Akurat 19 kwietnia, a więc gdy w Polsce w zadumie wspominano męstwo żydowskich bohaterów, powstańców z warszawskiego getta sprzed 83 lat, do sieci trafiło zdjęcie przedstawiające żołnierza Izraelskich Sił Zbrojnych pozującego z młotem wymierzonym w odwróconą do góry nogami figurę ukrzyżowanego Chrystusa.

Władze Izraela potępiły profanację figury Jezusa Chrystusa

Niestety, zdjęcie nie było wytworem sztucznej inteligencji, a dowództwo izraelskie potwierdziło, że zostało wykonane podczas operacji w południowym Libanie. Był to kolejny w ostatnim czasie przejaw wrogości obywateli i instytucji izraelskiego państwa wobec chrześcijan. W Wielkanoc do Świątyni Grobu Pańskiego w Jerozolimie nie dopuszczono łacińskiego patriarchy wraz z kustoszem Grobu, liczne były też przypadki niszczenia kościołów podczas operacji w Gazie i później w południowym Libanie.

Ze wszystkich wojennych okrucieństw atak na symbole religijne jest szczególnie wart napiętnowania. Każda śmierć niewinnego cywila woła o pomstę do nieba, szczególnie na Bliskim Wschodzie. W Gazie krew niewinnych cywilów przelewana była przez izraelskie wojsko obficie. Historia i międzynarodowe trybunały ocenią, czy i kto powinien ponieść za to moralną, ale i karną odpowiedzialność. Ale atak na symbole religijne stanowi przykład szczególnie haniebnego zachowania, bo religia mówi o tym, co jest ważniejsze od indywidualnego ludzkiego istnienia, co życiu (a także śmierci) nadaje wyższego, transcendentnego sensu. Uderzając w symbol religijny, próbuje się przeciwnika dodatkowo upokorzyć.

Dobrze, że izraelscy politycy zareagowali na ten haniebny czyn. Potępił go zarówno premier Izraela, jak i szef tamtejszego MSZ.

Tak jak my oburzamy się, gdy ktoś dokonuje antysemickich wybryków w Polsce, mamy prawo oburzać się, gdy izraelski żołnierz profanuje symbole chrześcijańskie. Szczególnie mocno zabrzmiało stanowisko polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który zasugerował, że problemem może być wyszkolenie izraelskich żołnierzy, którzy dopuścili się tej profanacji. To z kolei wywołało ostrą reakcję Gwidona Saara, szefa izraelskiej dyplomacji, który zarzucił szefowi polskiej dyplomacji ignorancję i stwierdził, że jeśli Sikorski chce kogoś pouczać, powinien najpierw potępić antysemicki wybryk w polskim Sejmie. Tak się jednak składa, że Sikorski wybryk posła Berkowicza stanowczym komunikatem resortu potępił.

Dlaczego izraelski minister nosi przypinkę w kształcie szubienicy?

Ale tu nie chodzi o wyliczankę, kto, kiedy i czy wystarczająco się oburzył. Chodzi o straszną i destrukcyjną radykalizację, z jaką mamy do czynienia. Donald Trump rzuca gromy w papieża Leona i publikuje bluźniercze grafiki, w których występuje jako Chrystus. Członkowie rządu Izraela występują – jak choćby Itamar Ben-Gwir – z przypinką w kształcie szubienicy, w kampanii na rzecz przywrócenia kary śmierci dla Palestyńczyków oskarżanych przez Izrael o terroryzm. Z kolei brutalność izraelskiego wojska i cierpienie cywilów w Gazie wywołują nie tylko oburzenie i pytanie o granice prawa odwetu i stosowania przemocy, ale też falę zwykłego antysemityzmu – jak choćby wymachiwanie przez posła Konfederacji swastyką w Sejmie. Powtórzmy – to nie była uzasadniona i potrzebna dyskusja o brutalności izraelskiego wojska, ale antysemicka prowokacja. Algorytmy platform społecznościowych są zachwycone, radykałowie zyskują nowych zwolenników. Ale świat robi się coraz bardziej ponury i niebezpieczny. Na nienawiści, rozbudzaniu nacjonalistycznych uprzedzeń, na antysemityzmie, nie zbudujemy lepszego świata, tylko ściągniemy katastrofę na ten, w którym żyjemy.