Kłótnia o to, kto lepiej przysłużył się obronności Polski, sięga swymi korzeniami smutnych tradycji I Rzeczypospolitej, nie ma zaś żadnego praktycznego znaczenia. W tej dziedzinie liczą się tylko fakty. A one są takie, że polska obronność nigdy na przestrzeni całych wieków naszej historii nie zyskała tak wiele, w tak krótkim czasie, jak w ostatnich kilku latach. I zasługa w tym polityków zarówno z jednej, jak i drugiej strony politycznej barykady.

Wydatki na zbrojenia: Polska wypada bardzo dobrze na tle sojuszników

Według systematyki NATO, Polska wydała w 2025 r. na zbrojenia niecałe 44,4 mld dol.. To więcej niż wydały znacznie bogatsze od nas Włochy (ok. 35,5 mld) i niemal dwukrotnie więcej niż wydała uchodząca za militarne mocarstwo regionalne Turcja (ok. 26,4 mld). To także niemal dwie trzecie sumy, jaką na zbrojenia wydała posiadająca status mocarstwa nuklearnego Francja (ok. 68,9 mld) i połowa sumy, którą wydała borykająca się z problemami pobrexitowymi Wielka Brytania (ok. 92,8 mld).

Czytaj więcej

Rząd Donalda Tuska ujawnia listę spółek, do których trafią pieniądze z SAFE

Na tle tych państw Polska bynajmniej nie wypada na biednego kuzyna. Co prawda wydaliśmy raptem jedną trzecią tego, co Niemcy (ok. 120,7 mld), jednak jeśli odnieść poziom tych wydatków do liczby mieszkańców także i w relacji do Niemiec nie wypadamy wcale najgorzej. Nasze wydatki na mieszkańca są niższe od niemieckich czy brytyjskich raptem o niecałe 20 proc. Są też nieco wyższe niż we Francji. I dwukrotnie większe niż we Włoszech.

Jeśli wydatki te odnieść zaś do udziału w PKB, Polska na tle swoich zachodnich sojuszników wypada jeszcze lepiej. Co w przebłyskach zdrowego rozsądku docenia nawet efemeryczna w swoim zachowaniu administracja Donalda Trumpa.

Rosnącą siłę militarną Polski zobaczymy w ciągu najbliższych lat

Skoro zatem z polskimi wydatkami jest tak dobrze, to dlaczego w naszych własnych ocenach, a już szczególnie w ocenach niektórych rodzimych polityków, publicystów, analityków i dziennikarzy jest tak źle?

Główny powód jest taki, że dziś tej potęgi jeszcze nie widzimy na własne oczy. Nawet jeśli wojsko i rząd chwalą się nowym sprzętem na defiladach i piknikach, to ciągle jest go jeszcze stosunkowo niewiele. Większość dostaw nadal jeszcze przed nami. Podobnie jest z tworzeniem nowych jednostek wojskowych. Coś się tam formuje, ale większość z nas nie bardzo wie, co, gdzie i co to oznacza.

Czytaj więcej

SAFE to teraz też rozwój. Rząd na nowo definiuje swój kluczowy program

To jednak z upływem kolejnych lat będzie się zmieniać. Na nasze lotniska będą przylatywały kolejne samoloty. Do jednostek będą trafiały kolejne czołgi, systemy antydronowe, wyrzutnie Patriotów. Na wodę będą spływały kolejne okręty. Będziemy mogli poczuć się trochę tak, jak obecnie czują się Chińczycy, chociaż skala oczywiście nie jest ta sama. Będziemy mogli być ponownie dumni z militarnej siły Rzeczypospolitej. I samej Rzeczypospolitej. Oczywiście, o ile nasi politycy staną na wysokości zadania i militarne znaczenie Polski w strukturze szeroko rozumianego Zachodu, zdołają przekuć w niemniejsze znaczenie polityczne.

Polska stoi przed historyczną szansą wzrostu jej znaczenia

Polska ma szansę odgrywać w przyszłości rolę nie mniejszą niż w swoim regionie odgrywa coraz częściej określana mianem lokalnego mocarstwa Turcja. To nie tylko kwestia aspiracji. To coś, co naprawdę mamy dziś w zasięgu ręki.

Czytaj więcej

Friedman: Polska. Zrozumieć przyszłość

Szczególnie jeśli fundamenty naszej pozycji międzynarodowej nauczymy się wzmacniać systemem mądrze ułożonych sojuszy, wzniesionym ponad polityczne i historyczne podziały. Systemem sojuszy, który nie będzie konkurencyjny dla NATO i relacji ze Stanami Zjednoczonymi czy UE, ale będzie do nich komplementarny. Oparty na bliskich relacjach regionalnych, z państwami skandynawskimi, państwami trójmorza i Ukrainą. Sojuszami, w których nasza pozycja będzie miała charakter prawdziwie podmiotowy i samodzielny, a nie wiernopoddańczy i podporządkowany cudzym interesom. Nieważne, czy unijnym, amerykańskim, czy czyimkolwiek innym. Wtedy i tylko wtedy, mamy szansę stać się ponownie, jak w zamierzchłych czasach, prawdziwą europejską potęgą. Militarną. Gospodarczą. I polityczną.

Naprawdę wiele dziś wskazuje na to, że tak może się stać. Stanie się, o ile nie zgubi nas nasza własna polityczna głupota i skłonność do niezrozumiałej narodowej autodestrukcji. A także o ile nie spełnią się pesymistyczne scenariusze i polskie finanse publiczne nie rozlecą się pod ciężarem zbrojeniowych wydatków, niczym domek z kart. I chociaż to ostatnie zagrożenie wydaje się całkiem realne, to tu byłbym jednak ostrożnym optymistą. Bardziej martwi mnie i znacznie mniej skłania do optymizmu pierwsza i najważniejsza przyczyna klęsk Rzeczypospolitej wszelakich.