Piątka Putina to piątka Kaczyńskiego – te słowa Donalda Tuska z konwencji krajowej Koalicji Obywatelskiej, premier podkreślał wężykiem chcąc, by wyryły się w pamięci nie tylko działaczy jego własnej partii, ale wszystkich wyborców. W tym sensie rada, której celem był wybór członków ciał statutowych nowej partii, powstałej z połączenia PO, Nowoczesnej i satelitów, stała się początkiem kampanii wyborczej. Tak jak PiS swoją kampanię rozpoczęło, ogłaszając kandydata na premiera – Przemysława Czarnka – tak Koalicja Obywatelska wystąpieniem Donalda Tuska chciała opowiedzieć Polakom, po co idzie do wyborów. 

Dlaczego Donald Tusk szuka wyższej moralnej sankcji dla polityki swego obozu politycznego?

A właściwie nie tyle opowiedzieć, co znaleźć wyższą, moralną sankcję dla swej działalności politycznej. Tusk chciał opowiedzieć na nowo podział polityczny w Polsce: PiS i Konfederacja realizują plan Putina, a ściślej „piątkę Putina”. Na czym, zdaniem polskiego premiera, zależeć ma najbardziej Rosji? Na skłócaniu Polski z Unią Europejską, Niemcami, skłócaniu z Ukrainą, zablokowaniu pieniędzy na zbrojenia i demontażu państwa prawa. A to właśnie cele polityki PiS i Konfederacji – przekonywał premier. W jego narracji wszystko łączyło się ze wszystkim. Skandal pokazujący zależność obecnej władzy na Węgrzech od Kremla, weto do SAFE, awantura o czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, afera związana z giełdą kryptowalut, która finansowała niektórych polityków PiS i Konfederacji. Tak, za tym wszystkim stoi Rosja i Putin. 

Tusk zdawał sobie sprawę, że to wizja świata zanadto uproszczona. Dlatego dokonał swoistego szantażu moralnego – wszystko, co robi dzisiejsza prawicowa opozycja to zdrada. Targowica. Realizacja obcych interesów. A kto ma wątpliwości, staje po stronie Putina.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: A może wybory parlamentarne przegrają wszyscy

Tym samym Tusk uderzył w Kaczyńskiego pałką, którą tamten chętnie zawsze wymachiwał, krzycząc, że spór między PiS a Platformą to nie konkurencja dwóch wizji Polski, ale niepodległość kontra służenie Niemcom. Tusk użył tego samego, niezbyt wyszukanego podziału. Bo tu nie chodzi o precyzję intelektualną. Idzie o skrajną polaryzację. 

Dlaczego Donald Tusk znowu ogłasza, że tym razem to naprawdę będą najważniejsze wybory w historii

– Nie musicie nas kochać – mówił Tusk. Bo wie, że Polacy go wcale nie kochają, a choć Koalicja Obywatelska w cuglach wygrywa w sondażach, oceny rządu nie są najlepsze. A między obozem prawicowym a liberalnym panuje pat. Dlatego potrzebuje mobilizacji, polaryzacji. I wyższej moralnej sankcji: kolejki do lekarza, chaos w szkolnictwie, drożyzna, wszystko, na co się skarży opozycja, jest drugorzędne. Ważne jest to, że opozycja to w istocie zdrajcy i wrogowie polskiej suwerenności. Więc – drodzy wyborcy – nie patrzcie na to, co nam się udaje, a co nie. Musicie głosować na nas, by zatrzymać Putina. I dlatego – choć za każdym razem brzmi to coraz mniej poważnie – Tusk ogłasza, że tym razem to już naprawdę będą najważniejsze wybory w historii, choć takie same miały być te z 2025, 2024, a także te z 2023 r. Dlatego ogłasza, że to będą wybory o wszystko. Bo znacznie łatwiej zamiast rozliczać się z dorobku swoich rządów, mówić: trzeba zatrzymać Putina. 

Czytaj więcej

Nowy sondaż: Rekordowy wynik Koalicji Obywatelskiej. Wzrosła przewaga nad PiS

Wyborczo to bardzo sprytne. Kłopot w tym, że to właściwie wyklucza jakąkolwiek debatę publiczną. Tylko po co dyskusja? Bo po co ktoś ma pytać, jak to możliwe, że ten realizujący według premiera interesy Kremla Kaczyński był pierwszym zagranicznym liderem, który miał odwagę w drugim miesiącu wojny razem z Morawieckim pojechać do walczącego z Rosją Kijowa? Coś tu się nie klei? Nie pytać, nie wolno się cofać, nie wolno dyskutować, nie wolno mnożyć wątpliwości ani mówić, że zapisywanie całej polskiej prawicy do obozu Putina to przesada. A to dopiero przedsmak tego, co nas czeka przed wyborami w 2027 r.