– To są pieniądze związane z wielkimi piramidami finansowymi powiązanymi z rosyjskimi mafiami, z rosyjskimi służbami. W tym środowisku rozwijała się przez lata działalność tej firmy. Przypomnę rok 2022, tajemnicze zaginięcie prezesa, zmiany własnościowe, również różne relacje z zagranicznymi firmami powiązanymi z Rosją – tak enigmatycznie o giełdzie Zondacrypto mówił na konferencji prasowej w zeszły piątek minister Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych. Kontekst był szczególny – Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptoaktywów, mimo że największa obecnie kryptogiełda, oficjalnie prowadzona w Estonii przez Przemysława Krala, katowickiego adwokata, chwieje się w posadach.
Śledztwo w sprawie podejrzenia oszustwa na, według szacunków, 350 mln zł wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach. Premier Donald Tusk ujawnił, że środki finansowe z firmy Zondacrypto trafiały bezpośrednio do podmiotów i osób powiązanych z polską polityką, w tym do Instytutu Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobry i Fundacji Dobry Rząd Przemysława Wiplera z Konfederacji. – Zondacrypto była też sponsorem strategicznym konferencji CPAC w Rzeszowie, tuż przed wyborami prezydenckimi, służącej promocji Karola Nawrockiego – dodał premier.
Zondacrypto i podejrzane spółki w Dubaju. Rosyjski kontekst jest aż nadto czytelny
Żeby zrozumieć, co stoi za tą wielką aferą, musimy cofnąć się w czasie. Zondacrypto (lub Zonda) to kontynuatorka zarejestrowanej w 2014 r. w Katowicach spółki BitBay. Założył ją z kolegami z podwórka 27-letni Sylwester Suszek z Piekar Śląskich. W ciągu trzech lat Suszek zbudował największą giełdę kryptowalut, obracającą w szczytowym okresie nawet miliardem złotych miesięcznie od kilkuset tysięcy klientów. Sam Suszek zgromadził gigantyczny majątek.
Czytaj więcej
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował o wszczęciu postępowanie karne ws. giełdy Zondacrypto na podstawie artykułów Kodeksu karnego m...
Jak w 2017 r. pisała „GW” założyciel spółki BitBay chwalił się bliskim, że ma na swoim rachunku bitcoiny o wartości 35 mln euro. „Miał też wiele nieruchomości, domów i apartamentów, całą kolekcję luksusowych samochodów, a także helikopter” – czytamy w artykule „Gazety Wyborczej”.
Dziś minister Siemoniak zdradza, skąd wziął się tak nieprawdopodobny sukces „polskiego króla bitcoinów”. Mówi, że firma BitBay „według wszelkiego prawdopodobieństwa powstała w środowisku środków pochodzących od ludzi zajmujących się nielegalnym obrotem paliwami płynnymi i papierosami”. Chodzi o Mariana W., biznesmena branży paliwowej, oskarżonego właśnie o udział w międzynarodowej mafii paliwowej, która wystawiła 12 tys. fikcyjnych faktur, dzięki którym wyprowadzono 1,5 mld zł na zagraniczne rachunki bankowe.
Siemoniak elektryzuje opinię publiczną jeszcze jedną wypowiedzią na temat BitBay. – Gdy giełda tej firmy została wpisana na listę ostrzeżeń KNF w roku 2018, według naszych służb pojawili się wokół niej rosyjscy inwestorzy i rosyjskie ślady, działania rosyjskich służb. Tu pojawiły się pieniądze z zewnątrz, pieniądze, które uratowały działanie tej firmy i utorowały jej drogę do dalszych wielu lat działalności.
Koordynator służb nie ujawnia szczegółów i nazwisk. „Rzeczpospolita” postanowiła więc odtworzyć historię firmy na bazie dokumentów sądowych spółki. Sprawdziliśmy jej powiązania, na które mógł wskazywać Tomasz Siemoniak. Nasze ustalenia rzucają nowe światło na sprawę – kiedy na dobre zaczęły się kłopoty dzisiejszej Zondy i gdzie właściciele spółki przetransferowali swoje udziały. Opisujemy dubajski ślad króla kryptowalut i tzw. uśpione spółki o nieprzejrzystej strukturze „offshore”, często wykorzystywanej przez przestępców do prania pieniędzy poza zachodnim systemem bankowym. Dwie z nich zarejestrowano w Burdż Chalifa – najwyższym biurowcu świata.
Rosyjski kontekst jest aż nadto czytelny. Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) stały się głównym hubem dla „szarego” kapitału ze Wschodu. Co więcej, wszystkie trzy spółki powiązane z Zondacrypto utworzono z tzw. agentem typu nominee, a to forma lokowania brudnych pieniędzy, bardzo często wykorzystywana przez rosyjskich oligarchów do omijania sankcji nałożonych przez USA i Zachód. Jak mówią „Rzeczpospolitej” nasze źródła w służbach – to nie jest przypadek, że akurat tam i w taki sposób Suszek z kolegami postanowili ulokować swój majątek. Cofnijmy się jednak do początków firmy.
Początki Zondacrypto i BitBay. Legendy o ogromnych pieniądzach Sylwestra Suszka
Sylwester Suszek w 2014 r. kupuje gotową od 2010 r. spółkę zarejestrowaną w Warszawie o nazwie Radhovest. Zmienia jej nazwę na BitBay, a siedzibę na Katowice. I od razu uruchamia giełdę obracającą kryptowalutami. Wspólnikami są koledzy Suszka z Piekar Śląskich, z podwórka: Mateusz Bajer, Jacek Rogoż, Marek Knisz, a także jego ojciec Jerzy. Suszek na początku jest tylko prokurentem, prezesem zostanie dopiero w 2019 r. Wspólnicy podwyższają kapitał zakładowy do 100 tys. i dzielą udziały. BitBay zakłada nawet oddział spółki w Stoczku Łukowskim na Lubelszczyźnie.
Już w styczniu 2015 r. spółką interesuje się prokuratura, bo nie złożyła w terminie sprawozdań finansowych (chodziło o lata 2010-2014). Zresztą, jak wynika z akt KRS, nieskładanie sprawozdań finansowych na czas stanie się normą w przypadku tej spółki aż do chwili jej rozwiązania – co nastąpi w lutym 2026 r.
Czytaj więcej
Przemysław Kral, szef giełdy kryptowalut Zondacrypto, skierował do współpracowników pismo, które gruntownie zmienia dotychczasowe warunki zatrudnie...
Z dokumentów, które „Rzeczpospolita” widziała w katowickim sądzie gospodarczym, wynika, że wbrew legendom o ogromnych pieniądzach jej właścicieli, BitBay długo notował nie zyski, a straty. W 2015 r. wykazał stratę za 2014 r. – minus 116 tys. zł. Przychód: niespełna 60 tys. zł. Rok później spółka notuje stratę w wysokości 280 tys. zł. Przychody netto ze sprzedaży produktów wyniosły tylko 233 tys. zł. W 2016 r. spółka kończy z blisko 400 tys. straty (przychody netto ze sprzedaży – 604 tys. zł).
W listopadzie 2017 r. Sylwester Suszek składa oświadczenie, że spółka jest cudzoziemcem w rozumieniu ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców. Wtedy w jej akcjonariacie po raz pierwszy pojawia się spółka zarejestrowana w Dubaju – Arial Investment IN Commercial Enterprises LLC., która przejęła udziały Knisza. Potem pojawia się inna dubajska spółka – SkyBay. To początek największej hossy na rynku i gigantycznych obrotów BitBaya. W lutym 2018 r. sąd jednak odrzuca wniosek Suszka o zmiany w spółce, wskazując, że nie otrzymał umów zbycia i ma wątpliwości, czy są one prawdziwe. Spółka bezskutecznie się odwołuje, ale sąd jest nieugięty i wskazuje na wątpliwości, czy w ciągu zaledwie pięciu dni, „dodatkowo przedzielonych weekendem”, doszło do „skutecznego zawarcia co najmniej kilku umów zbycia udziałów pomiędzy aktualnymi wspólnikami oraz podmiotem wskazywanym jako nowy wspólnik”. Sąd stwierdza, że nie sposób ustalić, gdzie i czy w ogóle SkyBay funkcjonuje. Co więcej, w czerwcu pojawia się trzecia dubajska spółka – Central Bay. I w czerwcu 2018 r. właścicielami BitBaya są tylko trzej dubajscy wspólnicy: SkyBay, Arial i Central Bay; oraz nowa płocka spółka – IFEA.
BitBay w rękach dubajskich spółek z lokalnym figurantem. Za nimi stoją spółki zarejestrowane w Luksemburgu
Dzięki nieustępliwości sądu do akt trafiają dokumenty rejestrowe z ZEA – to tłumaczone z arabskiego i angielskiego wyciągi rejestrowe, tzw. licencja handlowa wykupiona na rok. Z nich dowiadujemy się, że spółka Arial została utworzona w maju 2017 r. (dyrektorem jest Stanisław Kwiecień), a SkyBay – w lutym 2017 r. Dyrektorem i współwłaścicielem tej drugiej jest Sylwester Suszek, a 51 proc. udziałów ma Ayesha Salem Ali Saeed Alshamsi, obywatel ZEA. Central Bay powstał w grudniu 2017 r. i należy do Mateusza Bajera oraz Jacka Rogoża, a więc wcześniejszych wspólników BitBaya. Także tu odnajdujemy większościowego udziałowca, którym znowu jest Ayesha Salem Ali Saeed Alshamsi. Kapitał każdej z nich wynosi 300 tys. dirhamów (ok. 300 tys. zł), a przedmiotem ich licencji jest inwestowanie w przedsiębiorstwa handlowe i zarządzanie.
Czytaj więcej
- Nawet kilka milionów dorosłych Polaków może mieć kryptowaluty - mówi dr Grzegorz Sobiecki, kierownik studiów „Blokchain: Biznes, Prawo, Technolog...
Saeed Alshamsi i Suszek to beneficjenci rzeczywiści BitBaya. Kim jest Alshamsi? To klasyczny sponsor lokalny (local sponsor), czyli figurant użyczający swojego obywatelstwa. Aż do zmian w prawie handlowym (weszły w życie na przełomie lat 2020 i 2021) obcokrajowiec nie mógł posiadać w Dubaju 100 proc. udziałów w spółce typu LLC. (Limited Liability Company). Według naszych źródeł w rzeczywistości Dubajczyk, chociaż wskazany w polskim KRS jako beneficjent rzeczywisty, nie miał nigdy żadnego dostępu do kont bankowych giełdy, nie podejmował decyzji biznesowych i nie czerpał zysków z działalności BitBaya.
Ustaliliśmy też, że za dubajskimi spółkami stoją spółki Suszka zarejestrowane w Luksemburgu, w tym jedna służąca do wielkich inwestycji w nieruchomości, a druga – do obrotów na giełdzie.
Kiedy zaczynają się kłopoty giełdy kryptowalut i Sylwestra Suszka?
BitBay pod koniec 2017 r. ma już w Polsce kłopoty, bo skala handlu kryptowalutami na nieuregulowanym rynku zwraca uwagę Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). W lutym 2018 r. KNF wpisuje spółkę na listę ostrzeżeń, dwa miesiące później rusza śledztwo prokuratury w Katowicach dotyczące przestępstwa nielegalnego świadczenia usług płatniczych – o dziwo zostanie ono jednak umorzone.
BitBay nie składa też sprawozdania finansowego za rok 2018. Pełnomocnik spółki Przemysław Wrzesiński we wniosku o przedłużenie terminu podaje kilka danych finansowych, m.in. że spółka zatrudnia 50 osób, suma aktywów bilansu wynosiła co najmniej 2,5 mln euro, a przychody netto – co najmniej 5 mln euro. W związku z tym spółka podlega obowiązkowemu badaniu, wykonuje je UHY ECA z Krakowa. Prokuratura ustala, że w oparciu o dane z bazy Poltax, przychód BitBaya w 2018 r. wyniósł 13 mln zł, a rok obrotowy zakończył stratą 3 mln zł.
Pod koniec listopada 2019 r. do spółki BitBay jako jej pełnomocnik wchodzi Przemysław Kral, katowicki adwokat. Ma on także oddział kancelarii w Londynie oraz Mediolanie. W aktach znajdujemy pełnomocnictwo Sylwestra Suszka – w imieniu spółki BitBay – do działania mec. Krala „we wszystkich instancjach sądowych i administracyjnych”. W listopadzie 2021 r. BitBay informuje klientów o rebrandingu – zmianie nazwy na Zonda (potem Zondacrypto). Kral reprezentuje także wszystkie dubajskie podmioty. Wnosi do sądu o przedłużenie terminu do złożenia sprawozdań finansowych.
Te jednak nigdy nie zostaną złożone. 10 marca 2022 r. Sylwester Suszek spotyka się ze swoim znajomym Marianem W. (a także jednym z klientów giełdy) w jego biurze w Czeladzi. Zostaje po nim auto oraz ślad z logowania telefonu. Sam Suszek ginie bez wieści. Śledztwo w tej sprawie prowadzi śląski wydział Prokuratury Krajowej. Do dziś nie ustalono, co się z nim stało.
Czytaj więcej
Prokuratura bada sprawę Zondacrypto. Kwota oszustwa, o jakiej mowa, przekroczyła 350 mln zł i stale rośnie - podobnie jak liczba pokrzywdzonych z c...
Suszka, podobnie jak jego majątku w Polsce, nie znajduje także komornik, który chce wyegzekwować 2 tys. zł grzywny nałożonej przez sąd za niezłożenie sprawozdania finansowego. Ostatnim dokumentem znalezionym przez nas w aktach KRS jest postanowienie sądu z 17 lutego tego roku o wykreśleniu spółki BitBay z rejestru bez postępowania likwidacyjnego – spółka nie posiada bowiem żadnego majątku.
To już koniec giełdy Zondacrypto. Prezes Przemysław Kral jest nieuchwytny
Gdzie są więc te miliony, z których tuż przed zaginięciem słynął Suszek? – Prawdziwa hossa rozpoczęła się w 2019 r. Suszek jako jedyny miał dostęp do depozytu środków klientów i wypłacał je, omijając tzw. blockchain. Formalnie mógł inwestować środki klientów, ale zakładamy, że kupował za to swoje samochody, nieruchomości w kraju i za granicą. Wspólnicy Suszka takiej możliwości nie mieli. Tylko on miał bowiem „kod dostępu” – mówi „Rzeczpospolitej” osoba znająca kulisy sprawy. Chodzi o tzw. klucze prywatne do portfela zawierającego ok. 4,5 tys. bitcoinów (BTC). Środki te, warte ponad 300 mln dol., od 2019 r. są nienaruszone. I niedostępne.
Kilka dni temu ujawnił ten fakt prezes Zondacrypto, mec. Kral. – Podjąłem decyzję o upublicznieniu adresu portfela zawierającego 4500 bitcoinów o wartości 330 milionów dolarów, by uciąć bezpodstawne oskarżenia o rzekome przywłaszczenie środków” – napisał w serwisie na X. W nagranym wideo mówił, że jeśli Suszek go ogląda, apeluje, „żeby przekazał klucze prywatne do tego adresu”. Zdradza, że kiedy Suszek miał mu przekazać klucze prywatne do tego adresu, „zamiast to zrobić – znika”. Kral podkreśla, że „najbardziej mu zależy na tym, żeby Sylwester się odnalazł”.
Zondacrypto działa nie w Polsce, a w Estonii – poprzez spółkę BB Estonia Trade OÜ. Należy do Divisio Holding AG, a ta do Przemysława Krala. „Rzeczpospolita” próbowała skontaktować się z katowickim mecenasem, niestety bezskutecznie – Kral jest nieuchwytny, nie odpowiedział na nasze pytania. We wtorek serwis Money.pl podał, że pożegnał się z pracownikami firmy i zwolnił ich z obowiązku świadczenia pracy. Portal ustalił też, że w siedzibie firmy niszczone są dokumenty.
Co się stało z Sylwestrem Suszkiem, królem bitcoinów?
Czy prokuratura wie już, co się stało z „królem bitcoinów”? – Przez kryptogiełdę Suszka przepuszczano ogromne pieniądze różnych przestępców, mafii, także nieuczciwych biznesmenów, celem ich zalegalizowania. On im musiał płacić za tzw. ochronę – mówi nam jedno z naszych źródeł. Reportaż „Superwizjera” TVN z 2020 r. wskazywał, że cichymi, faktycznymi wspólnikami Suszka byli ludzie z bogatą przeszłością kryminalną (m.in. Marek K. i Roman Ż.), skazani za współudział w morderstwie, sutenerstwo i wielomilionowe wyłudzenia podatku VAT.
Klucze prywatne do portfela krypto to klucz do skarbca pozwalający zarządzać środkami. To jednak długi, losowy ciąg znaków. – Ludzie, by nie zgubić klucza, czasem go sobie tatuują, umieszczają w pierścieniach, ale często ostatnie np. cztery cyfry zapamiętują. Jeśli klucz prywatny do ogromnej ilości bitcoinów miał tylko Suszek i do dziś ich nie wybrał, to proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, co mogło się stać i dlaczego – słyszymy.