działa sobie na polskim rynku jak gdyby nigdy nic, ba – ma wypłacać nagrody polskim olimpijczykom – a rządzący ograniczają się do oburzenia i załamywania rąk? Niejeden przeciwnik obecnej koalicji zauważy z przekąsem, że równie dobrze można to robić siedząc w ławach opozycji. I będzie miał rację.
Od polityków nie powinniśmy dziś słyszeć licytacji na to, kto jest winny. Wszyscy są. Teraz czekamy na odpowiedź, co polskie państwo zrobi, aby w przyszłości kolejny cwaniak nie tuczył się pieniędzmi Polaków.